fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

„Swing Time" Zadie Smith - przenikliwy obraz dzisiejszego świata

Zadie Smith. Jej życie mogło potoczyć się tak jak bohaterki „Swing Time”
Znak, Dominique Nabokov
„Swing Time" Zadie Smith to ponury i przenikliwy obraz dzisiejszego świata i kobiecych ambicji.

W enigmatycznym prologu czytamy o skandalu, utraconej pracy i dziennikarzach czatujących na bohaterkę przed hotelem. Wszystko wyjaśni się dopiero na ostatnich stronach, ale warto zapamiętać jeden cytat z otwarcia: „Wreszcie zrozumiałam: nigdy nie świeciłam własnym światłem, zawsze krążyłam wokół blasku innych. Byłam tylko cieniem". Te słowa ustawiają piątą powieść Zadie Smith w odpowiednim świetle, bo jest to historia bohaterki bez właściwości, która lgnie do silniejszych od siebie kobiet. Raz będzie to apodyktyczna matka, kiedy indziej dominująca przyjaciółka, a innym razem megalomańska celebrytka.

Akcja „Swing Time" rozgrywa się dwutorowo w rzeczywistości, którą 41-letnia Zadie Smith zna doskonale. Sama dojrzewała w latach 80. na podobnym osiedlu w północno-zachodnim Londynie. Jej życie mogło potoczyć się tak jak bohaterki „Swing Time", ale w przeciwieństwie do swojej postaci Smith nie sabotowała własnej edukacji, dostała się do lepszej szkoły, a przede wszystkim miała duże ambicje, bo zadebiutowała już w wieku 22 lat. Powieść „Białe zęby" o multikulturowym Londynie wydana w 2000 r. uczyniła z niej najgłośniejszą pisarkę młodego pokolenia, która dojrzewała na oczach czytelników.

Po fenomenalnym debiucie trudno zaspokoić krytyków byle dobrą powieścią, ale trzecim utworem „O pięknie" (2005) Smith pokazała, że stać ją na więcej niż jedną znakomitą książkę. W międzyczasie przeniosła się do Nowego Jorku, założyła rodzinę i prowadzi stabilne życie z dala od zgiełku i mediów społecznościowych. Po przyjętej z umiarkowanym zachwytem „Londyn NW" (2012) powraca teraz ze „Swing Time". Powieścią bardzo dobrą. Niezwykle bogatą w wątki i postacie. Psychologicznie wiarygodną, a przy tym dowodzącą, jak bardzo uważną i przenikliwą obserwatorką współczesności jest Zadie Smith.

Opowieść bohaterki, której imienia do ostatniej strony nie poznamy, Smith rozpoczyna od jej dzieciństwa na początku lat 80. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie w formie wspomnień przeplatających się z dorosłym życiem bohaterki już w XXI w.

Nienazwana dziewczyna to – podobnie jak sama autorka – dziecko z mieszanego małżeństwa. Matka to urodzona na Jamajce aktywistka społeczna, feministka zanurzona w lewicowych lekturach. Ojcem jest biały listonosz, Irlandczyk bezgranicznie zakochany w żonie, dla której zostawił pierwszą rodzinę.

Najbliższą przyjaciółką bohaterki jest Tracey – bezczelna i niezależna dziewczynka, która również pochodzi z mieszanego związku. Jednak jej jamajski ojciec większość czasu spędza poza domem. Najczęściej w więzieniu, ale Tracey podtrzymuje wersję, że jest zawodowym tancerzem jeżdżącym na tournée. Fantazja Tracey jest nieprzypadkowa, bo obie dziewczynki fascynuje taniec i muzyka. Narratorka ma słabość zwłaszcza do starych musicali. Jej domeną jest swing, stepowanie oraz klasyczny soul i wokalistki w stylu Niny Simone. Tracey to z kolei dziecko swojej epoki. Uwielbia Michaela Jacksona, ale jeszcze bardziej Aimee – fikcyjną gwiazdę pop z Australii. Aimee to krzyżówka Kylie Minogue, Madonny i Angeliny Jolie. Tej ostatniej za sprawą adopcji dzieci z Trzeciego Świata – wątek, który okaże się kluczowy pod koniec powieści. Lata lecą, świat się zmienia, ale Aimee wciąż pozostaje na topie, otaczając się coraz młodszymi współpracownikami, z których jak wampir wysysa młodość i energię.

Tak rozpoczyna się historia dojrzewania bohaterki. Idzie w świat i chłonie to, co w nim zastaje. Po studiach medioznawczych pracuje w pizzerii, potem w teatrze, by w końcu trafić do telewizji rozrywkowej. Tam jej życie przypomina nieustanną imprezę, ale to też jej nie ekscytuje, bo najsilniej oddziałują na nią dominujące osobowości – gdy dojrzewanie rozdzieli ją z matką, a Tracey będzie walczyć o role na West Endzie, narratorka pozna Aimee. Gwiazda dostrzega coś ciekawego w dziewczynie, a poza tym w jej zespole brakuje kolorowych dziewcząt, więc robi ją swoją asystentką.

Mimo wzoru silnej matki bohaterka przejęła więcej cech ojca. Jest niezbyt ambitna i przywiązuje się do ludzi, zwłaszcza tych silniejszych od siebie.

Ostatni obszerny wątek „Swing Time" stanowi Afryka. Wszystko za sprawą projektu charytatywnego Aimee, która wspiera wioskę w zachodniej Afryce. Wszystko wskazuje na Gambię, choć w powieści nie pada konkretna nazwa. Tam bohaterka próbuje odnaleźć swoją tożsamość. Jedzie na wycieczkę do niewolniczych twierdz na zachodnim wybrzeżu, ale znajdzie tam jedynie pustkę. Wtedy zrozumie, że przypadł jej los mieszańca. Dla Afryki jest zbyt biała, a dla Zachodu zbyt ciemna.

Rzadko się zdarza, by ktoś tak zręcznie łączył tyle wątków i środowiskowych portretów w jednej powieści. Dostajemy tu obraz dzieciństwa i dojrzewającej kobiecości na przedmieściach Londynu w latach 80. Mamy też portret pokolenia, które w latach 90. robiło karierę w mediach rozrywkowych i show-biznesie. Jest też wiarygodnie nakreślony dwór gwiazdki pop. U Zadie Smith nie mogło też zabraknąć obrazu multikulturowej społeczności Londynu. Charakterystyczne poczucie humoru można dostrzec choćby w scenie, gdzie pracownicy pizzerii oglądają turniej Wimbledonu w 1994 r., kibicując zawodnikom bliskim im etnicznie.

Żartów jest jednak niewiele, bo „Swing Time" oprócz tego, że jest znakomitą powieścią psychologiczno-obyczajową, jest także ponurym odbiciem współczesności. Smith nie stawia mocnych diagnoz i nie feruje wyroków, ale trudno mieć satysfakcję, patrząc na obraz rzeczywistości, jaki tworzy. Świat celebrytów, klasowych podziałów i pokracznej globalizacji, gdzie multikulturowość jest frazesem, w który nikt nie wierzy. Kuriozalna afrykańska fundacja Aimee jest odbiciem współczesnego neokolonializmu, a Afryka śmietniskiem Zachodu. To także opowieść o pustce i samotności. O pracy, która spycha na drugi plan życie osobiste, a myśli o założeniu rodziny przesuwa w rejony fantastyki.

W klasycznej Bildungsroman „Czerwone i czarne" Stendhala tytuł odnosił się do ruletki, stanowiącej metaforę przypadkowości ludzkiego losu. Podobnie u Smith swing staje się symbolem ruchu i płynności życia bohaterki. Pisarka nie pozostawia złudzeń. Choć taniec wydaje się spontaniczny, to jednak wszystkie kroki są z góry ustalone. Dlatego karierę zrobi Aimee, a nie bardziej utalentowana Tracey.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA