- Myślę, że Chiny są w naprawdę trudnej sytuacji. Zatrzymali transmisję, ale ich populacja nie jest odporna. Wciąż mają dużą populację i starają się bardzo mocno zapobiegać kolejnym falom epidemii - powiedział dr Brendan Murphy.
Główny lekarz Australii dodał, że wierzy tylko w statystyki publikowane przez jego kraj, ponieważ mają jeden z najwyższych na świecie współczynnik wykonywanych testów.
Jego zdaniem podjęte działania i analiza danych spowodowała, że kraj jest obecnie w zupełnie innej pozycji niż Stany Zjednoczone czy Włochy. - Nadal mamy przed sobą długą drogę do przebycia - podkreślił.
Obecny na konferencji prasowej premier Australii Scott Morrison powiedział, że dzięki kontynuacji prac mających na celu zwiększenie wydajności oddziałów intensywnej terapii i zapewnieniu dodatkowych respiratorów sytuacja jest obiecująca. - Nie ma żadnej gwarancji. Ten wirus pisze swoje własne zasady - mówił.
Pierwszym dużym ogniskiem epidemii koronawirusa był targ z owocami morza w Wuhan, który władze zamknęły 1 stycznia w związku z rozpowszechnianiem się choroby.
Na początku stycznia władze Chin oficjalnie przyznały, że zachorowania w Chinach powoduje nowy wirus z rodziny koronawirusów - wirusów odzwierzęcych (inne znane wirusy z tej rodziny to m.in. SARS i MERS).
Istnieje hipoteza, że wirus przeniósł się ze zwierząt na człowieka w wyniku jedzenia mięsa dzikich zwierząt: nietoperzy, węży lub łuskowców.
Objawy COVID-19, choroby wywoływanej przez koronawirus to gorączka, kaszel, ból mięśni, osłabienie. W ponad 80 proc. przypadków przebieg choroby jest łagodny i przypomina przebieg grypy. WHO szacuje śmiertelność nowego koronawirusa na poziomie ok. 3,4 proc. (w przypadku grypy - 0,1 proc.).
W grupie podwyższonego ryzyka w związku z epidemią koronawirusa są osoby starsze lub cierpiące na choroby przewlekłe. Zarażenie się wirusem ma natomiast zwykle bardzo łagodny przebieg u dzieci.