fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauczyciele

Strajk nauczycieli legalny czy nie? Prawnicy podzieleni

Adobe Stock
Pedagodzy, choć zdeterminowani do walki o wyższe pensje, zaczynają się obawiać, czy nie będą mieć przez to kłopotów.

Czy to możliwe, by nauczyciele uczestniczący w strajku mieli się czego obawiać? Okazuje się, że wśród pytanych o to prawników zdania są podzielone.

– Przepisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych są nieprecyzyjne, zwłaszcza w odniesieniu do pracowników sfery publicznej – mówi prof. Krzysztof Baran, specjalista prawa pracy z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czytaj też:

MEN chce zdobyć przychylność związków nauczycieli

Egzamin 8-klasisty: brakuje scenariusza na czas strajku

Sondaż: Polacy nie popierają strajku nauczycieli

Dzieci stracą na proteście nauczycieli

Są wątpliwości

Brak precyzji w regulacji zachęca do różnych interpretacji.

Zdaniem profesora Jerzego Wratnego, byłego członka Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, łatwo będzie podważyć legalność tego strajku.

– Związkowcy wystąpili z żądaniami płacowymi wobec dyrektora szkoły, który nie ma żadnego wpływu na wysokość ich pensji. Ustala je Ministerstwo Edukacji, więc działania strajkowe skierowane są w stronę MEN. Można by więc uznać, że strajk jest polityczny, a przesłanki nie zostały spełnione – wyjaśnia ekspert.

Z tym wyjaśnieniem nie zgadza się jednak prof. Krzysztof Baran.

– Stroną sporu nie są władze publiczne, ale szkoła. Związkowcy precyzyjnie przedstawili żądania płacowe. Nie można tu mówić o nielegalności strajku z powodów politycznych.

Podobnie uważa prof. Jacek Męcina, przewodniczący zespołu prawa pracy w Radzie Dialogu Społecznego.

– Gdyby kierować się tym, jaki rzeczywiście wpływ na wysokość wynagrodzeń mają poszczególni szefowie, mogłoby się okazać, że nielegalny byłby także strajk w tych firmach, w których o wysokości wynagrodzenia decydują władze całego koncernu – wyjaśnia.

Wkrótce referendum

Prawnicy podkreślają jednak, by przypilnować, aby rzeczywiście zostały spełnione wszystkie przesłanki legalnego strajku.

Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych muszą go poprzedzać: wystąpienie z żądaniami do pracodawcy, rokowania, mediacje. Do strajku może dojść dopiero wtedy, gdy w poprzedzającym go referendum strajkowym weźmie udział przynajmniej połowa pracowników, a większość opowie się za strajkiem.

ZNP przekazuje do szkół szczegółowe wytyczne dotyczące referendum, które zostanie przeprowadzone do 25 marca. Prawo do udziału w głosowaniu przysługuje pracownikom, w tym kadrze kierowniczej oraz osobom przebywającym na urlopach macierzyńskich, rodzicielskich, ojcowskich, wychowawczych, dla poratowania zdrowia lub wypoczynkowych, a także osobom innym niż pracownicy wykonujący pracę zarobkową, a także skierowanym do szkoły albo placówki w celu odbycia służby zastępczej.

Jak to ma wyglądać

Strajk to powstrzymywanie się od pracy. Nauczyciele tego dnia mają przyjść do szkoły, ale nie wiadomo, na jak długo.

– Powinni być w szkole tyle czasu, ile mają lekcji. Nie mogą także opuszczać wyznaczonych dyżurów i zajęć pozalekcyjnych – mówi dr Sebastian Samol, adwokat specjalizujący się w prawie pracy.

Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, by w czasie pobytu w szkole powstrzymywali się od działań nieuprawnionych.

– Nie mogą np. wykorzystywać mienia pracodawcy, kserować ulotek strajkowych, szkalować pracodawcy. Nie można w celach rozrywkowych wykorzystywać sprzętu pracodawcy, zachowywać się agresywnie wobec tych, którzy nie strajkują ani podejmować żadnych działań z zakresu szeroko pojętej cyberprzemocy – wyjaśnia prof. Baran.

Wątpliwości wzbudza to, czy ci nauczyciele, którzy mają uprawnienia egzaminatora, mogą sprawdzać prace egzaminacyjne, jeśli mimo strajku egzaminy się odbędą. Egzaminatorzy zatrudniani są przez okręgowe komisje egzaminacyjne na podstawie umów cywilnoprawnych.

– Moim zdaniem nie ma ku temu przeszkód. Pracownicy sami mogą decydować o formie strajku – wyjaśnia Męcina. Z kolei prof. Baran, choć przyznaje, że nie ma zakazu podejmowania innej działalności w czasie strajku, w tym przypadku sprawa nie jest oczywista. – To może się kwalifikować jako nadużycie prawa – podsumowuje ekspert.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA