fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Pożegnanie królowej Ekumeny. Marek Oramus wspomina Ursulę Le Guin

Le Guin zakwestionowała pogląd, że pisarz SF koniecznie musi być biegły w naukach ścisłych; owszem, musi rozumieć ich podstawy, lecz gdy przychodzi do spraw społecznych, teoria kwantowa zda się na nic
AP/East News
Ursuli Le Guin udało się uniknąć typowej dla science fiction tandety, rozważania problemów zastępczych. Jej utwory dotykają zagadnień podejmowanych przez literaturę od zawsze: lojalności, zdrady, polityki, empatii, rozumienia innej kultury.

Mniej więcej w połowie lat 70. ubiegłego wieku tłumacz i znawca fantastyki Lech Jęczmyk wygłosił w Klubie Księgarza na Starym Mieście w Warszawie prelekcję, w której omówił twórczość trojga mało znanych wówczas autorów fantastyki: Philipa K. Dicka, J.G. Ballarda i Ursuli Le Guin. Na zakończenie pokusił się o prognozę: każde z nich będzie pisarzem o znaczeniu światowym. I tak się stało. Najwcześniej z tej trójki, bo w1982 roku, zmarł Dick, już za życia stając się klasykiem. Najmniej doceniony Ballard, autor sfilmowanego przez Spielberga „Imperium słońca" i przenikliwy krytyk wynaturzeń cywilizacji, dożył wiosny roku 2009. Natomiast Le Guin, najwybitniejsza na świecie autorka fantastyki, zmarła 22 stycznia 2018 roku w Portland w wieku 88 lat.

Od najmłodszych lat Le Guin wzrastała w kontakcie z nauką: ojciec Alfred Kroeber był znanym antropologiem, natomiast matka, Theodora Kroeber – pisarką. Ursula, wybierając literaturę, połączyła zainteresowania obojga rodziców: jej utwory są doskonale przemyślane pod kątem socjologicznej wiarygodności, a rozmaite ludy i rasy kosmiczne przedstawione ze znawstwem, jakiego próżno poszukiwalibyśmy u innych autorów. Co ciekawe, pradziadkiem Le Guin był Stanisław Kraków, powstaniec styczniowy, który po klęsce narodowego zrywu wyemigrował do Ameryki. Z kolei prababka Paulina Kraków z domu Radziejowska była jak jej prawnuczka pisarką i redaktorką czasopisma „Pierwiosnek", tworzonego wyłącznie przez kobiety.

Gdy Le Guin rozpoczynała swą przygodę z fantastyką, w świecie anglojęzycznym dokonywały się w tym gatunku ważkie przemiany. W latach 60., pod wpływem brytyjskiej Nowej Fali, która postulowała ambitną fantastykę, zmianie uległ też model amerykańskiej SF. Najciekawsze dokonania w Ameryce zaczęły być firmowane przez kobiety. Wniosły one do sztywnego kanonu SF innych bohaterów, inne rozumienie ich powinności oraz inny typ akcji – bardziej refleksyjny i generalnie nie tak agresywny jak w przypadku autorów mężczyzn. Najwybitniejszą przedstawicielką tego trendu była właśnie Le Guin.

Różnice dotyczyły także rozumienia nauki, części składowej gatunku. Podczas gdy mężczyźni odwoływali się do nauk ścisłych i przyrodniczych: fizyki, astronomii, astronautyki i pokrewnych, a także do dyscyplin technicznych, kobiety upodobały sobie nauki humanistyczne: psychologię, socjologię, etnografię. Korespondowało to z preferowanym przez Nową Falę kierunkiem inner space (kosmos wewnętrzny), polegającym m.in. na przedstawianiu stanów wewnętrznych człowieka. Le Guin jako córka antropologa zawsze wiele uwagi poświęcała antropologii, kulturze, ekologii, a nawet językoznawstwu. Technika stoi u niej na drugim planie. W jej książkach szybkości nadświetlne osiągają jedynie transportowce; ludzie i inne cywilizacje inteligentne skazani są na przemieszczanie się według reguł poczciwego Einsteina. Wynalazkiem Le Guin, kopiowanym potem przez innych autorów, jest ansibl, czyli urządzenie do natychmiastowego przesyłania wiadomości na dowolny dystans.

Mobile i Ekumena

Jęczmyk, zapowiadając wielkość Le Guin (nazwisko po mężu, francuskim historyku), znał już obie powieści, które po dziś dzień uchodzą za jej najwybitniejsze dokonania: „Lewą rękę ciemności" (1969), którą zresztą sam przetłumaczył, i „Wydziedziczonych" (1974). Ta pierwsza przyniosła jej światowy rozgłos i bywa najczęściej łączona z jej nazwiskiem. Podobnie jak najlepsze dzieła Le Guin, rozgrywa się w odległej przyszłości w świecie Ekumeny, czyli federacji cywilizacji galaktycznych. Ten kosmiczny odpowiednik Unii Europejskiej obejmuje 80 planet, które współpracują na zasadzie dobrowolności. Na odległe, opóźnione w rozwoju planety Ekumena wysyła swych przedstawicieli zwanych mobilami, którzy na miejscu badają, czy miejscowe społeczeństwo nadaje się do przyjęcia do grona zaawansowanych cywilizacji.

W „Lewej ręce ciemności" na planetę Gethen, czyli Zimę, zostaje wysłany mobil Ekumeny, Genly Ai. Nie istnieją tam płci, a każdy mieszkaniec przeżywa okresowo tzw. kemmer, kiedy staje się kobietą lub mężczyzną i przez ten czas jest zdolny do prokreacji. Owa zmiennopłciowość tubylców determinuje całą kulturę planety. Genly Ai na skutek intryg pałacowych popada w tarapaty, z których ratuje go Getheńczyk używający tzw. siły dothe. Polega ona na tym, że przez pewien ograniczony czas osobnik może dysponować siłą przekraczającą znacznie jego zwykłe możliwości, lecz potem musi to odchorować. Jeśli nie jest w stanie znaleźć odpowiednich warunków do regeneracji, „zadłużony" energetycznie organizm odmawia posłuszeństwa i rzecz może skończyć się śmiercią z wycieńczenia.

W powieści „Opowiadanie świata" z roku 2000 Satti, początkująca mobil Ekumeny, schodzi na planetę Aka, gdzie władza po kontakcie z Ekumeną postanawia dogonić przybyszów z kosmosu i ogłasza program Marszu do Gwiazd. Budowa nowej, zaawansowanej technicznie cywilizacji dokonuje się za cenę porzucenia, a nawet prześladowania starej, nastawionej kontemplacyjnie. Satti ciekawi właśnie ta stara, zakazana kultura, ale dostęp do ostatnich śladów jej istnienia jest mocno utrudniony. Mobil podlega ustawicznej inwigilacji, otaczają ją szpicle, jest izolowana, a gdy uda jej się wyrwać, szpicel podąża za nią krok w krok. Przykład ten najlepiej ilustruje to, co Le Guin najbardziej interesowało: społeczeństwo Aki znajduje się w momencie wielkiej, narzuconej odgórnie przemiany. Aka jest tu bardzo podobna do Chin z drugiej połowy XX wieku, jej stara kultura przypomina połączenie buddyzmu i taoizmu, a Marsz do Gwiazd to chiński Wielki Skok i rewolucja kulturalna. Tego typu fantastyka nie zajmuje się abstrakcjami, ale stara się odnieść do ziemskiej rzeczywistości.

Bliska ziemskim porządkom jest też sytuacja z „Wydziedziczonych": tu na planetach Urras i Anarres egzystują dwie wrogie sobie cywilizacje. W pewnym momencie przeciwko kapitalistom z Urras wybuchła rewolucja, ale kończy się klęską. Buntownicy, zmuszeni salwować się ucieczką, osiedlili się na Anarres, gdzie panują znacznie surowsze warunki. Ustrój tutejszy zwie się anarchizmem, ale to de facto zamordyzm: niby żaden przymus nie istnieje, lecz rodziny się rozdziela, gdy trzeba kogoś posłać do pracy na odludziu, małżeństwo traktowane jest jako przeżytek, a dzieci wychowuje się w kombinatach oświatowych. Przede wszystkim jednak zakazano własności, zbrodnią jest posiadanie ulubionego ołówka czy książki, każdy w formie przydziałów dostaje tylko to, co jest mu niezbędne do pracy. Genialny fizyk Szevek – jego postać była częściowo wzorowana na fizyku Robercie Oppenheimerze – leci na Urras, by przedstawić przełomową zasadę jednoczesności (z której wyniknie ansibl). Przy okazji z woli autorki dokona się konfrontacja między dwiema konkurencyjnymi formami organizacji społeczeństwa. Raj na Urras też nie jest bez wad, Szevek zwiąże się z tamtejszą opozycją i jako persona non grata będzie musiał przez ambasadę Ziemi uchodzić na Anarres.

Le Guin wykorzystała tu wiedzę z dziedziny językoznawstwa. Według prawa relatywizmu językowego, zwanego też hipotezą Sapira-Whorfa, język, którym się posługujemy, wpływa na nasz sposób myślenia, a nawet go determinuje. Ze sztucznego języka, jakim posługują się mieszkańcy Anarres, usunięto więc wszystko, co mogłoby się kojarzyć z Urras i panującym tam wrogim porządkiem. Zwłaszcza zaś wypleniono słowa związane z własnością – jak pieniądz, żebractwo, bank, zakupy, hazard, ale też religia, małżeństwo, więzienie, prostytucja, służba itp. Takie „modelowanie" języka dobrze znają ci, którzy doświadczyli w komunizmie bełkotu nowomowy – lecz niewielu ma świadomość, jak zniekształciła ona nasze myślenie i postrzeganie świata.

„Trudny wybór między piekłem równości a koszmarem wolności", zachwalał powieść polski wydawca. „Wydziedziczeni" ukazali się u nas w 1993 roku, kiedy znakomicie korespondowali z przemianami zachodzącymi wówczas w Polsce, ale w kraju, gdzie nikt nic nie czyta, książka przeszła oczywiście bez echa.

Magia i feminizm

Zazwyczaj autorzy fantastyki uprawiają albo „twardą" science fiction, albo zdominowaną przez czary i zaklęcia fantasy. Le Guin należy do nielicznych, którym udało się uprawiać oba poletka równocześnie. Jednym z jej największych osiągnięć jest cykl fantasy Ziemiomorze, rozpoczęty w latach 60. Otwierająca go powieść „Czarnoksiężnik z Archipelagu" (1968) miała się ukazać w Polsce w ramach serii „Stanisław Lem poleca" w połowie lat 70., ale ze względu na osobę tłumacza (Stanisław Barańczak), który wówczas działał w opozycji i był solą w oku komunistycznych władz, książkę wciąż blokowano. Ostatecznie znalazła się na rynku dopiero w roku 1983, ale i wtedy wywarła wielkie wrażenie jako forpoczta gatunku fantasy, który w następnych dekadach miał zaatakować frontalnie i zdominować rodzimy rynek wydawniczy.

Fantasy bywa inaczej określana jako literatura magii i miecza. W „Czarnoksiężniku z Archipelagu" mamy właściwie do czynienia tylko z magią: Dzieci, u których odkryto magiczny talent, kieruje się do dalszej edukacji. Ziemiomorze to wyspiarska kraina, mająca szkołę magów na wyspie Gont, gdzie trafia bohater książki Ged. Przez większość życia stara się o unieszkodliwienie Cienia, który nieopatrznie wypuścił z zaświatów, zabawiając się wywoływaniem duchów. Szczególnym pomysłem autorki są tu imiona, które podlegają utajnieniu, bo kto poznał twe imię, ten uzyskał nad tobą władzę. Specjalna grupa czarowników trudzi się nad odgadywaniem imion coraz to innych rzeczy i zjawisk (a kto te imiona nadał?) – są oni odpowiednikiem naszych naukowców, którzy badają właściwości ciał i substancji. Powieść jest dziwnie chłodna, dystyngowana i surowa jak wyspiarskie krajobrazy, w których się rozgrywa. W przeciwieństwie do innych utworów tego gatunku zawiera głębsze przesłanie, nie epatuje efektami magicznymi, ale ukazuje, jakie problemy i zagrożenia wiążą się z opanowywaniem magii. W późniejszych tomach cyklu autorka wprowadziła akcenty feministyczne, wdając się w dywagacje, czy magia męska jest silniejsza od kobiecej, czy odwrotnie. Moim zdaniem nastąpiło to w sposób sztuczny i osłabiło jakość literacką Ziemiomorza.

Wątki związane z płcią są w twórczości Le Guin stale obecne, co zwróciło na nią uwagę ruchu feministek, które nieustannie poszukują sponsorów ideologicznych. W „Lewej ręce ciemności" Genly Ai, mężczyzna z Ziemi, zmuszony przez okoliczności, świadkuje przemianie płci towarzyszącego mu Getheńczyka, który akurat wchodzi w kemmer. Przemianie towarzyszą prawdziwe męczarnie z obu stron, bo i mobil nie może udzielić cierpiącemu żadnej pomocy, a nawet nie ma pojęcia, co się z nieszczęśnikiem dzieje. Naturalnym skojarzeniem czytelnika są tu bóle menstruacyjne, aczkolwiek kemmer, choć także ma bezpośredni związek z rozrodczością, został przedstawiony jako przemiana dogłębna, zrozumiałe więc, że udręki z nim związane są dolegliwsze.

– „Lewa ręka ciemności" to genialna powieść, która zawsze zmieści się w pierwszej dziesiątce utworów SF na świecie – ocenia Lech Jęczmyk. – Le Guin powiedziała gdzieś, że szukała w niej równowagi pomiędzy pierwiastkiem męskim a żeńskim. Potem postawiła na pierwiastek żeński i równowaga przestała ją interesować.

Antropolog w rakiecie

Dorobek literacki Le Guin przedstawia się imponująco: ponad 20 powieści, liczne zbiory opowiadań, z reguły rozgrywających się w światach Ekumeny lub Ziemiomorza. W poważnej części swej twórczości starała się nawiązywać do rzeczywistości ziemskiej: w „Opisaniu świata" są to Chiny, w „Wydziedziczonych" Ameryka i Rosja, a pewne elementy na Anarres pochodzą jakby żywcem z izraelskiego kibucu. W powieści „Słowo las znaczy świat" (1972) źródłem inspiracji stała się wojna wietnamska toczona w tamtejszej dżungli. Jest niezłą jak na SF i fantasy stylistką, jej powieści i opowiadania są dopracowane, pozbawione tanich efektów, w których zwykle lubuje się fantastyka. W Polsce przekładali ją najlepsi tłumacze: Jęczmyk, Barańczak, Łukasz Nicpan, Zofia Uhrynowska.

Tajemnicą sukcesu Le Guin oprócz formy literackiej były świeże, niekiedy szokujące pomysły oraz odmienne podejście do materii powieści. We wstępie do „Lewej ręki ciemności" pisała: „Ta powieść nie jest ekstrapolacją. Jeżeli chcecie, możecie ją czytać jako eksperyment myślowy. (...) W tak pomyślanej historii nie ma potrzeby rezygnacji z moralnej złożoności właściwej nowoczesnej powieści i nie mamy żadnego założonego ślepego zaułka. Myśl i intuicja poruszają się swobodnie w obrębie granic eksperymentu, które mogą być bardzo rozległe". Takie stawianie sprawy odróżniało ją od fantastów, którzy starali się pokazywać przyszłość metodą ekstrapolacji bieżących tendencji.

Istnieje jeszcze jedna różnica: świat Ekumeny składa się wyłącznie z ras humanoidalnych, używających wspólnego języka. Wynika to stąd, że ludzie rozprzestrzenili się po kosmosie z jednej planety o nazwie Hain, stopniowo zasiedlając odległe układy planetarne. Nie znajdziemy u tej autorki czegoś takiego jak rozumne mątwy czy stonogi i opiewania uroków kontaktu między nimi a ludźmi. To pozwoliło jej z jednej strony uniknąć typowej dla SF tandety i rozważania problemów zastępczych, z drugiej skierowało fabułę jej utworów ku zagadnieniom podejmowanym przez literaturę od zawsze: lojalności, zdrady, polityki, empatii, rozumienia innej kultury. Wiele miejsca poświęcała kwestii wierzeń, choć sama deklarowała się jako ateistka. Jej książki są bogate, „gęste", pod powierzchnią fabuł kryją się treści i znaczenia zaskakujące dla szarego konsumenta literatury SF.

Miały na to wpływ zarówno naukowe zainteresowania Le Guin, jak i odmienne traktowanie „naukowości" w obrębie science fiction. Wyróżniało ją to na tle innych autorów. Okazało się, że tam, gdzie opisuje się społeczeństwa ziemskie i pozaziemskie, zasady i sposoby regulujące ich rozwój, wiedza humanistyczna sprawuje się lepiej od znajomości fizyki czy astronomii. Le Guin zakwestionowała pogląd, że pisarz SF koniecznie musi być biegły w naukach ścisłych; owszem, musi rozumieć ich podstawy, lecz gdy przychodzi do spraw społecznych, teoria kwantowa zda się na nic. Widzę tu zbieżność pomiędzy podejściem do literatury autorki Ziemiomorza i J.R.R. Tolkiena, autora Śródziemia, polegającą na tym, że oboje jako humaniści opisywali to, na czym się dobrze znali: mity, dzieje fikcyjnych narodów, ich języki, dzielące ich kwestie polityczne itp. Jednocześnie zawsze na pierwszym planie stoi indywidualny bohater, od którego dzielności czy rozumnych posunięć zależy powodzenie spraw wielkich.

W Polsce jej twórczość, a przynajmniej ważna jej część, była nam bliska z powodu opiewania momentów przełomowych w dziejach przedstawianej społeczności. Tak jest przecież w „Lewej ręce ciemności", w „Opisaniu świata", w „Słowo las znaczy świat", w każdym kontakcie Ekumeny z nowo odkrytymi kulturami. Polacy, wyrwani niespodziewanie spod sowieckiej jurysdykcji, także zostali postawieni wobec stojącej wyżej pod względem organizacyjnym i technologicznym Europy – i rychło przekonali się, że kontakt z nią to nie sam jeno miód i błogostan, ale także problemy. Pod względem ukazywania społeczeństw opresyjnych, szamocących się we wnykach różnych niemożności, niektóre powieści Le Guin bliskie są fantastyce socjologicznej z lat 80. XX wieku. Cechą tej odmiany literatury było nie tylko rozszerzenie pola widzenia kamery na społeczeństwo, nie tylko ukazywanie jego brudów i utrapień, ale przede wszystkim umieszczanie, zwykle ukrytego, komunikatu związanego z aktualną sytuacją. Ten realny kontekst, niewypowiedziany wprost, jest w utworach Le Guin często obecny i w dużej mierze wpływa na odbiór przesłania i sukces artystyczny jej pisarstwa.

Trudno wyrokować, jaki wpływ twórczość Le Guin wywarła na wielkich pisarzy naszego rejonu geograficznego. W „Wizji lokalnej" Lema Kurdlandia i Luzania znajdują się w podobnej opozycji jak w „Wydziedziczonych" Anarres i Urras i ze szczegółów można się domyślać, że również chodzi o ZSRR i USA. W powieściach Arkadija i Borysa Strugackich występują progresorzy, niosący postęp pogrążonym w ciemnocie i zabobonie planetom, przypominający mobili Ekumeny. Czy to jednak wystarczy, by mówić o inspiracji? Pewne pomysły czy podejścia literackie krążą w powietrzu, każdy z nich korzysta jak chce i umie. Z pewnością Ursuli Le Guin zawdzięczamy nowy typ wrażliwości, z którym rzadko mamy do czynienia w SF, a także głębokie wnikanie w osobowości i motywacje bohaterów. Autorka „Wszystkich stron świata" na terenie fantastyki była zjawiskiem osobnym. Nie pędziła z akcją na łeb, na szyję, nie unikała szczegółowych opisów życia zwykłych ludzi i niezwykłych ludów z innych planet, zawsze mając przed oczami jako system odniesienia naszą Ziemię i bytującą na niej nieszczęsną ludzkość.

Marek Oramus jest pisarzem, autorem sześciu powieści science fiction, publicystą.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA