fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

W Europie głoduje coraz więcej ludzi

Saint-Denis koło Paryża. Wolontariuszki rozdają jedzenie
AFP
Po katastrofie sanitarnej kataklizm socjalny. Miliony bez pracy proszą o darmową żywność, aby przeżyć.

Choć Misję Świętego Wincentego a Paulo przy alei Albert Giraud 21 w brukselskiej dzielnicy Schaerbeek otwierali w ten czwartek dopiero o 10, już trzy godziny wcześniej przed drzwiami ustawiła się długa kolejka potrzebujących.

– W normalnych czasach rozdajemy 200 paczek żywnościowych tygodniowo, teraz 500. To pomoc dla około tysiąca rodzin w tej jednej dzielnicy – mówi „Rzeczpospolitej" Cedric Droyers, szef misji.

Stąd do budynku Komisji Europejskiej jest ledwie kilkanaście minut spacerem, ale to zupełnie inny świat niż ten eurokratów. Po Anderlechcie Schaerbeek jest najbiedniejszą częścią belgijskiej stolicy.

– Przychodzą do nas starzy i młodzi, ale głównie ludzie, którzy żyją bez papierów. Gdy zamknięto restauracje i hotele, w których pracowali, stracili jedyne źródło dochodów. A że są tu nielegalnie, nie mogą liczyć na pomoc państwa. Jest wielu muzułmanów, ale bywają też Polacy. No i rodowici Belgowie. Żywność otrzymujemy ze sklepów: to produkty, które za chwilę stracą ważność i muszą zostać natychmiast upłynnione – tłumaczy Droyers.

Restauracje Serca

W samej Brukseli Misji Świętego Wincentego a Paulo jest osiem, w całym kraju – kilkadziesiąt. A to przecież tylko jedna z kilku organizacji, które poświęcają się niesieniu pomocy żywnościowej dla najbardziej potrzebujących. Daje to pojęcie, jaką katastrofę koronawirus ściągnął na Belgię.

Nie tylko jednak na nią. Podobne kolejki jak przy alei Albert Giraud 21 ustawiają się w całej Europie.

Dramat rozgrywa się w Madrycie. Tu Bancos Alimentarios (Banki Żywności) tylko w minionym miesiącu rozdały najpotrzebniejsze produkty spożywcze 190 tys. osób. Równocześnie madrycki ratusz przekazał w ciągu miesiąca tyle paczek żywnościowych ile w całym ubiegłym roku. Caritas meldował z kolei trzykrotny wzrost liczby potrzebujących. Bo też w Hiszpanię, która w wyjątkowym stopniu polega na turystyce i gdzie kontrakty na czas określony są powszechne, wirus uderzył frontalnie: bezrobocie już wzrosło o 600 tys. osób, do 3,9 mln.

– Ojciec pracuje już tylko na pół etatu, matka straciła pracę. A jest jeszcze siostra. Rodzice nie są w stanie zapłacić 800 euro czynszu za maj, właściciel zgodził się odroczyć połowę należności – opisuje reporterowi „El Pais" Yoselin Sormiento, który zamiast pójść do szkoły, pierwszy raz w życiu ustawił się w kolejce po darmową żywność.

W sąsiedniej Francji rok przed śmiercią w 1986 r. słynny komik Coluche założył Restos du Coeur (Restauracje Serca), gdzie podaje się za darmo posiłki z produktów, które sieci handlowe miały wyrzucić. Już w normalnych czasach ta wspaniała inicjatywa rozrosła się niebywale: w 2018 r. wydano tu 130 mln dań. Jednak teraz wszystkie miasta Francji sygnalizują prawdziwą eksplozję.

– W minioną sobotę pobiliśmy rekord wszech czasów: 5076 posiłków dla 1,6 tys. osób – mówi dziennikowi „Ouest-France" Jacky Lepron, który prowadzi jedną z Restos du Coeur w Nantes.

W Rennes o darmowy posiłek występuje już codziennie ponad 5 tys. osób, a w bogatym przecież Grenoble obawiają się, że wkrótce nie starczy posiłków dla wszystkich potrzebujących.

Mafia zamiast państwa

W marcu świat obiegły obrazki Włochów, którzy z braku środków wychodzą z koszykiem z kilkoma podstawowymi produktami żywnościowymi (makaronem, sosem pomidorowym) bez płacenia. Od tej pory części supermarketów strzeże policja. Ale to, rzecz jasna, problemu nie rozwiązało.

– Mamy 40-proc. wzrost liczby osób, którym wydajemy darmowe posiłki – mówi Giovanni Bruno, szef stowarzyszenia Banco Alimentare. – Mieliśmy problemy z dystrybucją, bo osoby starsze, gros wolontariuszy, muszą teraz chronić się w domu. Ale młodzi zaczęli nas wspierać – dodaje.

Zdaniem Bruno najwięcej potrzebujących jest w Kampanii, Kalabrii i na Sycylii. To regiony, gdzie żyje wyjątkowo duża część spośród 3,7 mln Włochów, którzy pracowali do tej pory na czarno. Pozbawieni zajęcia, nie mogą też liczyć na pomoc władz.

Ale miejsce nieobecnego państwa w coraz większym stopniu zajmuje mafia: rozdaje darmową żywność z założeniem, że gdy przyjdą lepsze czasy, obdarowani się odwdzięczą. Pojęcie o skali problemu daje 70-tysięczne kalabryjskie miasto Cosenza: tu przed pandemią po pomoc żywnościową zgłaszało się codziennie 60 osób, teraz jest ich 600.

Fala potrzebujących darmowej żywności zalewa też Wielką Brytanię. To społeczeństwo, które na tle Europy zawsze wyróżniało się dużą polaryzacją dochodów. Ale teraz skala biedy jest nieporównanie większa. Trussell Trust, jedna z organizacji zajmujących się dystrybucją paczek żywnościowych, melduje o wzroście o 81 proc. liczby potrzebujących, Independent Food Aid Network, inna podobna instytucja, podaje 59-proc. wzrost.

– Władze muszą podjąć nadzwyczajne środki, aby zapewnić, że ludzie będą mogli związać koniec z końcem w czasach tego strasznego kryzysu – uważa Emma Revies, dyrektorka Trussell Trust.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA