fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Łukasz Piebiak: sędziowie muszą iść w specjalizację

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Istnieją nieprawdopodobne różnice między sądami – mówi „Rz” nowy wiceminister sprawiedliwości.

Co czeka wymiar sprawiedliwości w najbliższym czasie?

Łukasz Piebiak: Ofensywa na różnych polach, w tym również legislacyjna. Planujemy zmiany obydwu procedur: i cywilnej, i karnej, by wyeliminować z nich rozwiązania, które przeszkadzają w sprawnym rozstrzyganiu spraw, a nie służą innym istotnym wartościom. Analizujemy też potrzebę zmian w ustawie o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Pomysłów jest wiele, ale ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Dzięki temu, co resort planuje, sądy będą w końcu sprawniejsze?

Mamy świadomość, że konstytucja gwarantuje obywatelom prawo do sądu i załatwienia własnej sprawy w rozsądnym terminie.

O takiej świadomości zapewniali też poprzedni ministrowie sprawiedliwości i kierownictwo resortu....

Obecna ekipa tym różni się od niektórych poprzedników, że nie upatruje możliwości poprawy sprawności sądów w jakiejś jednej magicznej formułce. Poprzednicy obiecywali, że skomputeryzują wymiar sprawiedliwości i dzięki temu będzie o jedną trzecią krócej, że wprowadzą nagrywanie rozpraw i znów będzie o jedną trzecią krócej, że wyeliminują procedurę gospodarczą i to też przyspieszy orzekanie. A z tych obietnic nic nie zostało. My nie wierzymy w zaklęcia.

A sądzi pan, że takie przyspieszenie i usprawnienie jest w ogóle możliwe?

Gdybym nie wierzył, to nie podjąłbym się przygotowywania zmian. Trzeba popracować nad optymalną strukturą sądów z zastrzeżeniem, że nie będą likwidowane miejsca, w których sprawiedliwość jest dziś wymierzana. Nie można działać wbrew środowisku, bo skutki takich działań są opłakane.

A może należałoby zreorganizować sądownictwo? W sądach roi się od sędziów funkcyjnych, którzy zajmują się częściej pracą administracyjną niż orzeczniczą...

Sędziowie funkcyjni już od 1 stycznia dostali tzw. minimalne poziomy obciążenia orzeczniczego, co oznacza, że w zależności od funkcji mają orzekać np. w 50 proc. tego, co sędziowie niepełniący funkcji. Przy okazji pojawiły się nieporozumienia, bo niektórzy nie dostrzegli, że są to minimalne, a nie sztywne poziomy, co oznacza, że w zależności od potrzeb podziały czynności ustalane przez kolegia sądów mogą, a nawet powinny przewidywać obciążenia wyższe – na przykład jeżeli w małym sądzie przewodniczący jest jedynym sędzią w wydziale to oczywiście musi załatwiać 100 proc. spraw wpływających do wydziału, a nie np. 50.

Przyzna pan, że to trochę niesprawiedliwe. Są sądy w kraju, które miesięcznie załatwiają tyle spraw, ile inne w ciągu roku.

Rzeczywiście istnieją nieprawdopodobne różnice. A to wymaga zmian np. struktury sądów. Rozważamy różne opcje – w tym zmiany granic okręgów sądowych czy spłaszczenia struktury po to, żeby obciążenia sądów ujednolicić. Myślimy też o tym, żeby w większym stopniu pójść w specjalizację, np. w prawie gospodarczym – własności intelektualnej czy przemysłowej; w prawie karnym – przestępczości zorganizowanej czy tzw. białych kołnierzyków. Jest to tym bardziej oczywiste, że prokuratura już zmierza w kierunku specjalizacji. Adwokaci czy radcowie od dawna ją mają, więc trudno by jedynym ogniwem niewyspecjalizowanym był sąd.

Można by też było pomyśleć o powrocie do pomysłu tzw. dodatków wielkomiejskich dla sędziów z dużych miast, którzy dużo więcej pracują...

Decyzji w tej sprawie nie ma, ale mogę potwierdzić, że osobiście zawsze byłem zwolennikiem takiego rozwiązania. Aktualnie do Ministerstwa Sprawiedliwości wpływa mnóstwo wniosków sędziowskich o przeniesienie z ośrodków wielkomiejskich do tych mniejszych i nieliczne odwrotnie. Chcemy, by sytuacja ta się zmieniła. Jeśli nawet doprowadzimy do równomiernego obłożenia sprawami, to przecież i tak pozostanie przepaść w wydatkach na życie w dużych miastach i mniejszych ośrodkach. Wystarczy spojrzeć na wskaźniki GUS i obiektywnie rozmawiać o tym, jak powinno być sprawiedliwie. Czy zaś taki dodatek nazwiemy wielkomiejskim, drożyźnianym czy mieszkaniowym – nie ma większego znaczenia.

W programie wyborczym PiS dużo mówi się o wzmocnieniu nadzoru nad sądami...

Program wyborczy jest z natury rzeczy bardzo ogólny. Obawy wyrażane w środowisku są nieuzasadnione. Nie planujemy żadnego zamachu na niezależność sądów i niezawisłość sędziowską ani lustracji sędziów,. Nie pracujemy nad obniżeniem czy tym bardziej pozbawieniem sędziów stanu spoczynku albo nagród jubileuszowych. Nie wiem, z czego biorą się te obawy.

Rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA