Plus Minus

Michał Szułdrzyński: O. Wiśniewski i oponenci jako plaga

Fotorzepa, Maciej Zieniewicz
Gdy przeczytałem oskarżycielski tekst o. Ludwika Wiśniewskiego w „Tygodniku Powszechnym", początkowo postanowiłem sobie, że zachowam wstrzemięźliwość. Znany dominikanin ma bowiem zbyt piękną kartę historyczną, by pastwić się nad jego tekstem.

Ale ponieważ postanowiliśmy ten numer „Plusa Minusa" poświęcić analizie stanu, w jakim znalazł się polski Kościół, nie można się do tez o. Wiśniewskiego nie odnieść.

Dominikanin w emocjonalnym artykule pod równie emocjonalnym tytułem „Oskarżam" przekonuje, że ostatnie dane o wyludniających się kościołach w Polsce to wina biskupów, którzy nie reagują na działania rządu PiS, niekiedy wręcz je autoryzując. W przeciwieństwie jednak do słynnego manifestu Emila Zoli sprzed ponad wieku, za sprawą którego tytuł „J'accuse...!" wszedł do klasyki, o Wiśniewski nie przedstawił odważnej krytyki establishmentu, lecz zrekapitulował argumenty, które do znudzenia powtarzane są wśród kościelnych liberałów. Z całym szacunkiem, ale nie jest aktem jakiejś szaleńczej odwagi powiedzieć dziś, że kościoły pustoszeją, dlatego że rządzi PiS, który nie przyjmuje uchodźców, organizuje miesięcznice smoleńskie, ani oskarżyć Episkopat o to, że na to nie reaguje, nie potępia też działania mediów związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem.

Rozumowanie to bowiem oparte jest na pewnym nieporozumieniu, które polega na całkowitym upolitycznieniu myślenia o Kościele. O. Wiśniewski nie kryje się ze swą niechęcią do rządu PiS i jego działań i brak potępienia polityki partii rządzącej uważa za główną przyczynę kryzysu wiary w Polsce. Czy jednak wybitny dominikanin naprawdę wierzy, że wierni szturmowaliby dziś kościoły, gdyby rządziła obecna opozycja? Czy problemem jest to, że Kościół żyje w symbiozie z władzą w ogóle, czy też, że żyje w symbiozie z władzą, która się o. Wiśniewskiemu nie podoba? Czy programem nowej ewangelizacji powinna się stać teraz walka z PiS?

Wymowa tekstu duchownego osłabnie też, jeśli przypomnimy sobie, że kościoły pustoszały od czasu drugiej wojny światowej w ultrakatolickich Belgii czy Irlandii, mimo że nie było tam wówczas ani PiS, ani Jarosława Kaczyńskiego, granice zaś szeroko otwarte były na napływ muzułmańskich imigrantów.

W rozumowaniu dominikanina ważne są jednak nie tylko argumenty, jakich używa, ale również sprawy przezeń pomijane. Wydaje się bowiem, że polski Sejm od dawna nie był tak blisko realizacji postulatów św. Jana Pawła II, który apelował o wolne niedziele dla polskich pracowników i o to, by prawo maksymalnie chroniło życie ludzkie. To jednak nie pasowałoby do tezy o. Wiśniewskiego o tym, że w Polsce rządzą ludzie, którzy na naszych oczach mordują Kościół.

Jest jeszcze i inna rzecz uderzająca w jego myśleniu. Otóż dominikanin narzeka, że zarówno dla PiS, jak i dla konserwatywnych kręgów Kościoła każdy inaczej myślący jest traktowany nie jako oponent, ale jako szkodnik, wróg religii. Sęk w tym, że o. Wiśniewski sam posługuje się dokładnie tym samym argumentem, twierdząc, że PiS i życzliwe mu kręgi kościelne niszczą chrześcijaństwo i Kościół w Polsce. Sam więc nie traktuje swych oponentów jako partnerów do dyskusji, ale jako plagę, którą trzeba powstrzymać.

Dlatego wielka szkoda, że o. Wiśniewski napisał tak łatwy do skrytykowania tekst. Bo sprawa jest bardzo poważna. Lecące na łeb na szyję statystyki uczestnictwa polskich katolików w praktykach religijnych są faktem. I to faktem niepokojącym, nad którym wszyscy ludzie Kościoła, bez względu na to, czy są za PiS, za PO, czy są symetrystami, powinni się zastanowić. Zwalanie wszystkiego na Kaczyńskiego nie przybliża nas jednak do przezwyciężenia kryzysu wiary nad Wisłą. ©?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL