fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Erdogan chce sam zwalczyć wirusa

Antywirusowa kontrola temperatury na drodze wjazdowej do Stambułu, po azjatyckiej stronie tureckiej metropolii
AFP
Pandemia zmienia relacje samozwańczego mocarstwa znad Bosforu z Europą.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan dał przykład walki z epidemią, oferując na potrzeby służby zdrowia siedem swoich pensji. Jest to w sumie równowartość 60 tys. euro. Za jego przykładem poszedł cały rząd. Zebrano w ten sposób niemal milion euro. Ale akcja trwa i obejmuje coraz szersze kręgi urzędnicze oraz przedstawicieli biznesu, zwłaszcza firm państwowych.

– Nie jest to bynajmniej akcja dobrowolna, lecz rodzaj nowego podatku – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Ilter Turan z uniwersytetu Bilgi w Stambule.

Opozycja nie krytykuje otwarcie poczynań prezydenta, ale ma dla niego inną propozycję. – Niech pan sprzeda 12 z 13 samolotów stojących do dyspozycji prezydenta, letnie i zimowe rezydencje oraz zredukuje o połowę wydatki na utrzymanie pałacu prezydenckiego w Ankarze – wzywa Engin Altay, lider opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP).

Epidemia koronawirusa rozszerza się w Turcji w szybkim tempie, ale kraj ma jeden poważny atut zapobiegający katastrofie. Jedna trzecia z 80 mln mieszkańców Turcji ma mniej niż 25 lat. Osób powyżej 65. roku życia jest w Turcji nie więcej niż 8–9 proc. Ci ludzie mają obecnie oficjalny zakaz opuszczania domów.

Zakazana pomoc

Przy tym Turcja podjęła dość wcześnie energiczne środki mające ograniczyć skutki epidemii. Zamknięto szkoły, restauracje, a także meczety, co spotkało się z niezadowoleniem sporej części mieszkańców. Stadiony też zamknięto, choć nie od razu.

Na kwarantannę skierowano dopiero trzecią falę powracających z pielgrzymki do Mekki i jak się okazało, nawet połowa pielgrzymów była zakażona.

Niektóre staje telewizyjne głosiły absurdalne teorie o tym, że Turcy jako naród posiadają immunologiczną odporność na koronawirusa oraz że spożywanie zupy Kelle-Paça na wywarze z owczych głów jest jednym ze skutecznych środków ochrony.

Tymczasem sprawujący prawdziwie dyktatorską władzę prezydent Erdogan pragnie za wszelką cenę nie dopuścić do wyprofilowania się opozycji w wyniku epidemii, która pogrąża gospodarkę kraju będącego w rzeczy samej na granicy bankructwa.

Rząd zakazał więc publicznych zbiórek pieniędzy na pomoc dla ofiar epidemii, likwidując konta bankowe stowarzyszeń pomocowych. A akcję zainicjował Ekrem Imamoglu (z CHP), burmistrz Stambułu, i podjęły inne miasta rządzone od ubiegłorocznych wyborów municypalnych przez opozycję, jak Izmir czy Ankara. – Na tym przykładzie widać wyraźnie, że mimo spadających notowań prezydenta Erdogana opozycja ma związane ręce i nic zrobić nie może – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Asli Aydintasbas, ekspertka z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) w Stambule.

Równocześnie trwa usuwanie z urzędów burmistrzów z opozycji. – Zwłaszcza w południowo-wschodnich regionach kraju pod zarzutem przekazywania państwowych funduszy PKK [Partii Pracujących Kurdystanu]. Te działania nie mają jednak bezpośredniego związku z epidemią – tłumaczy prof. Turan. Znanych jest już 65 przypadków ustanowienia zarządów komisarycznych na obszarach zamieszkanych przez ludność kurdyjską.

Samoizolacja

„Damy radę sami" – brzmi slogan rządu, który odrzuca zdecydowanie wszelkie sugestie ubiegania się o kredytowe wsparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Minister finansów Berat Albayrak jest nadal przekonany, że wzrost gospodarczy w tym roku sięgać będzie 5 proc. Gospodarkę powinno stymulować obniżenie z 12 do 9,75 stopy procentowej banku centralnego. Turcja ma jednak 436,9 mld dol. zagranicznych długów. Sam pakiet kryzysowy jest w tych warunkach wyjątkowo skąpy, bo wynosi w sumie 100 mld lir (ok. 16 mld euro), z czego zaledwie 300 mln przeznaczono na bezpośrednią pomoc – po tysiąc lir jednorazowych świadczeń dla najbardziej potrzebujących rodzin.

Prezydent Erdogan wie doskonale, jak takie działania są oceniane przez społeczeństwo, i praktycznie zniknął z ekranów telewizyjnych. Pojawia się rzadko, chociaż jeszcze niedawno niemal codziennie zwracał się osobiście do narodu. Teraz czyni to minister zdrowia, tłumacząc, dlaczego jest gorzej, chociaż jest dobrze.

Uchodźcy wracają

Epidemia przyszła w chwili, gdy szef państwa rozpoczynał wielki polityczny projekt zmierzający do zmuszenia Europy do wprowadzenia nowych regulacji dotyczących grożącej Turcji fali uchodźców z syryjskiej prowincji Idlib. Domagał się unijnych miliardów wsparcia dla 4 milionów uchodźców już znajdujących się w kraju.

Nic z tego nie wyszło i tureckie władze odwiozły już do obozów i do Stambułu tysiące niedoszłych imigrantów do Europy, którzy koczowali na granicy turecko-greckiej – zachęceni do tego przez samego Erdogana. Byli zakładnikami w politycznej grze prezydenta, którą rozpoczął w najgorszym dla siebie momencie. Jego działania sprawiły jednak, że Europa jest zdecydowana w większym stopniu wspierać uchodźców w Idlib.

– W obecnej sytuacji relacje Turcji z UE będą przez pewien czas w stanie zamrożenia i koncentrować się będą na sprawach handlowych. W sumie Turcja odsunie się jeszcze bardziej od instytucji świata zachodniego – twierdzi Asli Aydintasbas.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA