fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Będzie jedna grupa, ale trzy linie lotnicze

Fotorzepa, Robert Gardziński
Przejęcie linii Condor, największego niemieckiego przewoźnika czarterowego, przez Polską Grupę Lotniczą poruszyło branżę. Takiej konsolidacji na europejskim rynku raczej się nie spodziewano.

Nie została podana wartość tej transakcji. Niemieckie media szacują ją na ponad 2 mld zł. Zaznaczają jednak, że w tę kwotę wchodzi pomoc, którą Condor uzyskał od państwa (380 mln euro), a której nie wykorzystał w całości (ale PGL zobowiązała się ją spłacić).

W ten sposób powstaje grupa, której w skład wchodzą trzy linie lotnicze – LOT, Condor i Nordica, a także spółki serwisowe LOT Aircraft Maintenance Services, LS Airport Services i LC Tecnics. W 2019 r. 3 linie wchodzące w jej skład przewiozły 19,7 mln pasażerów i mają 140 samolotów, co w rankingu największych przewoźników europejskich stawia ją na 12. pozycji.

W opiniach o tej transakcji przeważają oceny pozytywne, chociaż wymieniane są i ryzyka. – PGL należą się gratulacje za odwagę nabycia znanej zagranicznej linii lotniczej. Taka sytuacja w historii polskiego lotnictwa komunikacyjnego nie miała jeszcze miejsca – mówi Dominik Boniecki, analityk rynku lotniczego. W jego ocenie Condor jest dobrze zarządzanym przewoźnikiem z silną marką w segmencie przewozów turystów. Posiada również dogodne sloty na wielu lotniskach. – Dostrzegam jednak odmienne modele biznesowe między PLL LOT a Condorem. LOT to przewoźnik tradycyjny, sieciowy, z główną bazą w porcie im. Chopina w Warszawie. To tutaj polska linia odnotowuje największe przychody ze sprzedaży. Condor wyspecjalizował się w obsłudze ruchu turystycznego w Niemczech. LOT i Condor operują w odmiennym otoczeniu rynkowym, na pokładach ich samolotów podróżują pasażerowie o różnych profilach, co wymusza odmienny sposób zarządzania każdym przewoźnikiem. Brak kompatybilności dostrzegam także w strukturze floty, co będzie barierą dla osiągnięcia efektów synergicznych. Różnice występują też w kulturze korporacyjnej obydwu przedsiębiorstw —uważa Dominik Boniecki.

I tak ma pozostać. – Condor i LOT to są i będą dwie oddzielne linie lotnicze. Z pewnością jednak te linie będą się wspierały. Przeprowadzimy przegląd wszystkich procesów i dobrych praktyk w celu udoskonalania standardów prowadzonej działalności. Nie mam też wątpliwości, że wiele się od siebie nauczymy. Zarówno w Condorze, jak i w Locie są dziedziny, w których każda ze spółek może wnieść wartość dodaną – powiedział „Rzeczpospolitej" Rafał Milczarski, prezes PGL i LOT.

– Jest to bez wątpienia dobry ruch i miejmy nadzieję, że transakcja zostanie ostatecznie skonsumowana. Trzeba też pamiętać, że Condor w tej chwili korzysta z ochrony przed wierzycielami, a na przetrwanie otrzymał kredyt ze środków publicznych – przypomina ekspert rynku lotniczego, Sebastian Gościniarek. Ale wymienia i pozytywy. – Condor dysponuje 56 samolotami długo- i średniodystansowymi, co przy obecnych problemach LOT z flotą daje pewną elastyczność. To nie oznacza oczywiście, że LOT natychmiast zabierze Condorowi samoloty – zastrzega. Wśród korzyści wymienia fakt, że Condor lata z dziewięciu lotnisk w Niemczech i ma tam cenne sloty. Jako jednocześnie wadę i zaletę ocenia wielkość zatrudnienia w Condorze – 5 tys. osób. – Wśród nich jest tak personel pokładowy, jak i piloci, więc i tu pojawia się możliwość większej elastyczności w wykorzystywaniu personelu pokładowego – uważa Sebastian Gościniarek.

Największym pesymistą jest Dominik Sipiński z ch-aviation. Jego zdaniem w pierwszej fazie między liniami nie będzie żadnych synergii. Docelowo Condor może przejąć i rozwinąć połączenia wakacyjne LOT z Polski i regionu, co wygeneruje korzyści. – Większa skala zwiększy siłę negocjacyjną LOT np. przy zamówieniach samolotów – przyznaje. Jako ryzyko wymienia niskie marże na niemieckim rynku turystycznym. – Condor w ostatnim roku wypracował ok. 3 proc. netto, choć miał wsparcie Thomas Cooka. Teraz pozycję na rynku turystycznym wzmacniają i TUIfly, i Eurowings. Integracja linii będzie bardzo ciężka, zderzenie kultury korporacyjnej LOT z silnymi niemieckimi związkami może być bolesne. LOT ma doświadczenie w wymianie floty, ale przeprowadzanie tego procesu na tak dużą skalę dla dwóch linii o innych potrzebach naraz będzie znacznie bardziej kosztowne i skomplikowane niż to, z czym do tej pory miał do czynienia – dodaje Sipiński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA