fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wielka draka w małym Czudcu

AdobeStock
Organista i czujny obywatel czy raczej niedoszły ksiądz mitoman? A może wszystko naraz? Kim jest parafianin z podkarpackiego Czudca, który nieustannie pilnuje, by miejscowy proboszcz przestrzegał antycovidowych przepisów. Mieszkańcy wsi i księża już od dawna mają go dość.
AKT PIERWSZY – Donosiciel

Trzysta lat temu barokową świątynię wzniósł miejscowy dziedzic jako wotum wdzięczności za uzdrowienie ze śmiertelnej choroby, którego doświadczył przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, wciąż wiszącej nad ołtarzem. Ale nie tylko dlatego to najpilniej strzeżony kościół w Polsce. W środku niebieskie strzałki w ławach pokazują, gdzie może usiąść 31 wiernych; w przedsionku kościelny liczy wchodzące dusze, by w stosownym momencie wywiesić tabliczkę: „Brak wolnych miejsc. Proszę nie wchodzić". Wcześniej używano innej wersji: „Z uwagi na zgłoszenia na policję, musimy przestrzegać limitu osób w świątyni, aby uniknąć wysokich kar. Prosimy o wyrozumiałość". Zmiana narracji wiele mówi. – Ważniejsza od obowiązującego prawa była niechęć wobec donosiciela, który telefonicznie alarmował policję, gdy liczba ludzi sięgała 150! Przez pół roku w Czudcu doszło do dziesięciu interwencji – wylicza podkomisarz Piotr Niemiec z komendy powiatowej w Strzyżowie: dwukrotnie wi...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA