fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga o odwróceniu reformy procedury karnej

Fotorzepa, Rafał Guz
Zbigniew Ziobro chyba wpisze się w lekki, romantyczny styl reformatorski obserwowany w Polsce od lat. To już prawidłowość, że najpierw szybko się reformuje, a później, gdy zmieni się władza lub nawet minister, równie szybko wraca do punktu wyjścia.

Tak było z reformą OFE czy likwidacją małych sądów, tak zapewne wkrótce będzie z wiekiem emerytalnym i reformą szkolnictwa. Nowy minister sprawiedliwości wpisuje się w ten trend, zapowiadając „odwrócenie" reformy procedury karnej po pięciu miesiącach jej obowiązywania. Bo jak sam przyznał niedawno na łamach „Rzeczpospolitej", jej efekty są „katastrofalne".

Taki krok wydaje się mało zrozumiały, a przede wszystkim pochopny. Oczywiście reformie przygotowanej przez PO można zarzucić, że nie wszystko przemyślano w szczegółach, że wiele spraw szwankuje organizacyjnie, że nie zabezpieczono odpowiednich środków budżetowych, co prowadzi do sytuacji wręcz kuriozalnych, jak np. brak pieniędzy na wysyłanie pouczeń do pokrzywdzonych. Wielokrotnie punktowaliśmy te niedoróbki również w naszej gazecie.

Duże reformy mają jednak to do siebie, że pierwszy okres ich funkcjonowania jest krytyczny. Potrzebują czasu na dotarcie organizacyjne i ewentualne korekty, zwłaszcza gdy np. gruntownie zmienia się rolę wszystkich uczestników postępowania karnego: policji, prokuratury i sądu. Z tej perspektywy wydawanie wyroku na reformę zaledwie po kilku miesiącach jest zdecydowanie przedwczesne.

Zwłaszcza że ta, w odróżnieniu od wielu innych, nie była przygotowana pochopnie i konstruowano ją kilka lat. Minister Ziobro, podejmując tę decyzję, powinien przypomnieć sobie sądy 24-godzinne, które sam przed laty wbrew oporowi środowiska sędziowskiego wprowadzał. Kiedy zmieniła się władza, reforma została zatrzymana, zanim zaczęła na dobre obowiązywać. Jego następca Zbigniew Ćwiąkalski wbrew krytyce wcale jednak nie uziemił trybu przyspieszonego. Korekty poprawiły to, czego nie dostrzeżono w teorii.

Pamiętam, jak po Euro 2012 w Polsce ci sami sędziowie, którzy zaciekle atakowali tryb przyspieszony, wypowiadali się o jego sukcesie przy organizacji tak dużej imprezy masowej.

Może pewnym reformom po prostu warto dać szansę, zwłaszcza że na ich przygotowanie wydano pieniądze podatników. Spojrzeć na nie nieco szerzej, niekoniecznie oczami małej grupki prokuratorskiego lobby. Ludzi, którzy od samego początku potępiali zmiany, głównie po to, aby zaistnieć medialnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA