fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bąblem w Nowy Rok

Shutterstock
Odkąd w supermarketach pojawiło się Sowieckoje Igristoje po 5,99 zł, dyskusja nad winami musującymi jest bezcelowa. Skoro tego szampana można mieć w cenie niższej niż pół paczki najtańszych fajek, to po co przepłacać? Szanuję tę argumentację, lecz zdania nie podzielam, i tusząc, iż nie jestem w tym odosobniony, dziś zajmę się właśnie bąbelkami.

Dlaczego nie piszę szampanami? Bo nie każde wino musujące to szampan, ba, zdecydowana mniejszość pochodzi z Szampanii i może nosić to dumne miano. Dlaczego szampan jest tak drogi i poza wyjątkami kosztuje ponad sto–dwieście złotych? Bo gron zbiera się mało (jakość) i w dodatku robi się to ręcznie, są one drogie (renoma), proces produkcji kosztuje, a zrobione wino zamiast do sklepów trafia na półtora roku albo i lepiej do piwnicy. Szampana robi się z białego chardonnay i czerwonych pinotów, stąd ręczne zbiory – by skórki nie zabarwiły soku. A skąd bąbelki? Do butelek trafia nie do końca sfermentowane wino – powtórna fermentacja z dodatkiem drożdży i cukru daje nie tylko alkohol, ale i dwutlenek węgla. To metoda szampańska, czyli tradycyjna.



Wina musujące powstają wszędzie, od Anglii (dobre!), przez Azerbejdżan, po Australię – że tylko przy pierwszej z liter alfabetu zostaniemy. Wiele z nich, jak choćby niemieckie sekty, katalońskie cavy czy...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA