Reklama

Airbus wiedział o wadzie w A400M przed tragedią

Airbus i EASA zostały uprzedzone w końcu 2014 r. o słabym punkcie oprogramowania w samolocie transportu wojskowego A400M podobnym do tego, który przyczynił się 7 miesięcy później do katastrofy — stwierdzili w śledztwie Hiszpanie

Publikacja: 09.11.2017 11:49

A400M

A400M

Foto: Bloomberg

A400M rozbił s ę w maju 2015 pod Sewillą podczas próbnego lotu powodując śmierć czterech z 6 członków załogi, bo trzy z 4 silników stanęły w kilka minut po starcie.

Dane niezbędne do zapewnienia pracy silników zostały przypadkowo usunięte przy wprowadzaniu oprogramowania na ziemi, a piloci nie mieli pojęcia o jakimkolwiek problemie do czasu wyłączenia się silników — informowała agencja Reutera w kilka tygodni po katastrofie powołując się na osoby związane z ustalaniem przyczyn.

Tajny raport hiszpańskich sił zbrojnych sporządzony latem podkreśla brak koordynacji i złe decyzje, które zaszkodziły najważniejszemu programowi wojskowemu w Europie. Wnioski raportu potwierdzają, że silniki przestały pracować na skutek usunięcia danych — wynika z fragmentów raportu, jakie dotarły do agencji i informacji od 3 osób związanych ze śledztwem.

Raport stwierdza także, że producenci silników uprzedzili w październiku 2014 Airbusa i Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego EASA, iż błędy w instalowaniu oprogramowania mogą wywołać utratę danych dotyczących pracy silników, a technicy mogą nie wiedzieć o istnieniu takiego problemu przed startem.

Airbus powiedział agencji Reutera, że do katastrofy doszło „z powodu wielu różnych czynników i składających się przyczyn", odmówił jednak skomentowania wniosków śledztwa, których nie ogłoszono publicznie. Od tamtej pory grupa dokonała zmiany wszystkich systemów i spowodowała, „aby nie doszło do powtórzenia się stwierdzonego łańcucha przyczyn" — dodał jeden z rzeczników.

Reklama
Reklama

EASA odmówiła wszelkich wypowiedzi, podobnie jak producent silników, spółka Europrop Int'l (EPI) należąca do Rolls-Royce, MTU i Safrana. Milczy też hiszpański resort obrony, którego specjalny dział badania wypadków lotniczych prowadził śledztwo.

Niektórzy eksperci uważają tę katastrofą za szkolny przypadek tego, jak różne z pozoru niewielkie niedociągnięcia — mimo że rzadko występują — mogą pojawić się w coraz bardziej skomplikowanych systemach lotniczych i doprowadzić do bardzo niebezpiecznej sytuacji

Różnice zdań

W programie A400M realizowanym dla Niemiec, Francji, W. Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Luksemburga i Turcji dochodziło często do opóźnień i przekraczania budżetu zakładanego początkowo na 20 mld euro. Po katastrofie wprowadzono ograniczenia w lotach, ale Francja zachwalała zalety tej maszyny w operacjach przeciwko islamistom w krajach Sahelu. Samolotów używano we Francji, Niemczech i W. Brytanii w operacjach ratunkowych po huraganach na Antylach.

Hiszpańskie śledztwo ujawnia różnice zdań między Airbusem i producentami silników w czasie, gdy grupa negocjuje z krajami europejskimi nowy harmonogram dostaw i przewiduj kolejne odpisy w tym roku. Airbus i EPI różnią się w opinii co do odpowiedzialności za zainstalowanie oprogramowania silników. Wprowadzili je pracownicy Airbusa w ramach dostosowywania systemu informatycznego samolotu, a EPI uważa, że to jej technicy powinni byli to zrobić wykorzystując własny system — stwierdza raport.

EPI twierdzi, że zgodnie z prawem cywilnym to do niej należało zainstalowanie oprogramowania, co świadczy o istnieniu pewnego zamieszania w okresie po katastrofie między cywilnym i wojskowym ustawodawstwem dotyczącym tego samolotu. Istotnie A400M stanowi odrębny przypadek, bo jest samolotem wojskowym, a podlega procedurze cywilnej certyfikacji europejskiej.

Airbus twierdzi, że miał prawo instalować to oprogramowanie zgodnie z wojskowymi przepisami, ale sam program nie spełniał wymagań specyfikacji technicznej, czemu z kolei zaprzecza; producent silników EPI — potwierdziły 3 osoby znające wyniki śledztwa. Władze hiszpańskie poparły Airbusa twierdząc, że linia montażowa samolotu jest zakładem wojskowym i nie podlega cywilnym przepisom.

Reklama
Reklama

Ludzki błąd

Według raportu, potencjalne problemy, o jakich producenci silników uprzedzili Airbusa w październiku 2014 mogły powstać na skutek błędu człowieka w procedurze instalowania oprogramowania.

Zdaniem prowadzących śledztwo, problem jak wystąpił tuż przed katastrofą był natury technicznej. Dane pracy 3 silników zostały usunięte podczas pierwszej nieudanej próby zainstalowania oprogramowania i nigdy ich nie odzyskano przy następnych instalowaniach. Śledczy są zdania, że nieodpowiednia była reakcja na ostrzeżenia producentów silników. „Podjęte działania dostosowawcze wynikające z tych informacji nie były wystarczające" — stwierdzili w raporcie i dodali, że należało dokonać pełniejszej analizy ryzyka procedury instalowania oprogramowania.

Gdy samolot znalazł się w powietrzu, doszło do przyspieszenia fatalnego ciągu zdarzeń. System samolotu nie mogąc zrozumieć, jak mają pracować silniki, bo brakowało mu danych, zablokował ich moc w czasie gdy była maksymalna, bo samolot miał przyśpieszać i nabierać wysokości — — twierdzą 3 osoby.

Kontrolerzy lotu polecili jednak załodze zostać na pułapie 1500 stóp, załoga wykonała to, ograniczyła moc nie zdając sobie sprawy, że wadliwe silniki mogły tylko pracować z pełną mocą albo wcale. Trzy silniki zgasły, został tylko jeden. Kilka sekund później samolot spadł na pole.

Mimo przeciwnych warunków technicznych pilocie — zdaniem niektórych eksportów — mogli nie posłuchać kontrolerów, nabrać wysokości i wtedy zmniejszyć moc silników. W śledztwie ustalono jednak, że pilotów nie przeszkolono na taką ewentualność, a pokładowe systemy rozwiązywania problemów nie przyszły im z pomocą. Airbus twierdzi, że byli to wykwalifikowani piloci, z

Transport
UE chce zmienić zasady dotyczące bagażu w tanich liniach. Co planuje?
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Transport
Wojna Putina wykończyła rosyjską kolej. Państwowa firma stoi na krawędzi upadłości
Transport
Arktyka na celowniku. Rosjanie chcą zdominować wszystkie drogi z Azji do Europy
Transport
Reanimacja martwego projektu. Wiemy, co dalej z kolejową gigainwestycją
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama