fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Tumidalski: Miecz zabierze, co tarcza ochroniła

Adobe Stock
Ratowanie nadszarpniętego wydatkami na walkę z epidemią budżetu państwa nie powinno się odbywać kosztem rentowności polskich firm, których warunki konkurowania z kapitałem zagranicznym jeszcze się pogorszą.

Opodatkowanie CIT spółek komandytowych złożonych wyłącznie z osób fizycznych to ryzykowny pomysł, który grozi tym, że wiele spośród 43 tys. takich firm będzie opodatkowanych podwójnie. Prezentując go, resort finansów nie kryje nawet, że chodzi o to, by jakoś podratować budżet, który ledwie zipie po wygenerowaniu czterech tarcz antykryzysowych (i z kilku innych powodów). Teraz rząd zamiast tarczy wyciąga miecz i idzie z nim po pieniądze firm.

Nie dość, że zapewnienia o niepodnoszeniu podatków stały się puste, to jeszcze z ogłoszonej propozycji wynika, iż zostaną one podniesione z 19 do 34,5 proc. wobec podmiotów o rodzimym kapitale – tym bowiem charakteryzują się polskie spółki komandytowe.

Czytaj też:

Spółki komandytowe: ucieczka przed drugim podatkiem

Ustawa o spółkach powinna trafić do Trybunału

Tak się składa, że firmy z kapitałem zagranicznym działają w Polsce w formie spółek kapitałowych – dla nich nie zmieni się nic. Podatek od tych przedsiębiorstw pozostanie na poziomie 19 proc.

Skąd ten nagły odpływ uczuć do rodzimego biznesu i przypływ do zagranicznego? I jak rząd chce przekonać, że ta nierówność podmiotów gospodarczych nie narusza konstytucji?

Wprowadzanie tak nagłych zmian, które mają zacząć obowiązywać już z początkiem przyszłego roku, nie zostawia firmom wiele czasu na przekształcenie w inną, korzystniejszą podatkowo formułę. Część zapewne i tak jednak się na to zdecyduje, dzieląc się np. na mniejsze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Tyle że to właśnie spółka komandytowa stanowi najprostszą formę działalności polskich małych i średnich przedsiębiorstw, w większości firm rodzinnych. Gdybyśmy spojrzeli na przykład niemiecki, okazałoby się, że tamtejsze firmy rodzinne są kołem zamachowym gospodarki. Taką formę mają nawet koncerny Volkswagen czy BMW. To forma transparentna, w której najtrudniej o tak nielubianą i ściganą przez fiskusa z całą stanowczością optymalizację podatkową.

Volkswagen w Polsce będzie więc w lepszej sytuacji niż rodzima firma, która chciałaby działać w formie spółki komandytowej i wyprodukować obiecane niegdyś elektryczne samochody. Nie wychodzi z wielu powodów. Ten będzie kolejny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA