fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pracownik to nie niewolnik - sprawę zwolnienia z IKEA za czytanie billii komentuje Andrzej Nogal

Fotorzepa / Roman Bosiacki
Międzynarodowe koncerny w swojej polityce marketingowej coraz częściej odwołują się do skrajnych ideologii, wywołując lokalne konflikty kulturowe. Z tej przyczyny potrzebna jest stanowcza reakcja prokuratury wobec tak prowokacyjnego łamania praw pracowniczych, jakie ostatnio miało miejsce w IKEA. Niedopuszczalne jest zwolnienie pracownika za wyrażanie odmiennych poglądów ideologicznych niż prezentowane przez kierownictwo.

Na pozór by się wydawało, że Kościoły, partie polityczne i rozmaite stowarzyszenia zajmują się szerzeniem określonych ideologii, a firmy meblarskie zajmują się sprzedażą mebli i zarabianiem pieniędzy dla akcjonariuszy. Tak klarownie sprawa może wyglądać na pierwszy rzut. Po bliższym przyjrzeniu się, widać, że biznes bardzo łatwo łączy się z ideologią, a na sprzedaż danych towarów mocno rzutują ideologiczne afiliacje związane z określoną marką. Nic nowego pod słońce – handlarze bronią od zawsze przedstawiali się jako dostawcy narzędzi zmierzających do ustanowienia pokoju, a najbardziej znane korporacje (w tym file firm amerykańskich) ochoczo włączyły się w budowę poszczególnych projektów III Rzeszy. Nic dziwnego – jedynym bogiem korporacji jest pieniądz.

Biznes dostrzegł też potencjał w skandalu i kontrowersjach, związanych z przedsięwzięciami artystycznymi. Nie od dziś wiadomo, że sztuka zyskuje wtedy popularność, gdy budzi emocje i sprzeciw. Zapewnia to reklamę i rzeszę klientów wśród osób, które nazwę raczej wyznawcami, bo liczy się dla nich nie sam towar tylko towarzyszący mu ładunek ideologiczny. Sztuka zaangażowana, używającej lewicowej terminologii. Oczywiście, jako przedmiot ataku należy obrać taki cel, który nie jest ryzykowny, a akcja zyska poklask środowisk opiniotwórczych. W świecie zachodnim ostatnich dekad takim obiektem ataku jest świat tradycyjnych wartości, a głównym instrumentem promowanie ideologii LGBT+. Pragnę podkreślić, że wbrew taktycznym hasłom nie chodzi jej przedstawicielom o ochronę osób mających takie, czy inne preferencje łóżkowe (pomiędzy dorosłymi osobami to jest ich prywatna sprawa), tylko o przebudową społeczeństwa w określonym kierunku ideologicznym.

W tym miejscu powstaje pytanie o prawa pracownicze, gdy kierownictwa korporacji podejmuje decyzję o propagowaniu konkretnej ideologii i oczekuje od pracowników zaangażowania w taki projekt, bez względu na ich osobiste przekonania. W mojej ocenie takie działania firm należy oceniać w kontekście obowiązków pracowniczych, wynikających tak z kodeksu pracy, jak i Konstytucji RP. Otóż pracownik obowiązany jest do wykonywania poleceń pracodawcy, wynikających z umowy o pracę i charakteru umówionej pracy. O ile oczywiście są one zgodne z prawem. Nie ma jakiegokolwiek przepisu prawa nakazującego pracownikom wyznawanie takich samych poglądów co jego pracodawca. W szczególności nie jest dopuszczalne zakazywanie pracownikom wyrażania takich poglądów w sferze wewnętrznej, czy też prywatnej.

A tak właśnie kierownictwo IKEI postąpiło wobec jednego z pracowników. Wyrażenie przez niego umotywowanego poglądu, że promowanie LBGT+ jest sprzeczne z jego światopoglądem religijnym, zostało uznane za wystarczający powód, a raczej pretekst, do zwolnienia go z pracy. Nie sposób bowiem uznać, ze cytowanie fragmentów ksiąg świętych judaizmu i chrześcijaństwa narusza jakiekolwiek obowiązki pracownicze.

W tej sytuacji liczę na sprawne działanie polskiej prokuratury, bo tak jaskrawe pogwałcenie praw pracowniczych musi spotkać się ze stanowczą polskiego państwa. Pracownik w Polsce nie jest niewolnikiem zachodniej korporacji i wcale nie musi podzielać jej ideologicznych aspiracji. Firma to nie jest sekta, tylko miejsce do wytwarzania zgodnie z prawem towarów i usług.

adw. Andrzej Nogal

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA