fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kto nie pomaga ofiarom pożaru z Lesbos

AFP
Pożar na wyspie Lesbos po raz kolejny przypomniał Europie o wyrzucie sumienia, jakim są dobijający się do jej granic imigranci. Obrazki ze spalonego obozu Moria mogą wstrząsnąć najtwardszymi. Zwęglone namioty, zniszczona infrastruktura, wypalone pomieszczenia socjalne. I ludzie, śpiący pokotem na ziemi, osłonięci od wiatru fragmentem krawężnika, jakimś betonowym murem. Szukają ciepła, choć to coraz trudniejsze, bo nawet w upalnej Grecji powoli zaczyna się jesień. Koczowiska wymęczonych pogorzelców, z których w oko obiektywu spoglądają tylko ciekawie kędzierzawe główki dzieci. Reszta, rodzice, dziadkowie, krewni, pogrążona w apatii, zdana na łaskę niebios bardziej niż człowieka, bo nikt specjalnie się tymi ludźmi nie przejmuje.

Zostawiam na boku programową nieczułość Budapesztu czy Warszawy. Tu najwięcej się mówi o wierności chrześcijaństwu i poszanowaniu Boskich przykazań, ale bez pamięci o najważniejszym z nich, przykazaniu miłości, które nakazywałoby wsparcie dla ludzi dwakroć albo nawet trzykroć pokrzywdzonych, jak ci z obozu Moria. Ale cóż, to nie duch chrześcijaństwa przecież, tylko frazesy. Nie lepiej jest i na idealizowanym przez nas Zachodzie. Niemcy dyskutują o przyjęciu ledwie tysiąca: rodzin, chorych i nieletnich. To nie więcej niż jedna dwunasta ofiar spalonej Moria. Francja nie wyrywa się z propozycjami rozwiązania kryzysu. Włosi i Hiszpanie tradycyjnie znajdują pretekst, by mówić o własnym problemie, jakim jest uwolnienie się od tysięcy wcześniej przyjętych uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Holendrzy dyplomatycznie milczą. Kraje nordyckie, mające coraz bardziej oczywiste problemy m.in. z imigrancką przestępczością, nie chcą słyszeć o otwieraniu granic. Nawet Grecy, gospodarze współczes...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA