Ujazdowski zastrzegł przy tym, że "trzeba mieć ambicje, żeby głębokie wady ustrojowe", które były widoczne również przed 2015 rokiem, zniknęły. - Żebyśmy zbudowali nie jakiekolwiek państwo prawa, ale państwo prawa efektywne, dające szybki dostęp do sądu, z nowoczesną administracją. Trzeba mieć ambicje większe niż mieliśmy wcześniej - stwierdził.
Ujazdowski skrytykował przeprowadzoną przez PiS reformę sądownictwa w Polsce oceniając, że sądy są dziś "mniej dostępne i gorsze także pod względem funkcjonowania niż przed 2015 rokiem". - PiS obróciło tę reformę w absolutnie złym kierunku. Żaden z celów deklarowanych przez poważne środowiska reformatorskie nie został spełniony przez PiS. PiS oparło swoją reformę na zastąpieniu jednej grupy sędziów drugą grupą sędziów - mówił.
Politykę PiS-u wobec sądów i Trybunału Konstytucyjnego Ujazdowski nazwał "gwałtem konstytucyjnym". Jego zdaniem takie działanie musiało się spotkać z reakcją UE - i dlatego dziś przeciwko Polsce toczą się sprawy w TSUE. - Przestrzegałem, że to się skończy reakcją instytucji unijnych. Ale zasadniczo naprawa szkód wyrządzonych przez PiS musi odbyć się w Polsce - mówił wspominając, że jeszcze jako polityk PiS sugerował kompromisowe rozwiązanie sporu o Trybunał Konstytucyjny.
Ujazdowski pytany o to, dlaczego nie kandyduje ponownie w wyborach do PE odparł, że nie miał takich planów. Nie przesądził też, czy będzie kandydował w wyborach do parlamentu. - Ale na pewno będę aktywny w sprawach programowania polityki w kwestii odbudowania rządów prawa - zaznaczył.
Jego zdaniem obecnie PiS "powinien wycofać się z działań dotyczących SN i tych, które wywołują spór z instytucjami europejskimi". - Ale nie mam złudzeń PiS nie zrobi kroku wstecz - dodał sugerując, że kalkulacje w PiS są takie, iż po wygraniu kolejnych wyborów parlamentarnych partia wzmocni swój mandat do przeprowadzania budzących kontrowersje reform.
Ujazdowski skomentował też przyjętą przez Parlament Europejski dyrektywę o prawie autorskim. Zaznaczył, że w głosowaniu nad nią wstrzymał się od głosu, ale przyznał, że "istnieje problem zagwarantowania ochrony praw autorskich w sieci". - Ta dyrektywa otwiera taką możliwość, a jej wykonanie zależy od polskiego ustawodawcy. Ta dyrektywa nie obowiązuje wprost. A ustawa wykonująca dyrektywę, na przyjęcie której mamy dwa lata powinna być ułożona tak, aby zrównoważyć interesy obu stron - przekonywał.