fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Wreszcie wrócić do Europy

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Pierwszy raz od pięciu lat dwie polskie drużyny mają szansę na awans do fazy grupowej Ligi Europy. Lech gra na wyjeździe z Charleroi, Legia podejmuje Karabach.

To może być wieczór kumulacji szczęścia albo rozpaczy. O 19.00 na boisko w Belgii wyjdzie Lech, godzinę później przy Łazienkowskiej swój mecz zacznie Legia.

Zwycięzcy zyskają prawie 3 mln euro i szansę na jeszcze większy zarobek: każda wygrana w grupie to 570 tys., remis – 190 tys. Do tego dochodzą wpływy z tytułu praw telewizyjnych i marketingowych.

W sezonie 2015/2016, kiedy premie nie były jeszcze tak wysokie, Lech i Legia wzbogaciły się o około 5 mln euro, choć odniosły łącznie tylko dwa zwycięstwa. Lech pokonał wówczas na wyjeździe Fiorentinę, dwukrotnie zremisował z Belenenses i próbował się postawić FC Basel. Legia wygrała z Midtjylland, urwała punkt Club Brugge, wyraźnie odstawała tylko od Napoli.

Rok później Legia rozbiła bank, dostając się do Ligi Mistrzów (27 mln euro). A potem przyszły trzy chude lata, podczas których polskim zespołom pozostało oglądanie Champions League i Ligi Europy w telewizji.

Nadzieja, że w czwartek nastąpi koniec posuchy, jest więc ogromna. Lechowi nie przeszkadza brak wsparcia trybun, gra na wyjazdach czy sztuczna murawa. Odprawił już Hammarby (3:0) i Apollon Limassol (5:0), choć w żadnym z tych meczów nie był uznawany za faworyta.

Teraz też nie będzie. Charleroi to co prawda nie Anderlecht czy Club Brugge, nie ma takiego doświadczenia na międzynarodowej arenie, ale w siedmiu ligowych spotkaniach zespół ten nie poniósł jeszcze porażki (sześć zwycięstw i remis) i jest w Belgii liderem, a w pucharach wyeliminował po dogrywce Partizana Belgrad (2:1). Bramki w tym meczu zdobyli Dorian Dessoleil i Kaveh Rezaei.

Pierwszy jest kapitanem i filarem obrony, drugi – najlepszym strzelcem. Grą kieruje znany z boisk Ekstraklasy (Śląsk Wrocław) japoński pomocnik Ryota Morioka, a w bramce stoi 39-letni Francuz Nicolas Penneteau. W kadrze znajdują się m.in. także reprezentanci Iranu (Rezaei, Ali Gholizadeh), Jamajki (Shamar Nicholson), a nawet Madagaskaru (Marco Ilaimaharitra).

Liga Europy jest na wyciągnięcie ręki, dlatego w Ekstraklasie Lech przełożył mecz z Pogonią, a Legia spotkanie ze Śląskiem. W Warszawie mają już dość pucharowego kaca. Porażki z Sheriffem Tyraspol, Dudelange czy ostatnio z Omonią Nikozja przelały czarę goryczy. Kiedy na początku sezonu gra drużyny nie ulegała poprawie, szefowie klubu z Łazienkowskiej nie wahali się zwolnić Aleksandara Vukovicia i powierzyć stery Czesławowi Michniewiczowi.

– Chciałbym, by moja Legia umiała grać w różnych ustawieniach i zmieniać je płynnie w czasie meczu. Jesteśmy gotowi, by w czwartek grać w taki sposób – mówi Michniewicz.

Inną strategię przyjęto w Karabachu. Tam trenerem od 2008 roku jest niezmiennie Gurban Gurbanow. – Bardzo wymagający, rzadko się uśmiecha, dyscyplina jest u niego na pierwszym miejscu, ale do Stanisława Czerczesowa jeszcze trochę mu brakuje – charakteryzował trenera w rozmowie z „Rz" Jakub Rzeźniczak, który w 2017 roku zagrał z Karabachem w Champions League. W trudnej grupie z Atletico, Romą i Chelsea mistrz Azerbejdżanu wywalczył dwa punkty.

Gurbanow stworzył zespół, który od sześciu lat kwalifikuje się do europejskich pucharów. Eliminował już polskie drużyny – Wisłę Kraków (2010) i Piasta (2013). I choć Azerowie są pewni awansu również teraz, Rzeźniczak ocenia szanse pół na pół. Na obcym terenie rywal Legii traci sporo ze swojej siły. Drogę do Ligi Mistrzów zamknęło mu Molde, wygrywając w Larnace po rzutach karnych.

Sponsorowany przez potężny koncern Azersun Karabach stać na kupowanie najlepszych piłkarzy z Azerbejdżanu i kuszenie obcokrajowców pokaźnymi pensjami. Jedną z wyróżniających się postaci jest urodzony we Francji, posiadający marokańskie korzenie skrzydłowy Abdellah Zoubir. W ataku gra nadzieja azerskiego futbolu, 23-letni Mahir Emreli. W ofensywie są też młody reprezentant Ghany Owusu Kwabena i 30-letni Hiszpan Jaime Romero z przeszłością w rezerwach Realu Madryt. W obronie gra Kolumbijczyk Kevin Medina, a w pomocy chorwacko-serbski duet: Filip Ozobić i Uros Matić, młodszy brat Nemanji z Manchesteru United.

Jest też nadal w składzie Wilde-Donald Guerrier. Występ byłego obrońcy Wisły Kraków do końca stał jednak pod znakiem zapytania, ale Haitańczyk doczekał się nowego paszportu i w ostatniej chwili miał dołączyć do drużyny.

W Legii zdrowi są wszyscy oprócz Jose Kante. – Będziemy walczyć o jego udział w meczu, ale nie ma jeszcze decyzji – mówi Michniewicz.

Charleroi – Lech o 19.00 w Polsacie Sport

Legia – Karabach o 20.00 w TVP Sport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA