fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Nowotwór nerki okiem eksperta

Leczenie w przypadku guza nerki polega na usunięciu go w całości, o ile jego umiejscowienie i budowa na to pozwalają.
shutterstock
Lekarze urolodzy 80 proc. swojego czasu poświęcają uroonkologii. Wraz ze wzrostem liczby zachorowań na raka nerkowokomórkowego mamy coraz wcześniejsze diagnozy i coraz lepsze rokowania.

W zależności od regionu i płci rak nerki stanowi 2–3 proc. wszystkich nowotworów złośliwych. Niemal dwukrotnie częściej atakuje mężczyzn. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w krajach zachodnich co szósty diagnozowany u nich nowotwór jest rakiem nerki.

– Udział urologicznych nowotworów złośliwych w globalnej liczbie tych chorób zarówno w Europie, jak i w Polsce to ponad 25 proc. – mówi urolog, prof. dr hab. n. med. Piotr L. Chłosta. – Dominującą grupą są nowotwory gruczołu krokowego, później pęcherza moczowego, a następnie nerki. Trzeba też podkreślić, że liczba osób dotkniętych nowotworami złośliwymi nerki w Polsce systematycznie wzrasta. I ten problem dotyczy obu płci.

Najważniejszymi czynnikami ryzyka są: palenie tytoniu, otyłość i nadciśnienie tętnicze z uwagi na przewlekłe przyjmowanie leków diuretycznych oraz w pewnym stopniu predyspozycje genetyczne. Obserwowana tendencja wzrostowa zachorowań na nowotwór nerkowokomórkowy może być powiązana z rozwijającą się plagą otyłości na świecie. Korelacja między liczbą zachorowań a średnim wskaźnikiem BMI jest wyraźna. Podobne obserwacje pojawiają się, gdy bierzemy pod uwagę liczbę palaczy w danym regionie.

W powstawaniu niektórych rodzajów nowotworów można dopatrzyć się wyraźnych czynników etiologicznych. W przypadku raka nerki podejmuje się próby zidentyfikowania ryzyk, takich jak nawyki, zawody lub inne powiązania z zachorowalnością. Istotną rolę gra też narażenie na niektóre czynniki chemiczne (metale ciężkie, garbniki, azbest). Stany immunosupresji, czyli hamowania procesu wytwarzania przeciwciał i komórek odpornościowych, wynikające z infekcji wirusem HIV, dają ponadośmiokrotne zwiększenie częstości występowania tej choroby.

Jak pisze prof. Chłosta w książce „Rak nerki", której jest współautorem, ryzyko śmierci z powodu tej choroby w Polsce wyraźnie wzrasta wraz z wiekiem chorego – po 60. roku życia i najwyższe wartości osiąga po osiemdziesiątce. „Istotną obserwacją jest fakt, że umieralność z powodu nowotworów nerki w Polsce jest wśród mężczyzn wyższa niż przeciętna dla krajów Unii Europejskiej. W 2010 roku współczynnik umieralności był o około 25 proc. wyższy niż średni dla 27 krajów Unii Europejskiej. Wśród kobiet umieralność na raka nerki jest nieznacznie wyższa niż średnia dla Europy".

Prof. Chłosta twierdzi, że istotnym czynnikiem mającym wpływ na wzrost ilości nowych rozpoznań raka nerki jest niewątpliwie powszechne stosowanie badań obrazowych. Szacuje się, że spowodowało ono wzrost ilości przypadkowo wykrytych raków nerki z 7 proc. w latach 60. do około 50–69 proc. wszystkich guzów nerek diagnozowanych obecnie. Obserwowana w wielu krajach rozwiniętych stabilizacja lub spadek umieralności z powodu tej choroby jest niewątpliwie związana z rozwojem i dostępnością immunoterapii.

– Rak nerki jest zabójcą w porównaniu z nowotworem prostaty – tłumaczy prof. Chłosta. – O ile w przypadku innych narządów układu moczowego lub moczowo-płciowego możemy mówić o zmianie z choroby śmiertelnej na przewlekłą, to guzy nerki można usunąć bądź zatrzymać ich rozwój na lata, ale z pewnością nie można bagatelizować tej choroby.

W chwili obecnej w Europie dostępne są leki istotnie wydłużające przeżycie. Powodują, że dla guza nerki czas zwalnia lub wręcz zatrzymuje się przez dłuższy okres. W Polsce trwa proces refundacyjny dwóch innowacyjnych substancji. Zarówno pacjenci, jak i lekarze z nadzieją czekają na pozytywne decyzje Ministerstwa Zdrowia, które mogą zapaść lada chwila.

Ukryty wróg i szczypta optymizmu

Nowotwory złośliwe nerki dzielą się na pierwotne oraz wtórne, z czego w 90 proc. jest to rak nerkowokomórkowy (RCC) – typ jasnokomórkowy (80–90 proc.), brodawkowaty (10–15 proc.) oraz chromofobny. We wczesnym stadium zaawansowania nie dają wyraźnych objawów. Dlatego, jak podkreśla prof. Chłosta, wykrywane są zwykle przypadkowo przy okazji diagnozowania innych dolegliwości lub przy badaniach profilaktycznych. Najczęściej pacjent dowiaduje się o chorobie po wykonaniu USG, tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego.

Wraz z rozwojem świadomości pacjentów i możliwościami diagnostycznymi wykrywalność wczesnych stadiów zaawansowania nowotworów złośliwych nerki stale rośnie. Lekarze są w stanie wychwycić chorobę znacznie szybciej i wtedy mamy do czynienia z lepszym rokowaniem.

W chwili obecnej, według danych podanych przez European Assotiattion of Urology, jeśli weźmiemy pod uwagę rejon Europy, rocznie na nowotwór nerki zapada 43 tys. kobiet i 72 tys. mężczyzn, a umiera 17 700 kobiet i 31 300 mężczyzn. Prof. Chłosta zdecydowanie podkreśla, że w przypadku tego nowotworu prognozy są korzystne. Przewiduje się spadek zachorowalności zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn oraz mniejszą umieralność w wyniku tej choroby.

– Wzrost wykrywalności nie oznacza przecież wzrostu umieralności – wyjaśnia prof. Chłosta. – Najistotniejsze zmiany w tym względzie dotyczą zaawansowania guza w momencie jego rozpoznania, a także jego charakteru, czy jest on ograniczony do konkretnego obszaru i gdzie jest zlokalizowany. Ważną informacją jest to, że 80 proc. to guzy małe, czyli poniżej 7 cm, które są ograniczone jedynie do nerki.

– Leczenie polega na całkowitym wycięciu guza pod warunkiem, że istnieją możliwości techniczne usunięcia go w całości – kontynuuje profesor. – Nie możemy pozostawić żadnego fragmentu tkanki nowotworowej. Przy podjęciu decyzji o operacji jednorazowej czy kilkuetapowej najważniejszym kryterium jest bezpieczeństwo pacjenta, ponieważ przez nerki w ciągu minuty przepływa krew z całego organizmu. Dlatego w najważniejszych ośrodkach specjalistycznych dominuje technika laparoskopowa. Dopuszczalna jest również operacja w technice otwartej, tym bardziej że w przypadku guzów mniejszych niż 7 cm wycięcie tkanki nowotworowej przy zachowaniu miąższu nerki jest zachowaniem z wyboru, o ile oczywiście nie istnieją przeciwwskazania zdrowotne i położenie guza gwarantuje doszczętność onkologiczną i powodzenie zabiegu. W przypadkach zaawansowanej choroby postępowaniem z wyboru jest wycięcie nerki i dotyczy to chorych, u których cały narząd jest zajęty przez chorobę.

Jak zaznacza prof. Chłosta w swojej książce, nowotwór nerkowokomórkowy jest jednym z nielicznych rodzajów raka, który charakteryzuje się zdolnością do tworzenia czopa nowotworowego. To rodzaj patologicznej tkanki wrastającej do wnętrza żyły. Rak nerkowokomórkowy jest heterogenny. Oznacza to, że może tworzyć guz mały, olbrzymi lub naciekać do wnętrza układu żylnego nerki, żyły głównej dolnej, a nawet do przedsionka serca. W związku z tym logiczna wydaje się hipoteza, że rak nerki lewej, zajmujący żyłę główną dolną, jest bardziej agresywny niż wywodzący się z nerki prawej.

Należy zaznaczyć, że w przypadku czopa nowotworowego sięgającego do poziomu co najmniej żył wewnątrzwątrobowych, gorsze rokowanie dotyczy guzów strony lewej.

Wyniki dotychczas dostępnych badań obserwacyjnych wskazują jednoznacznie, że przeżycie pacjentów jest znacznie dłuższe, gdy poddadzą się usunięciu guza i czopa nowotworowego. Operacji dokonuje się wówczas z zastosowaniem krążenia pozaustrojowego.

Dokąd pójść?

– Współczesna urologia to nie tylko „męska ginekologia" – tłumaczy prof. Chłosta. – Lekarz urolog zajmuje się również leczeniem nowotworów układu moczowego. A dokładnie rozpoznawaniem i prowadzeniem chorych z guzami pochodzenia urologicznego. Mimo że urologia, zarówno Polsce, jak i na świecie w 80 proc. oznacza operacyjne leczenie chorych na raka, to większość z nich oraz niektórzy lekarze uważają, że z tzw. nowotworem urologicznym należy zgłosić się do onkologa. Nic bardziej błędnego! Z ograniczonym do narządu lub miejscowo zaawansowanym rakiem pochodzenia sterczowego, nerkowego, pęcherzowego i wielu innych, z szansą uzyskania pełnego wyleczenia, należy zgłaszać się do specjalisty narządowego jakim jest urolog.

Prof. Chłosta twierdzi, że dopóki nie mamy do czynienia z chorobą przerzutową, najlepszym ekspertem jest lekarz specjalizujący się w zaatakowanym narządzie. W Europie przeważającą większością chorych na nowotwory nerki, od chwili rozpoznania, poprzez leczenie i do końca ich życia zajmuje się urolog, do czego jest przygotowany uprawnieniami i doświadczeniem wynikającymi z programu specjalizacji. ©?

Materiał powstał we współpracy z Fundacją Wygrajmy Zdrowie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA