fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Tron, to tylko pretekst

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Kwadratowe, położone tuż obok siebie, głębokie na trzy metry. Jeden dla Burbonów, drugi – Walezjuszów i Kapetyngów. Tam, pod murami bazyliki w Saint-Denis, w wysypanych palonym wapnem dołach, jesienią 1793 roku została pochowana francuska monarchia. Z rozkazu Konwentu grobowiec królów miał zostać opróżniony. Resztki ich ciał zutylizowane, a stalowe trumny przetopione na kule armatnie. Robiący porządek po monarchii z początku napędzani byli również nadzieją na odkrycie skarbów, ale wkrótce okazało się, że władców Francji rzeczywiście, a nie tylko w bajkach szeptanych przed snem przez rojalistów swoim rojalątkom, na znak chrześcijańskiej pokory chowano w samej koszuli. To nie żądza zysku dodawała więc sił kolejnym, mdlejącym od smrodu poszukiwaczom rozkładających się ciał.

Tracących przytomność traktowano jak bohaterów walki o sprawę. Podniecenie utrzymywało się tylko przez parę godzin, resztę czasu – kilkanaście dni – pracowano w ciszy i skupieniu. Uważano, by nikogo nie przeoczyć, ale to było coś więcej niż profesjonalizm. W ich działaniu była jakaś straszliwa, odwrócona nabożność. Do dołów ciskano królów i królowe, następców tronu i delfinów, książąt i ministrów. Trupy starców, dzieci i tych, którzy urodzili się martwi (za co teraz gotowano im gorącą owację). Cuchnąca, brudna maź, mieszanka czaszek, kości i palonego wapna kipiała, trawiąc tysiąc lat francuskiej monarchii. Odnaleźli, wygrzebali z podziemi i krucht prawie wszystko, co było im potrzebne. Jedynym wielkim nieobecnym na tej republikańskiej fecie okazał się Ludwik IX Święty. Szukano go długo i zawzięcie, pewnie właśnie dlatego wszystko się przeciągnęło. Bez niego, szczególnie jego sprawa, dla której się tam zebrali, mdleli ze smrodu i zmęczenia, nie została załatwiona do końca. Świętości ...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA