fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zbigniew Bujak: Komunistyczni funkcjonariusze mieli się świetnie

W początkowym składzie głównego okrągłego stołu takich ludzi jak ja czy Władek Frasyniuk (z prawej) w ogóle nie przewidziano – mówi Zbigniew Bujak (z lewej). Na zdjęciu byli działacze podziemia w sztabie Tadeusza Mazowieckiego, 25 listopada 1990 r.
Fotonova, Tomasz Wierzejski
Znam Donalda Tuska od stanu wojennego. Zawsze gdy mógł wbić mi szpilę, to wbijał, gdy mógł powiedzieć coś krytycznego, to powiedział. Gdy mi ktoś mówi, że tamte rządy były lepsze od obecnych, bardziej praworządne, to odpowiadam: wolne żarty - mówi Zbigniew Bujak, w PRL jeden z liderów solidarnościowej opozycji, były szef Głównego Urzędu Ceł.

Plus Minus: W 1991 r. przepraszał pan za Solidarność. Czy dziś, po 28 latach, uważa pan, że to było słuszne?

Przepraszałem za sposób rządzenia naszej solidarnościowej elity, a miałem na myśli podejmowane wówczas decyzje prywatyzacyjne, reprywatyzację, przekształcenia własnościowe różnych firm. Pracowałem w Ursusie i jego kłopoty, a ostatecznie upadłość dotknęły mnie osobiście. Mieszkałem naprzeciwko Zakładów Dentystycznych MIFAM i w pewnym sensie z okien mieszkania obserwowałem ich upadek. Patrzyłem też, jak upadają Zakłady Jedwabiu Naturalnego w Milanówku, w których pracowała moja siostra Barbara, jedna z czołowych tkaczek. Jedwabne tkaniny żakardowe, które wiszą na ścianach Zamku Królewskiego, są jej dziełem.

Patrzył pan na upadek tych zakładów i serce pana bolało?

Bolało – to za mało powiedziane. Zdawałem sobie sprawę, że jestem świadkiem końca epoki. Ale najgorsze było to, że każdy z tych zakładów mógł odnaleźć się w nowej rzec...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA