fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Tomasz Siemoniak: Bezpieczeństwo w rękach Mariusza Błaszczaka. Żenujące

rp.pl
PiS nie wprowadza klęski żywiołowej po nawałnicach w północno-zachodniej Polsce, bo nie chce przyznać się do błędu. W PiS uważają, że jeśli raz przyznają się do błędu, to będzie to koniec tej partii – mówił w #RZECZoPOLITYCE wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak.

Siemoniak ocenił, że w przypadku sytuacji kryzysowej po nawałnicach w nocy z 11 na 12 sierpnia „państwo nie zdało egzaminu”. Były szef MON i wiceszef MSWiA mówił, że w czasach, gdy w resorcie spraw wewnętrznych odpowiadał za reagowanie w przypadku klęsk żywiołowych, zawsze był w miejscu takiej klęski zaraz po niej.

 

- Nie wiem jak to możliwe, że minister Mariusz Błaszczak lub jego zastępca nie pojawili się w sobotę na miejscu. Ja z pewnością apelowałbym o natychmiastowe użycie wojska do pomocy mieszkańcom. Kompletnie nie działa to wszystko pod rządami PiS. To że wojsko pojawiło się we wtorek dyskwalifikuje wszystkich – mówił Siemoniak.

Były wicepremier ubolewał też, że w czasie wydarzeń sprzed kilkunastu dni „nie wykorzystano tradycyjnego systemu ostrzegania”, czyli nie skontaktowano się np. z uczestnikami obozu harcerskiego w Suszku bezpośrednio (w wyniku gwałtownej burzy i trąby powietrznej w obozie tym zginęły dwie harcerki).

Siemoniak ocenił też – powołując się na ocenę przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny – że w związku z nawałnicami w północnej Polsce należałoby wprowadzić stan klęski żywiołowej. To, że rząd tego nie robi, Siemoniak tłumaczył niechęcią PiS-u do przyznania się do błędu.

- Beata Szydło brała udział w naradzie, w sobotę dzień po nawałnicach. Co mówiono, skoro Szydło i Błaszczak oddalili się do wtorku na urlop? – pytał retorycznie. - Wydaje mi się, że zwolniono doświadczonych ludzi od zarządzania kryzysowego. System kryzysowy opiera się na ludziach, kontaktach, notesie, na tym że wojewoda potrafi coś sam zorganizować – dodał.

Siemoniak podkreślał, że PiS nie chce teraz przyznać się do błędu polegającego na niewłaściwej ocenie sytuacji w pierwszych dniach po nawałnicach. - A PiS się nie myli, bo jakby PiS przyznał się, że się myli to w partii tej uważają, że byłby to koniec PiS-u – dodał.

- Żenujące jest, że bezpieczeństwo Polski znajduje się w rękach takich ludzi jak Błaszczak czy Antoni Macierewicz. Ta sytuacja pokazała ich zerowe kwalifikacje do zajmowania się takimi sprawami – podsumował polityk PO.

Mówiąc o sporze na linii Antoni Macierewicz-Andrzej Duda Siemoniak ocenił, że relacje prezydenta i ministra obrony są „coraz gorsze”. – Zablokowanie (przez prezydenta Dudę – red.) awansów generalskich bardzo spektakularne. Bywali prezydenci i ministrowie z różnych opcji politycznych, ale zawsze umieli się dogadać – podkreślił. Dodał, że kryzys ten może zakończyć tylko dymisja Macierewicza. - Inaczej wojsko się będzie degenerowało, bo nie może mieć dwóch szefów – przekonywał.

Siemoniak był też pytany o to, czy Donald Tusk po zakończeniu kadencji na stanowisku szefa Rady Europejskiej przejdzie na emeryturę polityczną. – Nie wyobrażam sobie go na emeryturze – przyznał. Dodał, że Tusk byłby dobrym kandydatem na prezydenta w 2020 roku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA