fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

E-papierosy też niebezpieczne?

Popularność e-papierosów mocno rośnie w ostatnich latach, choć ich wpływ na zdrowie nie jest do końca przebadany
AdobeStock
Rośnie liczba osób, które zachorowały w USA na tajemniczą chorobę płuc. Lekarze szukają jej bezpośredniej przyczyny.

Palenie tytoniu zabija rocznie 4 mln osób. Naukowcy przewidują, że w ciągu najbliższej dekady ta liczba się podwoi. Z punktu widzenia ekonomicznego ten nałóg kosztuje równowartość rocznego PKB średniego europejskiego państwa.

Z tego powodu papierosy elektroniczne uznano za „zdrowszą” alternatywę wobec tradycyjnych używek tytoniowych. Ale czy słusznie?

Jako pierwsi e-papierosom zaczęli się przyglądać naukowcy francuscy. W prestiżowym magazynie medycznym The JAMA Internal Medicine opublikowali analizy związku między stosowaniem e-papierosów a zaprzestaniem palenia i powrotem do nałogu wśród byłych palaczy. Wyniki wydawały się optymistyczne. Używanie e-papierosów powodowało zmniejszenie liczby wypalanych tradycyjnych papierosów średnio o 620 sztuk rocznie. Pozytywne efekty używania e-papierosów w walce z nikotynizmem potwierdził też bardzo obszerny raport Narodowej Akademii Nauk i Inżynierii Stanów Zjednoczonych opublikowany w 2018 r. Obejmował on recenzje i analizy ponad 800 pomniejszych badań naukowych. Naukowcy uznali, że brak substancji smolistych jest największą zaletą papierosów elektronicznych. W ich miejsce osoba uzależniona od nikotyny wdycha aerozol z rozgrzanego roztworu inhalacyjnego z nikotyną, dzięki czemu palacz zmniejsza ryzyko zachorowania na choroby płucne, onkologiczne i krążeniowe.

Tytoń to śmierć

Czy to oznacza, że e-papierosy nie szkodzą? Bez wątpienia wszystkie dotychczasowe badania i statystyki przedstawiały argumenty za pożytecznością e-papierosów, choć dotyczyło to wyłącznie wieloletnich palaczy, pragnących wyjść z nałogu. Nikt nie był w stanie opisać długofalowego wpływu wdychania aerozolu z rozgrzanego roztworu inhalacyjnego z nikotyną przez osoby, które dotychczas nie paliły wyrobów tytoniowych.

Dopiero na podstawie niepokojącej serii gwałtownych zachorowań na tajemniczą chorobę płuc, które w ostatnich dniach odnotowano w Stanach Zjednoczonych możemy przypuszczać, że osoby zaczynające dopiero korzystać z e-papierosów, ale niebędące jeszcze uzależnione od tradycyjnych produktów tytoniowych są narażone na bardzo poważne konsekwencje zdrowotne. Jest to szczególnie niebezpieczne u dzieci i młodzieży.

Żeby dokonać porównania szkodliwości tradycyjnych wyrobów tytoniowych i e-papierosów wystarczy sobie uświadomić, że w czasie inhalacji dymu tytoniowego do płuc dostają się takie substancje jak: radioaktywny polon, cyjanowodór, amoniak, formaldehyd, nikiel, tlenek węgla oraz zwykła smoła. A to jedynie początek długiej listy 7 tys. związków chemicznych, z których przynajmniej 70 ma działanie silnie rakotwórcze. Tworzą one z hemoglobiną mieszankę zwaną karboksyhemoglobiną powodującą spadek natlenienia krwi i rozprowadzenie po organizmie substancji kancerogennych, które uszkadzają DNA  komórek i inicjują procesy nowotworowe.

Warto przy tym pamiętać, że każdy wyrób tytoniowy jest równie groźny, niezależnie czy pali się papierosy, cygara, fajkę czy żuje tytoń. Krajowy Rejestr Nowotworów ostrzega, że bardzo groźne jest także bierne wdychanie dymu tytoniowego, ponieważ jest w nim „trzy razy więcej tlenku węgla, ponad 10 razy więcej nitrozamin, 15 razy więcej benzenu i nawet do 70 razy więcej amoniaku niż podczas aktywnego palenia papierosów”.

Lista podejrzanych składników

Co zaś się dzieje, kiedy wdycha się aerozol z e-papierosa? Roztwór inhalacyjny nikotyny zawiera bezwonną, oleistą ciecz o wysokiej lepkości i słodkawym smaku, którą jest glikol propylenowy. Dotychczasowe badania nie wykazały rakotwórczości tego związku. W zastosowaniu codziennym glikol propylenowy jest chłodziwem, stosowanym w prasach hydraulicznych. Jest także konserwantem do żywności oznakowanym kodem E1520. Podobnie jak gliceryna, stosowana jako element płynów do napełniania e-papierosów, glikol propylenowy jest składnikiem past do zębów, płynów do płukania ust, kosmetyków, a także wielu leków. Można więc powiedzieć, że mamy z nim styczność niemal każdego dnia, niezależnie od tego, czy używamy e-papierosy. Do roztworu inhalacyjnego e-papierosów dodawana jest też woda demineralizowana oraz najważniejszy z punktu widzenia konsumenta składnik – nikotyna o różnym stężeniu.

Trudno się zatem dziwić, że nawet wśród lekarzy panowało przekonanie, że e-papierosy stanowią bezpieczny surogat tradycyjnego papierosa. Dopiero najnowsze doniesienia z USA podważyły to stanowisko. Tajemnicza choroba płuc, na którą zapadło 450 osób w 33 stanach i która – jak się podejrzewa – mogła spowodować śmierć sześciu z nich, postawiła amerykańskie służby medyczne w stan alarmu. U ofiar zaobserwowano gwałtowną gorączkę i tak silną niewydolność płuc, że była konieczność podłączenia ich do respiratorów. U niektórych pojawiły się także silne zaburzenia psychiczne.

Czy winę za te c horoby naprawdę ponoszą e-papierosy? A jeżeli tak, to jakie ich składniki? Głównym podejrzanym są tzw. aromatyzowane liquidy. Ze względu na zawartość związków węglowych mogą mieć nie tylko działanie kancerogenne, ale prowadzą też do chorób serca i demencji.

Dotychczas na rynku pojawiło się ok. 800 substancji aromatyzujących e-papierosy. Nikt jednak nie jest w stanie oszacować wielkości czarnego rynku nielegalnych substancji aromatyzujących oraz ich wpływu na zdrowie. Szczególnie niepokoją olejki marihuanowe, które można legalnie używać w niektórych stanach.

Czy tajemnicza „amerykańska epidemia” zagraża także nam? Nie wiemy, jak wiele podobnych zgonów mogło być w Polsce kwalifikowane jako skutek innych chorób. Prof. Piotr Jankowski z Zarządu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego zwraca uwagę, że system raportowania przyczyn zgonów nie jest w naszym kraju tak rozwinięty jak za granicą.

– Wciąż wiele śmierci koduje się za pomocą tzw. kodów śmieciowych, które niewiele mówią o prawdziwej przyczynie – podkreśla naukowiec – często wpisuje się po prostu zatrzymanie krążenia, miażdżycę czy niewydolność krążeniowo-oddechową.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA