fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Malinowski: Najdroższe weto świata

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Jan Himilsbach miał zagrać u Stevena Spielberga. Pod jednym warunkiem: musiał nauczyć się angielskiego.

„I co, uczysz się?" – pytali znajomi. „Nie. Jeszcze nie. Spielberg się rozmyśli, a ja z tym angielskim zostanę jak ten (...)"*. Anegdoty tej chyba nie zna polski rząd. Z wetem wobec unijnego budżetu może zostać podobnie jak aktor.

Jedni komentatorzy uważają, że Polska na wecie nie straci nic. Inni zaś mówią o niemal 60 mld euro. Pierwsi sięgają po argument „ad prowizorium". Jeśli weto, to będzie obowiązywać tzw. prowizorium budżetowe, czyli dotychczasowe zasady podziału środków. „Nic nie tracimy" – mówią z cwanym uśmiechem. Niektórzy wręcz dodają buńczuczne „weto albo śmierć".

Z punktu widzenia korzyści dla kraju sugeruję jednak drugi wariant. Propozycja budżetu 2021–2027 jest inna niż dotychczas. Oprócz tradycyjnej części zawiera wart 750 mld euro pakiet służący rozruszaniu europejskiej gospodarki. Sponiewieranej pandemicznym kryzysem. Czegoś takiego nigdy jeszcze nie było!

Prowizorium pakietu nie uwzględnia. Polska zatem uzyskałaby środki na dotychczasowych zasadach. Pakiet antykryzysowy pozostałby jednak poza naszym zasięgiem. Według ekspertów KE może go wydzielić. Przekonstruować tak, by stał się dostępny tylko dla krajów akceptujących proponowane zasady. Weto stałoby się więc pustym gestem.

Z 750 mld euro Polsce ma przypaść niemal 60 mld, czyli 260 mld zł. Wartość każdej złotówki z tej puli może być wielokrotnie wyższa. Środki te przeznaczone na inwestycje, cyfryzację, zieloną energię i rozwój technologiczny spowodują dodatkowy wzrost PKB. Będą niczym „odżywka dla sportowców" przygotowujących się do zawodów. Zwiększą liczbę miejsc pracy, konkurencyjność gospodarki itd. Pracodawcy RP, patrząc na pakiet w taki sposób, wyliczyli jego konkretną wartość. To 675 mld zł!!! Tyle właśnie możemy stracić w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

Ucierpią na tym głównie małe i średnie przedsiębiorstwa. Nie mają one dość własnego kapitału na rozwój. Nie stać ich także na drogie kredyty. Ten sektor tworzy 70 proc. polskiego PKB! Weto może więc polską gospodarkę „posłać na deski".

Cios będzie tym silniejszy, im więcej krajów wykorzysta nasz upór. Przejmie to, co miało być dla Polski. W wyścigu o wyjście z obecnego kryzysu wyprzedzą one nas już na starcie. Nasza gospodarka nie jest innowacyjna. Spętana jest siecią biurokracji, skażona złym i niestabilnym prawem. Do tego może dojść jeszcze brak dodatkowych środków! Przydałby się też zastrzyk praworządności! Nasi przedsiębiorcy przecież od lat są gnębieni bezprawnymi działaniami skarbówki ignorującej wyroki sądów. Zaskakiwani zmianami podatków wprowadzanymi niemal z dnia na dzień. Pozbawieni udziału w dławionym przez rząd dialogu społecznym.

Może jednak jest inaczej? Może trzeba wierzyć, że mimo wszystko za posunięciami polskiego rządu stoi przemyślana strategia. Oparta na merytorycznej analizie. Że ruchy, dziś wydające się kontrowersyjne lub wręcz głupie, za jakiś czas uznamy za śmiałe i ocierające o geniusz. Oby rezultaty tej strategii były mniej kontrowersyjne od pamiętnego zwycięstwa 27:1. Rubelka zarobić i cnoty nie stracić – to trzeba umieć.

*źródło: Maciej Łuczak, „Wniebowzięci, czyli jak to się robi hydrozagadkę"

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA