„Należę do tych, którzy widzą w nauce piękno” – mówiła. Pracy naukowej podporządkowała całe swoje życie. Stawiała czoła nie tylko samej naukowej materii, ale i społecznym normom, które wówczas nie dopuszczały kobiet do przestrzeni nauki. Walka była nierówna, ale Polka wyszła z niej zwycięsko.
Maria pochodziła z warszawskiej rodziny nauczycielskiej. Jej matka, Bronisława, pozostawała aktywna zawodowo nawet wtedy, gdy założyła rodzinę. Była przełożoną jednej z pensji dla dziewcząt w Warszawie. Z pewnością było to niemałe wyzwanie dla matki pięciorga dzieci. Udawało się jej jednak łączyć pracę z życiem rodzinnym.
Przyszła noblistka urodziła się w listopadzie 1867 r. jako najmłodsze z dzieci państwa Skłodowskich. Pierwsze lata nauki spędziła na pensji, w której pracowała jej matka. Następnie kontynuowała naukę w gimnazjum, które ukończyła ze złotym medalem. Wykazywała się ponadprzeciętnymi zdolnościami w kierunku przedmiotów ścisłych. W tamtych czasach podjęcie studiów przez kobietę na ziemiach polskich było jednak niemożliwe. Maria uczestniczyła jedynie w zajęciach Uniwersytetu Latającego, tajnej organizacji, która oferowała wykłady z nauk społecznych, matematyczno-przyrodniczych, filologiczno-historycznych i z pedagogiki.
Gdy w pewnym momencie siostra Bronisława zdecydowała, że wyjedzie na paryską Sorbonę, by studiować medycynę, dziewczęta zawarły układ – Maria miała przesyłać Bronisławie część zarobionych pieniędzy, by pokryć częściowo koszty jej nauki. W zamian za to mogła liczyć na pomoc siostry, gdy po latach sama pojechała do Paryża na studia. Zatrudniła się więc jako guwernantka. Po trzech latach pracy, w 1891 r., udała się do Paryża. Zamieszkała u siostry, która zdążyła już wyjść za mąż za Kazimierza Dłuskiego, również lekarza. Gdy rozpoczynała studia na Wydziale Nauk Ścisłych na paryskiej Sorbonie, była jedną z 23 studentek na wydziale. W 1893 r. zdała licencjat z fizyki z pierwszą lokatą, rok później z matematyki, z drugą lokatą.
Dostała stypendium na badania nad właściwościami magnetycznymi różnych rodzajów stali. Przydzielono jej laboratorium, które okazało się jednak zbyt małe na potrzeby badań. Zasugerowano, by skontaktowała się w sprawie pracowni z Piotrem Curie, fizykiem. I tak to się zaczęło. Maria zauroczyła Piotra. Co prawda nie od razu zgodziła się wyjść na niego za mąż, ale ostatecznie została panią Curie. Stanowiąc wyjątkowo zgrany tandem nie tylko w życiu, ale i w pracy.
Sukcesy ambitnej badaczki
Maria Skłodowska-Curie postanowiła poświęcić swoją pracę doktorską, pierwszą z dziedziny fizyki bronioną przez kobietę, badaniu promieni emitowanych przez uran. Uzyskali wraz z mężem dostęp do pracowni wyposażonej w kilka zniszczonych stołów, żeliwny piecyk i tablicę. Do pomiarów promieniowania wykorzystywali aparaturę skonstruowaną przez Piotra. Na podstawie badań wysunęli odważną tezę, że istnieje nieznany dotąd pierwiastek promieniotwórczy. Małżonkowie zaproponowali, by nazwać go polon „od nazwy ojczyzny jednego z nas”. Wkrótce potem do badań dołączył chemik Henri Becquerel. Naukowcy odkryli pierwiastek jeszcze bardziej aktywny niż polon – rad (od łacińskiego radius: „promień”). W 1903 r. za badania nad promieniotwórczością otrzymali wraz z Piotrem i Becquerelem nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki.
Państwu Curie urodziły się w międzyczasie dwie córki – Irène i Ève. Maria, podobnie jak przed laty jej matka, nie zrezygnowała z pracy. Wnuczkami zajął się ojciec Piotra, dzięki czemu małżonkowie mogli kontynuować badania. W kwietniu 1906 r. doszło do tragedii – w wietrzny deszczowy poranek Piotr zginął w wypadku ulicznym. Wpadł pod ciężki wóz, zderzył się z jednym z koni, a koło zmiażdżyło mu głowę. Maria była porażona utratą męża.
Kilka miesięcy później przejęła po Piotrze zajęcia na Sorbonie. W listopadzie 1908 r. władze Sorbony przyznały jej, kobiecie, profesurę. To był pierwszy taki przypadek w historii tej uczelni.
Maria cały czas prowadziła badania. W 1911 r. dostała kolejnego Nobla, tym razem z chemii – za odkrycie polonu i radu, wydzielenie czystego radu i badanie właściwości chemicznych pierwiastków promieniotwórczych. To wyjątkowa sytuacja, by kobieta otrzymała Nobla, w dodatku dwukrotnie, a jakby tego było mało – w dwóch różnych dziedzinach.
Był to mimo wszystko trudny dla badaczki czas – romans z najzdolniejszym z uczniów jej męża, Paulem Langevinem, mężczyzną żonatym, ojcem czwórki dzieci, wywołał poruszenie wśród konserwatywnej części paryżan. Echa skandalu dotarły do Szwecji, zasugerowano, by nie odbierała nagrody osobiście, to mogłoby zaognić sytuację. Maria jednak nie uległa, odpisała, że nie ustąpi pod presją ulicy i prasy. I zapowiedziała, że przyjedzie do Sztokholmu.
Poświęcenie dla nauki
W 1914 r. we Francji powstał Instytut Radowy. Plan dalszego rozwoju ośrodka zaburzył wybuch I wojny światowej. Maria nie pozostała w tym czasie bezczynna – organizowała ambulanse z aparatami rentgena, które na froncie pomagały lekarzom ratować rannych żołnierzy. Po wojnie Maria rozwijała dalej francuski Instytut Radowy. Zależało jej na utworzeniu podobnej placówki również w Polsce. W czerwcu 1925 r. wmurowała kamień węgielny pod budowę warszawskiego instytutu. Jego otwarcie nastąpiło w maju 1932 r.
Z udziałem Skłodowskiej-Curie przeprowadzono pierwsze na świecie badania nad leczeniem nowotworów z zastosowaniem izotopów radioaktywnych. Wyniki stały się bazą do opracowania radioterapii stosowanej do dziś u pacjentów chorych na raka.
Maria zmarła 1934 r. na białaczkę, która była efektem długotrwałego działania promieniowania jonizującego. Pochowano ją obok męża, Pierre’a Curie, na cmentarzu w Sceaux. Sześćdziesiąt lat później szczątki obojga małżonków przeniesiono do Panteonu w Paryżu.