"South China Morning Post" informuje, że Zhang napisał list otwarty do przedstawicieli władzy. Dokument został umieszczony w popularnej aplikacji WeChat i przykuł uwagę deputowanych Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych.
- Został zabrany w niedzielę w nocy. Do jego domu przyjechały trzy samochody policyjne - powiedział Wen Kejian, przyjaciel Zhanga i analityk polityczny w "South China Morning Post".
W swoim liście, Zhang skrytykował chiński rząd za brak nowoczesnej konstytucji i zasugerował, że "wybuch i rozprzestrzenianie się epidemii COVID-19 jest dobrą ilustracją tego problemu".
"Od 3 stycznia 2020 r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych (Chin - red.) regularnie powiadamiało rząd USA o epidemii, ale departament kontroli choroby nie powiadamiał jednocześnie mieszkańców (Chin - red.). Takie nieodpowiedzialne podejście do bezpieczeństwa swoich obywateli jest rzadkością" - przekonywał.
Dodał, że "najlepszym sposobem walki o wolność słowa jest, aby wszyscy mówili tak, jakbyśmy już mieli wolność słowa".
To nie pierwszy raz, gdy Zhang krytycznie komentował działania rządu. W 2013 roku został usunięty ze stanowiska wykładowcy na Uniwersytecie Wschodniochińskim, gdzie wykładał nauki polityczne i prawo. Decyzję podjęto w związku z jego publikacjami, które były "niezgodne z prawem".
Zhang został również oskarżony przez uniwersytet o "przymusowe rozpowszechnianie swoich poglądów politycznych wśród pracowników szkoły i wykładowców, a także wykorzystywanie swojego stanowiska do rozpowszechniania swoich poglądów politycznych wśród studentów".