fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Futbol na kwarantannie, czyli trudna lekcja oszczędzania

Kilka dni temu dziennik „Corriere dello Sport" napisał, że cięcia mogą wynieść nawet 30 procent. Dotknęłyby również kilku reprezentantów Polski, m.in. Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego z Napoli, Bartosza Bereszyńskiego i Karola Linetty'ego z Sampdorii oraz Wojciecha Szczęsnego, który dopiero co przedłużył umowę z Juventusem, gwarantując sobie prawie dwukrotną podwyżkę.
Fotorzepa, Piotr Nowak
Pierwsze finansowe efekty koronawirusa już widać. Wielkie kluby obniżają zawodnikom pensje. Czy skończy się też szał zakupów?

Nie ma co się łudzić: obecny kryzys dotknie wszystkich. Nawet tych najbogatszych, co roku plasujących się w czołówce rankingów klubów z największymi wpływami. Bankructwo im nie grozi, ale brak zysków z tzw. dni meczowych, praw telewizyjnych i marketingowych zmusi ich do zaciśnięcia pasa.

– Redukcje wynagrodzeń nie są już tematem tabu. Piłkarze okazaliby w ten sposób swoją solidarność z pracodawcami – mówi prezes włoskiej federacji Gabriele Gravina. Kilka dni temu dziennik „Corriere dello Sport" napisał, że cięcia mogą wynieść nawet 30 procent. Dotknęłyby również kilku reprezentantów Polski, m.in. Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego z Napoli, Bartosza Bereszyńskiego i Karola Linetty'ego z Sampdorii oraz Wojciecha Szczęsnego, który dopiero co przedłużył umowę z Juventusem, gwarantując sobie prawie dwukrotną podwyżkę. Najwięcej w Serie A straciłby jednak Cristiano Ronaldo – blisko 10 mln euro rocznie.

Portugalczyk na pewno nie zbiednieje. Według magazynu „Forbes" w ostatniej dekadzie na jego konta wpłynęło 800 mln dolarów. Lepszy wynik zanotował tylko były mistrz świata w boksie Floyd Mayweather Jr. (915 mln).

Solidarność, o której mówi Gravina, okazali już m.in. piłkarze Bundesligi. W Bayernie zgodzili się zredukować swoje pensje o jedną piątą. To oznacza, że Robert Lewandowski, który rocznie zarabia około 20 mln euro, miesięcznie straci ponad 300 tys.

W Borussii, gdzie gra Łukasz Piszczek, zmiany w wypłatach mają być uzależnione od rozwoju pandemii. Jeśli nie uda się dokończyć sezonu, zawodnicy dostaną 20 procent mniej, jeśli wrócą na boiska, ale będą grać przy pustych trybunach – 10 procent.

Części wynagrodzeń zrzekli się również szefowie klubów z Monachium i Dortmundu. Wierzą, że pozwoli to zachować płynność finansową i uniknąć zwolnień wśród szeregowych pracowników.

We Francji pracodawcy mogą skorzystać z przepisu o tzw. częściowym bezrobociu i obciąć pensje o 16 procent. Zdecydowały się już na to m.in. Olympique Lyon i Monaco, którego kapitanem jest Kamil Glik zarabiający rocznie 3,5 mln euro. Za każdy miesiąc bez gry dostanie on o ponad 40 tys. mniej.

Zawodnicy francuskiej Ligue 1 narzekać jednak nie powinni. Szefowie Barcelony chcą zredukować wynagrodzenia swoich gwiazd nawet o 70 procent. W tym roku mieli przeznaczyć na wypłaty dla graczy 600 mln, najwięcej w Europie. Pensje stanowią dwie trzecie budżetu, więc radykalne cięcia przyniosłyby wielkie oszczędności. Obowiązywałyby do czasu zniesienia stanu wyjątkowego w Hiszpanii. Sytuacja jest tam na tyle dramatyczna, że w poniedziałek przedłużono zawieszenie rozgrywek na czas nieokreślony, a decyzję o ich wznowieniu oddano w ręce rządu.

Kataloński plan oszczędnościowy zakłada także wyprzedaż piłkarzy. Dziennik „Sport" pisze, że klub może opuścić aż ośmiu z nich, m.in. Ivan Rakitić, Arturo Vidal, Philippe Coutinho i Antoine Griezmann.

Nadchodzący kryzys spowoduje też zapewne korektę polityki transferowej. Kto wie, czy najważniejszym zadaniem nie stanie się utrzymanie obecnych składów i przeczekanie trudnych czasów.

Juventus Turyn uzgodnił właśnie przedłużenie kontraktów z Giorgiem Chiellinim, Gianluigim Buffonem i Blaise'em Matuidim. Dla Barcy priorytetem będzie zatrzymanie Leo Messiego. Umowa Argentyńczyka obowiązuje tylko do czerwca przyszłego roku.

Osobny temat to pozbywanie się zawodników, których wynagrodzenia obciążają ponad miarę klubową kasę, bo wydatki te nie znajdują uzasadnienia na boisku. Real być może ostatecznie pożegna się z Garethem Bale'em (17 mln euro). Podobno jest skłonny oddać go za darmo. To, że nie odzyska pieniędzy, które w niego zainwestował (sprowadzono go za 101 mln), jest niemal pewne.

Wygląda na to, że groźba recesji będzie dla futbolowych gigantów lepszym straszakiem niż Finansowe Fair Play UEFA. Żeby kogoś kupić, trzeba będzie najpierw kogoś sprzedać. Życie ponad stan może dobiec końca, przynajmniej na chwilę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA