fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Tumidalski: Zmienia nam się ustrój państwa

Adobe Stock
Każdy kolejny dzień dowodzi, że wyniszczająca wojna o sądy to już tylko próba przejęcia w nich władzy przez ludzi bliskich sejmowej większości.

Walka trwa piąty rok, od czasu, jak jeszcze za rządów PO–PSL wybrano do Trybunału Konstytucyjnego dwóch sędziów „na zapas". Potem było tylko gorzej. Nowa większość rządowa wybrała nie tylko tych dwóch, ale też trzech kolejnych na obsadzone już prawidłowo stanowiska. „Stary Trybunał" próbował ratować sytuację. Szybko, jak nigdy, orzekł, że to sprzeczne z prawem. Na nic się to nie zdało wobec logiki zwarcia, w jakie rządzący wprowadzili całą Temidę. Już nie tylko TK, ale też Sąd Najwyższy i sądy powszechne z nowymi prezesami i nowymi porządkami. Wszystko pod płaszczykiem poprawy sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, której obywatele nie mogą się doczekać od lat.

Sądy stosują prawo, ale nie uczestniczą w jego uchwalaniu. Zarazem wciąż trwają zabiegi władz ustawodawczej i wykonawczej, by mieć w sądach jak najwięcej wpływów. Nigdy jednak po 1989 r. nie posunięto się w tym tak daleko. Prezydent Andrzej Duda apeluje do nowych sędziów SN, by wytrwali, aż odejdą starzy. Prezes PiS mówi, że sądy to „ostatnia barykada" wobec słusznych reform, minister Ziobro i jego przyboczni podobnie. Małymi krokami, poprzez zmiany ustaw – ale nie konstytucji – dokonuje się zmiana ustroju Polski.

Sędziowie największą swobodę orzekania mają w sądownictwie administracyjnym, które rozstrzyga sprawy podatkowe i inne między obywatelem a organami administracyjnymi. Te sądy cieszą się autonomią budżetową i organizacyjną. Procesy trwają tam najkrócej, sądy są zinformatyzowane i doinwestowane, sędziom pomagają asystenci. I orzekają: np. że listy poparcia sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa powinny być jawne, a już na pewno jawne dla sądu, który wobec istotnych wątpliwości chce zbadać, czy wszyscy członkowie KRS mają poparcie co najmniej 25 sędziów. Rządzący, a za nimi urzędnicy państwowi albo tego nie widzą, albo przywołują inne orzeczenia, które rzekomo uniemożliwiają wykonanie prawa.

Wątpliwy skład KRS rzutuje na całe sądownictwo, bo każdy nowo powoływany lub awansowany sędzia musi być przez tę Radę zaopiniowany. Dlatego w sprawie orzekał Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, dając Sądowi Najwyższemu wskazówki, jak ocenić KRS i powstałe z jej udziałem izby w SN. Fakt, że w przeszłości to sędziowie wybierali sędziów, a nie politycy, jest ważny dla oceny niezależności nowych sędziów. Prezydenckiej nominacji nikt im nie cofnie, lecz czy, kiedy i w jakich sprawach mogą orzekać – ocenić powinien SN. Znamienne, że rzuca mu się kłody pod nogi i że robi to marszałek Sejmu, próbując wywołać wrażenie sporu kompetencyjnego między SN i TK.

Prezes TK uznaje to za wystarczające i mówi, że postępowanie trzech izb SN powinno zostać zawieszone. Już to przerabialiśmy, gdy próbowano zablokować orzeczenie SN w kwestii możliwości stosowania przez prezydenta aktu łaski przed skazaniem. SN zapewne będzie orzekał, by uratować sytuację, a rządzący, prezes TK i nowi sędziowie SN – uznają, że to niesłuszne. Sędzia Juszczyszyn list poparcia sędziów do KRS nie widział, bo sejmowy urzędnik kuriozalnie stwierdził, że nie ma prawa mu ich pokazać, gdy prezes sądu cofnął delegację. I dwuwładza trwa w najlepsze.

Skąd my znamy tę zamianę kapeluszy dla kamuflażu prawdziwych zamiarów?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA