fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Pożegnanie Andrzeja Polkowskiego, tłumacza baśni

Mariusz Kubik [CC BY 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)]
Umarł tłumacz. W normalnym obiegu wiadomości kulturalnych to zawsze informacja drugiego rzędu. Dotyczy w końcu pośrednika, a najwybitniejsi z nich to ci, których praca jest najgłębiej ukryta, nie daje o sobie znać żadnymi przekrętami czy nadużyciami.

Ale tydzień temu zmarł tłumacz, który pośredniczył nie tyle między językami, co światami. Tłumacz baśni. A z takimi trzeba się obchodzić ostrożniej i uważniej, bo nie tyle przyprowadzają z daleka słowa i historie, co odwrotnie – to nas wysyłają w dziwne miejsca i opowieści.

Andrzej Polkowski poznał „Opowieści z Narnii" tam, gdzie prawie wszyscy – we własnym łóżku, na chwilę przed zaśnięciem. Podczas tego krótkiego, ale decydującego fragmentu życia, kiedy sam nie potrafisz jeszcze czytać, ale naprawdę, jak już nigdy później, umiesz słuchać. W okresie głębokiego PRL-u – kiedy historia o białej czarownicy przepędzanej przez przybywającego zza morza lwa i wiośnie następującej po stu latach zimowej niewoli wywoływała w umysłach cenzorów kontrrewolucyjny zawrót głowy – przełożenie książek Lewisa na język polski było zadaniem niewykonalnym. Ojczym Polkowskiego tłumaczył mu je więc na żywo, trzymając na kolanach wydanie oryginału....

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA