fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Pracownicy zawodów medycznych zaczynają walkę o wyższe pensje

www.sxc.hu
180 tysięcy przedstawicieli zawodów medycznych zamierza protestować przeciw proponowanym przez rząd rozwiązaniom prawnym dotyczącym finansowania ochrony zdrowia.

W proteście przeciwko niskim płacom wyjdą 24 września na ulice Warszawy – dowiedziała się „Rzeczpospolita". Chcą podwyżek i zwiększenia stawki przeznaczanej na opiekę zdrowotną do 6,8 proc. PKB.

Decyzję o proteście przedstawiciele dziewięciu stowarzyszeń zawodów medycznych podjęli na piątkowym spotkaniu w stolicy. Lekarze, pielęgniarki, położne, fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni i elektroradiologii oraz ratownicy medyczni ustalili, że jeśli rząd nie przystanie na ich warunki, będą musieli wyjść na ulice.

– Na razie zbieramy podpisy pod listem do premier Szydło, w którym przedstawimy nasze żądania. Do Kancelarii Premiera chcemy zawieźć go karetką reanimacyjną i przekazać razem z wieńcem żałobnym dla polskiej służby zdrowia – mówi dr Filip Dąbrowski, szef Komisji ds. Młodych Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej. – Jeśli pani premier nie zgodzi się na nasze postulaty, 24 września wyjdziemy na ulice. Rozważymy nawet rozwiązania ostateczne, takie jak strajk, np. pod postacią urlopu na żądanie – dodaje dr Dąbrowski.

Biały personel walczy przede wszystkim o wzrost nakładów na opiekę zdrowotną do poziomu obowiązującego w innych krajach europejskich. – Zgodnie z deklaracjami rządu wydatki na armię mają wzrosnąć do poziomu innych krajów UE. My uważamy, że Europę powinniśmy dogonić także pod względem opieki zdrowotnej. Tym bardziej że przeciętny obywatel bardziej niż zagrożenie militarne ze strony krajów ościennych odczuwa strach przed tym, że nie otrzyma pomocy lekarskiej. Nie czarujmy się, już dziś poziom opieki w naszych szpitalach budzi strach – mówi „Rz" dr Piotr Watoła, wiceprzewodniczący zarządu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Przedstawiciele zawodów medycznych żądają też podwyżki płac dużo wyższej niż ta zaproponowana przez Ministerstwo Zdrowia w przedstawionym niedawno projekcie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. Zapisano tam, że do 1 lipca 2018 r. pracownicy zarabiać będą o 20 proc. więcej, a do 2021 r. płaca będzie rosnąć dalej zgodnie z iloczynem kwoty bazowej, którą ustalono na 3,9 tys. zł brutto, czyli średnią krajową na koniec 2015 r. Docelowe minimalne wynagrodzenie brutto miałoby wynosić: dla lekarzy ze specjalizacją 4,8 tys. zł, a bez specjalizacji – 3,98 tys. zł, dla pielęgniarek i położnych z tytułem magistra ze specjalizacją – 3,21 tys. zł, bez specjalizacji – 2,4 tys. zł, a dla techników medycznych i pokrewnych – 2,4 tys. zł.

Zdaniem medyków to za mało. – Jeszcze jako szef Naczelnej Izby Lekarskiej minister zdrowia Konstanty Radziwiłł mówił, że przeciętne wynagrodzenie lekarza specjalisty powinno wynosić trzykrotność średniej krajowej, a bez specjalizacji – dwukrotność. To, co proponuje obecnie, to kpina – mówi dr Piotr Watoła.

Lekarzy oburza także to, że w zespole trójstronnym powołanym do pracy nad ustawą zabrakło ich przedstawicieli. – Są w nim urzędnicy ministerstwa, NSSZ „Solidarność", OPZZ i ani jednego członka stowarzyszeń zawodów medycznych. Uznano, że w naszej własnej sprawie nasz głos się nie liczy, chociaż przedstawiciele wszystkich zawodów medycznych to ponad 600 tys. osób w całej Polsce – mówi dr Filip Dąbrowski, który razem z Porozumieniem Rezydentów walczy o podwyżki dla lekarzy w trakcie szkolenia specjalizacyjnego (obecnie zarabiają 2200 zł na rękę).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA