fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marian Gorynia: Co nas czeka po Covid-19

Adobe Stock
Nastąpi wymuszona rezygnacja z części tradycyjnie rozumianego dobrobytu. Tego samego, który był krytykowany za konsumpcjonizm, ignorowanie środowiska i nierówności.

Pandemia COVID-19, która w najbardziej dotkliwy dotychczas sposób zaatakowała około trzy miesiące temu Europę i Stany Zjednoczone, zdaje się w tych rejonach świata ustępować, choć może okazać się, że jest to opinia przedwczesna. Tego po prostu nie wiemy. Nie bez przyjemności, ale z poczuciem dystansu warto przytoczyć opinię zawartą w moim tekście „Jak poradzić sobie z koronawirusem", opublikowanym w Rzeczpospolitej z 2 kwietnia: „Lektura prac specjalistów od epidemii, studiowanie wypowiedzi ekspertów i autorytetów wraz z domieszką mojej intuicji każą mi przypuszczać, że w ciągu miesiąca maja (nie potrafię określić tygodnia ani dekady) powinniśmy przystąpić do odbudowy zerwanych więzi w większości z omówionych tutaj wymiarów".

Niniejszy tekst jest kontynuacją rozważań prowadzonych w innych moich publikacjach i rozwija kilka nieporuszonych wcześniej aspektów. Zgodnie z postulatami zgłoszonymi w artykule „Koronawirus niejeden ma wymiar" („Rzeczpospolita", 9 kwietnia 2020 r.) zjawisko trwającej pandemii Covid-19 należy rozpatrywać wielowymiarowo. Spełnienie tego postulatu powinno prowadzić do lepszego zrozumienia jego natury, zdiagnozowania przyczyn i skutków oraz skonstruowania środków zaradczych. Nie można bowiem podchodzić do Covid-19 jednostronnie, gdyż wówczas tam, gdzie potrzebne jest działanie kompleksowe, wybierzemy drogę na skróty z wszystkimi tego, przede wszystkim negatywnymi konsekwencjami.

W miarę jak Covid-19 zdaje się odpuszczać, pojawia się coraz więcej pytań o to, jaki będzie albo raczej jaki może być świat po pandemii. Łatwo można zauważyć, że mamy do czynienia z radykalnym rozrzutem opinii, co oznacza dużą niepewność, wiele niewiadomych. Jedni twierdzą, że po Covid-19 wszystko będzie inne – przede wszystkim ludzie, społeczeństwo, gospodarka, kultura itd. Inni utrzymują, że w zasadzie niewiele się zmieni i ludzkość powróci na poprzednie tory tak szybko jak to będzie możliwe z medyczno-sanitarnego punktu widzenia.

W prowadzonym dyskursie daje się zauważyć pewne niespójności, niedokładności, a nawet sprzeczności. Gdy pytamy o świat po pandemii warto świadomie założyć, jaki okres rozpatrujemy. W krótkiej perspektywie dotkliwość skutków i siła zmian dla życia każdego człowieka są olbrzymie. Wydłużenie okresu objętego refleksją wydaje się tonować skalę możliwych następstw, a w konsekwencji i zmian wywołanych przez pandemię. Wydaje się także, że w miarę jak okazuje się, że Covid-19 jednak słabnie, nasza wiara w odbudowę i odtworzenie pozrywanych więzi rośnie. Czyli mamy do czynienia ze swoistą ewolucją widzenia skali przyszłych zmian, które prawdopodobnie wywoła koronawirus. Gdy zastanawiamy się nad tym, co będzie „potem", czyli po pandemii, często wpadamy w dysonans pomiędzy tym, jaki świat prawdopodobnie może być oraz tym, jaki chcielibyśmy, aby był.

Zwłaszcza wyznawcy poglądu, że po pandemii wszystko będzie inne, zdają się wpadać w tę pułapkę. Mając krytyczną ocenę (często słusznie) otaczającej nas cywilizacji przedpandemicznej (krytyka kapitalizmu, globalizacji, konsumpcyjnego stylu życia, niszczenia środowiska, niesprawiedliwości społecznej itp.) uznali oni, że kryzys wywołany szokiem zewnętrznym, jaki stanowi COVID-19 powinien zostać zażegnany poprzez naprawę cywilizacji we wszystkich tych aspektach. Podzielając diagnozę dotyczącą niedoskonałości funkcjonowania naszej cywilizacji wydaje się jednak, że zgłaszane oczekiwania są niezbyt realistyczne.

Wymiar gospodarczy pandemii albo należy do najważniejszych (jak chcą jedni), albo jest najważniejszy (jak chcą inni). Podejmuje się go stosownie do rangi w bardzo wielu publikacjach, co pozwala zaproponować, żeby tutaj przynajmniej na początku zająć się innymi niż gospodarcze aspektami tego zjawiska, pamiętając nieustannie o całości. Bardzo ważny jest aspekt filozoficzno-metafizyczny w powiązaniu z biologiczno-medycznym.

Pochodzenie koronawirusa nie zostało dotychczas w sposób niebudzący wątpliwości rozstrzygnięte. Drogą wstępnej selekcji można odrzucić pojawiające się wyjaśnienia irracjonalne. Pozostając przy wątkach racjonalnych, nawiązujących do współczesnej wiedzy biologiczno-medycznej w rachubę wchodzą dwie hipotezy. Jedna idzie w kierunku przypuszczenia, że wirus powstał w organizmie nietoperzy, a potem za pośrednictwem innego nosiciela pośredniego trafił do organizmu ludzkiego, skąd zaczął się rozprzestrzeniać w sposób szybki, agresywny i niekontrolowany, finalnie prowadząc do światowej pandemii. W tym ujęciu koronawirus jest po części produktem procesu ewolucji, po części skutkiem ekspansji człowieka i nadmiernej ingerencji w naturę. Trudno byłoby wykazać jego intencjonalny charakter.

Druga hipoteza mówi, że wirus mógł był zostać „wyprodukowany" w laboratoriach naukowców, jako odmiana broni biologicznej. Tutaj pojawiają się dwa warianty – jeden dotyczy chińskiego laboratorium z Wuhan, drugi „jakiegoś" laboratorium w USA (choć można też usłyszeć inne wersje). Niezależnie od tego, w jakim laboratorium został uzyskany, znów pojawiają się dwie możliwości odnośnie do tego, jak doszło do jego „wprowadzenia do obiegu": czy był to przypadek czy celowe działanie.

Zasygnalizowany logiczny rozbiór wszystkich możliwych wariantów jest punktem wyjścia do zdiagnozowania „poczęcia" koronawirusa. Zanurzenie się w te rozważania nie jest stratą czasu – ustalenie tego jest bowiem sensownym punktem wyjścia do podjęcia środków zaradczych na przyszłość. Można stawiać pytania o to, czy wszystkie zainteresowane strony grały czysto w sprawie wirusa – z jakim opóźnieniem ujawniono informację o stwierdzeniu jego istnienia, czy przekazano całość informacji, co stałoby się, gdyby państwa od początku z sobą współpracowały, informowały się i wzajemnie ostrzegały? Bez tych ustaleń kolejne odsłony ewentualnych następnych koronawirusów lub innych nieszczęść mogą wyglądać podobnie albo jeszcze poważniej. Bez rzetelnej diagnozy nie może być mowy o ugruntowanych racjonalnie postulatach na przyszłość. Do tego z kolei warunkiem sine qua non jest współpraca między państwami, a nie atmosfera wiecznego sporu i napięcia w stosunkach międzynarodowych.

Warte podkreślenia jest to, że ważne jest powszechne zrozumienie, iż spełnienie wyidealizowanego warunku o konieczności wielostronnej współpracy międzynarodowej dotyczy dosłownie wszystkich graczy na arenie światowej – wielkich, dużych, średnich i małych. Świat zatomizowanych, skłóconych i niekooperujących państw jest o wiele bardziej podatny i wrażliwy na pandemie.

Drugi poruszony tutaj aspekt pandemii dotyczy kwestii medyczno-epidemiologicznych. Jej przebieg w różnych krajach doprowadził jak dotychczas do bardzo zróżnicowanych konsekwencji – czasu trwania, liczby zakażeń, liczby zgonów, samego rozkładu pandemii w czasie. Formułowanie zbyt daleko idących wniosków jest w tej chwili przedwczesne, gdyż pandemia znajduje się w różnych fazach zaawansowania w różnych krajach. Ale pewne obserwacje wydają się już być wiarygodne i wysoce prawdopodobne.

Krajami najdotkliwiej dotkniętymi przez skutki pandemii, mierzone liczbą zgonów na milion mieszkańców, są Belgia, Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania, Francja, Holandia, Szwecja, Irlandia, Stany Zjednoczone, Szwajcaria. Z drugiej strony wskazuje się, że stosunkowo nieźle poradziły sobie z epidemią takie państwa jak Japonia, Korea Południowa, Taiwan, Singapur. Na tle innych krajów europejskich relatywnie nieźle poradziła sobie Polska, choć uzasadniony niepokój budzą trudności w wygaszeniem tendencji do utrzymywania się stabilnej liczby nowych zakażeń.

Zróżnicowanie dotychczasowych skutków epidemiologicznych Covid-19 wskazuje na to, że w zależności od podjętych można było do pewnego stopnia zapanować nad konsekwencjami zarazy. Łatwo też dostrzec, że o tym, jak poszczególne państwa radzą sobie z atakiem Covid-19 i jej konsekwencjami niekoniecznie decyduje wyłącznie poziom opieki zdrowotnej w danym kraju, udział nakładów na służbę zdrowia w produkcie krajowym brutto i inne temu podobne czynniki. Efekty zmagań z pandemią są raczej bardzo złożoną wypadkową oddziaływania wielu czynników, w tym także miękkich, takich jak społeczne, kulturowe, a nawet polityczne. Z pewnością przyjdzie czas na pogłębione analizy wyjaśniające przyczyny rozkładu skutków Covid-19.

Zasygnalizowane wymiary koronawirusa nie wyczerpują wszystkich jego ważnych stron. Niektórzy komentatorzy wskazują na bardzo daleko idące oceny naszej cywilizacji, stawiając wręcz tezę o zawodności wielu instytucji w skali światowej i na poziomie poszczególnych krajów. Główna teza sprowadza się do podkreślenia, że wspólnota światowa czy międzynarodowa nie jest instytucjonalnie przygotowana do rozwiązywania tego rodzaju kryzysów jak Covid-19. W bardzo mocnych słowach ujął to Joschka Fischer, były minister spraw zagranicznych Niemiec, który na łamach Project Syndicate (29 kwietnia 2020 r.) napisał: „Pandemia COVID-19 sprowadziła na kolana najbardziej zdolne technologicznie pokolenie w historii cywilizacji w ciągu zaledwie kilku tygodni. Kryzys pokazuje nam, że nasze instytucje polityczne nie nadają się już do spełniania celu, do jakiego zostały powołane i należy je zbudować na nowo".

Można więc ułożyć swego rodzaju łańcuch zależności pomiędzy różnymi aspektami kryzysu związanego z pandemią. Pierwotny charakter mają kwestie medyczno-epidemiologiczne. Niedoskonałość instytucji wypracowanych przez naszą cywilizację sprawia, że nie potrafiliśmy ani zabezpieczyć się przed pojawieniem się wirusa ani też skutecznie zwalczać efekty jego rozprzestrzeniania się. Doprowadziło to do zapaści medyczno-humanitarnej na niespotykaną skalę. Ta z kolei przełożyła się na wywołanie bezprecedensowego kryzysu ekonomicznego o zasięgu światowym, którego rozmiary nie są jeszcze przesądzone. Kolejne ważne ogniwo w tym łańcuchu stanowią konsekwencje polityczne.

Pandemia może doprowadzić do przesunięć w światowym układzie sił politycznych albo raczej wzmocnić czy przyspieszyć tendencje występujące przed pandemią. Pierwsze skojarzenie, jakie się tutaj rodzi to silniejsze wyartykułowanie tendencji w kierunku uzyskania przez Chiny hegemonii. Uwarunkowania są w tym miejscu bardzo złożone. Wiadomo mniej więcej, jak długo trwała pandemia w Chinach i jakie przyniosła szkody gospodarcze, polityczne, wizerunkowe itp. Nie wiadomo natomiast, czy nie będzie jej nawrotów.

W odniesieniu do reszty świata bilans strat ekonomicznych Covid-19 nie jest jeszcze znany, choć jedno jest już pewne – skala obecnego kryzysu gospodarczego nie miała sobie równej ani w latach wielkiego kryzysu 1929-1933, ani w trakcie światowego kryzysu finansowanego w latach 2008-2011. Ogólnie można więc stwierdzić, że konsekwencje polityczne pandemii mogą być zbliżone do konsekwencji gospodarczych – minimalizacja strat spowodowanych pandemią powinna sprzyjać wzmocnieniu znaczenia politycznego danego państwa i odwrotnie.

Wyrażane są także dość często obawy, że politycznym efektem pandemii w wielu krajach może być umacnianie się tendencji do sprawowania władzy w sposób autorytarny tam, gdzie są już obecnie czy też występowały jeszcze przed pandemią problemy z funkcjonowaniem demokracji. Istnieje zagrożenie, że wprowadzane z założenia przejściowo rozwiązania nadzwyczajne nakierowane na zwalczanie efektów pandemii mogą nabrać cech trwałości.

Ostatnia rozpatrywana tutaj prawdopodobna konsekwencja polityczno-ekonomiczna pandemii, która będzie widoczna co najmniej w krótkim i średnim okresie, sprowadza się do zagrożenia wzrostem dążenia do samowystarczalności gospodarczej poszczególnych krajów, ograniczaniem współpracy międzynarodowej, co niestety z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do ubytków poziomu dobrobytu zarówno w skali świata, jak i poszczególnych państw. Także w tej sferze panuje wiele niewiadomych.

Podkreślanie samowystarczalności jest cechą doktryn polityczno-ekonomicznych o charakterze populistycznym – bazują one na postulacie gwarantowania przez państwo w drodze administracyjnej większego niż dotychczas udziału produkcji krajowej w zaspokajaniu popytu krajowego. Co to oznacza? Po pierwsze oznacza to zamykanie krajów na import w imię ochrony albo przywracania miejsc pracy (drogich!). Po drugie prowadzi do ograniczenia napływu inwestycji zagranicznych, ale także do zniechęcania do wypływu kapitału w inne miejsca z niższymi kosztami produkcji. Po trzecie wreszcie pociąga to za sobą wzrost państwowych nakładów na wspomaganie produkcji krajowej ze względów bezpieczeństwa zaopatrzeniowego (produkcja na miejscu jest pewniejsza) oraz na utrzymywanie rezerw. Tak rozumiane bezpieczeństwo kosztuje.

Jak wynika z przeprowadzonych tutaj rozważań popandemiczny świat zdaje się nie wyglądać zbyt dobrze. Przeprowadzone rozumowanie prowadzi do wniosku, że będzie on z pewnością nacechowany koniecznością wymuszonej rezygnacji z części tradycyjnie rozumianego przedpandemicznego dobrobytu. Dobrobytu, który jeszcze przed pandemią, był słusznie krytykowany za rozpasany konsumpcjonizm, irracjonalne ignorowanie środowiska, nierówności społeczne oraz wykluczenie z udziału w jego owocach dużej części społeczności światowej. Czy można więc COVID-19 traktować jako szansę na naprawienie tych ułomności?

Prof. dr hab. Marian Gorynia był w latach 2002–2016 prorektorem, a następnie rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA