fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Recenzja książki „Talita” Pawła Huellego

materiały prasowe
Podobnie jak w przypadku poprzednich książek Pawła Huellego, również i ta najnowsza ma wiele wątków, których źródłem jest ojczysta ziemia autora, czyli Gdańsk i otaczające go tereny. „Talita" jest zbiorem kilkunastu opowiadań, w których historia miesza się ze współczesnością, realizm z baśniowością, a ile w bohaterach jest postaci wyobrażonych, a ile prawdziwych – wie tylko autor. Widać, że woli zadawać pytania, niż dawać odpowiedzi. Nie moralizuje. Ma przy tym rzadką dziś umiejętność posługiwania się językiem i słownikiem adekwatnym do relacjonowanej historii. Plastycznie maluje nastroje, klimaty, krajobrazy i pory roku.

Sprawność podążania kolejnymi literackimi tropami zależy od kompetencji kulturowych czytelnika, bo odniesień do mitów, symboli i historii jest w tej prozie mnóstwo. To zresztą stała praktyka tego autora. Już tytułowa „Talita", rozgrywająca się współcześnie w „pustą noc w checzy", stanowi wyzwanie. Huelle nie kłania się czytelnikowi, robiąc przypisy, a tym bardziej upraszczając. A bez świadomości, że tytuł odnosi się do biblijnej opowieści o wskrzeszeniu z martwych córki Jaira („Talitha kum", czyli „Dziewczynko, mówię ci, wstań"), tracimy wielowarstwowość opowieści o nocy poprzedzającej pogrzeb 12-letniej Bernatki.

Nie jest to książka dla każdego, bo nie każdy jest gotów podążać za wyobraźnią pisarza, który namawia do zejścia z dróg udeptanych na mało uczęszczane ścieżki. Te historie mają w sobie tajemnice, których zgłębienie autor pozostawia czytelnikowi. Na dodatek rozwijają się jak kłębek – zrazu bohaterowie zachowują się w sposób niez...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA