fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Malinowski: Unio! Daj głos Europejczykom

Fotorzepa, Robert Gardziński
Unia Europejska ma przed sobą przyszłość, ale tylko wtedy, gdy zacznie znów słuchać swoich obywateli, odrzucając biurokratyczne elity z Brukseli – pisze prezydent Pracodawców RP.

Ciężar niezbędnej reformy Unii należy więc przerzucić na instytucje dialogu społecznego, najlepiej przygotowane do godzenia różnych grup interesów i będące na bieżąco, jeśli chodzi o sygnalizowane przez nie problemy. Dialog społeczny w ramach Unii to żadna nowość, ale został on zepchnięty na margines – co jednak obywatele UE dostrzegli. I nie są z tego powodu zadowoleni.

Co do jednego powinniśmy mieć jasność – dotychczasowa formuła funkcjonowania Unii zawiodła i konieczność jej wymiany jest bezdyskusyjna. Świadczy o tym nie tylko Brexit, ale także wyniki sondaży w innych krajach Unii, których obywatele chcieliby referendum, jak np. w Holandii. Coraz bardziej popularne stają się ruchy i partie przedkładające element niezależności nad federacyjny. To są fakty, które społecznej ofercie Unii wystawiają niską notę.

Nie dla arogancji

Przy czym nie chodzi o to, kto ma rację, brukselskie elity czy zwykli zjadacze chleba – a to dlatego, że tu nie ma rozwiązań dobrych i złych. Są natomiast rozwiązania, które obywatele Unii akceptują oraz takie, których nie chcą. Ten podział wynika z fundamentalnej zasady – Unia Europejska ma być dla ludzi, a nie ludzie mają być dla UE. Wielki federacyjny organizm ma służyć swoim obywatelom, a nie lekceważyć ich oczekiwania w aroganckim przekonaniu o własnej nieomylności. Właśnie tej arogancji Brytyjczycy powiedzieli „nie". Brexit się nie opłaca, spowoduje straty finansowe – mimo to Brytyjczycy uznali, że te koszty warto ponieść, by uwolnić się od związków z Brukselą.

Dokładnie tu leży klucz do zrozumienia podstaw dzisiejszego problemu – jest nim kryzys europejskiej tożsamości. Obywatele państw członkowskich nie czują się Europejczykami. Według badania z listopada 2015 roku taką postawę prezentowało 41 proc. ogółu zapytanych! Spada frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w 2014 roku wyniosła 42 proc., podczas gdy w 1979 roku, w trakcie pierwszych wyborów – 62 proc. Zresztą wybierany w wyborach powszechnych PE wcale nie odgrywa pierwszych skrzypiec – decyzyjne są Rada UE i Komisja Europejska. To poważny deficyt demokracji na samym szczycie unijnej konstrukcji. W rezultacie przeciętny obywatel Unii nie czuje, że ma jakikolwiek wpływ na jej działania, nie jest w jej życie zaangażowany. To fatalna sytuacja – bo jej następstwem mogą być kolejne decyzje państw o wyjściu z UE.

Lekarstwo, czyli dialog

Czy w takim razie lekarstwem ma być redefiniowanie traktatów, jak tego chciał David Cameron? Wystarczy sprawdzić dokąd zaprowadziła ta droga Wielką Brytanię. Owszem, należy Unię zmienić – przywracając jedność opartą na szacunku i zapewnieniu godnego miejsca każdemu uczestnikowi. Francuzi proponują drogę ogólnoeuropejskich referendów, lecz jest rozwiązanie prostsze i sprawdzone. To dialog i konsultacje z udziałem reprezentatywnych organizacji pracodawców, związków zawodowych oraz innych organizacji pozarządowych.

Te organizacje od lat są zaprawione w prowadzeniu negocjacji, wypracowywaniu realnych kompromisów, mało podatne na koniunktury polityczne – są rzetelne i godne zaufania. Słowem są niemal gotowym narzędziem, które można wprząc w budowanie unijnych koncepcji. To one mogą, dzięki swej bliskości zwykłym ludziom, na nowo zaangażować obywateli w życie Unii, sprawić, że poczują się oni Europejczykami. A przy tym nie zapominajmy, że to pracodawcy i pracownicy budują ekonomię regionu, stanowią o sile finansowej UE.

Droga dialogu społecznego i obywatelskiego od lat jest wykorzystywana w strukturach Unii poprzez forum Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego (EKES), który jest właśnie forum współpracy pracodawców, pracowników i innych partnerów społecznych. Nie polityków, nie biurokratów, ale organizacji znających rzeczywiste problemy obywateli, a przy tym nie bojących się prawdziwej, ciężkiej pracy. Bo to właśnie członkowie EKES w latach 80. XX w. wykonali tytaniczną pracę przy harmonizacji norm produkcyjnych i handlowych, umożliwiając faktyczne utworzenie i harmonizację jednolitego rynku europejskiego. Bez ogromu ich pracy wspólny rynek by nie powstał.

Komitet przez następne lata postulował rozwiązania spraw dotykających obywateli Unii – EKES wprowadził społeczny wymiar do zarządzania gospodarką: dialog społeczny i prawa socjalne gwarantujące bardziej sprawiedliwe społeczeństwo, spowodował uwzględnienia w porozumieniach handlowych kwestii społecznego i zrównoważonego rozwoju. Komitet potrafił zająć się sprawami na szczeblu międzypaństwowym – doprowadził do większej transparentności negocjacji Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP), ale też umiał dostrzec bolączki zwykłego konsumenta. Walczył bowiem ze znienawidzonym przez konsumentów planowym ograniczaniem żywotności produktów przez zalecenie całkowitego zakazu sztucznego skracania cyklu ich przydatności. Taki rachunek dokonań pokazuje, jak wszechstronne i skuteczne są organizacje partnerów społecznych, zwłaszcza pracodawców i pracowników.

Pierwszy krok do reformy

Ale dialog społeczny może być wykorzystywany o wiele szerzej – i można to zrobić bez wielkich reform, bo odpowiednie zapisy już istnieją. Konkretnie: art. 11 ust. 1 traktatu UE mówi wyraźnie, że „za pomocą odpowiednich środków instytucje umożliwiają obywatelom i stowarzyszeniom przedstawicielskim wypowiadanie się i publiczną wymianę poglądów we wszystkich dziedzinach działania Unii". Ustęp 2 stanowi, że instytucje unijne utrzymują „otwarty, przejrzysty i regularny dialog ze stowarzyszeniami przedstawicielskimi i społeczeństwem obywatelskim". Czego więcej potrzeba? Wystarczy wypełnić te punkty treścią, przypomnieć brukselskim biurokratom, że ich suweren, czyli społeczeństwo państw członkowskich, to rzeczywisty „właściciel" Unii Europejskiej.

Taki powinien być pierwszy krok na drodze ku zreformowaniu Unii. Jeśli natomiast biurokraci z Brukseli znów zaserwują swoją specjalność, czyli więcej uprawnień dla nich, więcej biurokracji, więcej Unii – to można być w zasadzie pewnym, że proces kryzysu europejskiej tożsamości tylko się pogłębi. Coraz więcej obywateli Europy poczuje się odtrąconych, zlekceważonych i w odpowiedzi odrzuci Unię z jej arogancją oraz szwankującą demokracją. Unia nie powinna być bowiem utożsamiana z Jeanem-Claude'em Junckerem czy Fransem Timmermansem, ale z 507 mln ludzi ją zamieszkującymi. To oni mają decydować o swoim losie.

I dlatego bezwzględnie do procesu naprawy UE trzeba wprząc organizacje społeczne – pracodawców i pracowników, czyli najliczniejszą grupę obywateli Unii, decydującą o jej gospodarczej sile. W ogólnoeuropejskim dialogu poprzez konsultacje z rządami państw UE miliony obywateli będą mieć wreszcie okazję wyrażenia swoich oczekiwań i dojścia do porozumienia. Bez takiego szerokiego dialogu społecznego żadna koncepcja reform nie zadziała, bo zawsze będzie to idea odgórnie narzucona, a jej realizacja – wymuszona. Czas dyktatur po prostu minął.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA