Na nagraniu, które trafiło do mediów społecznościowych, kobieta w stroju sportowym wdała się w kłótnie z pracownikiem służb miejskich, który przekonywał ją, że powinna wrócić do domu. Kobieta była poddana kwarantannie w związku z tym, że przyleciała do Chin spoza granic tego kraju.

- Muszę biegać. Muszę ćwiczyć. Jeśli zachoruję, kto zaopiekuje się mną? Pan przyjdzie? - krzyczała kobieta na nagraniu.

Na drugim nagraniu dwóch policjantów w mundurach i maskach na twarzy pojawiło się pod drzwiami mieszkania, w którym kobieta przebywała w czasie kwarantanny i tłumaczyło jej, że jest zobowiązana do przestrzegania zasad kwarantanny po przylocie spoza granic Chin.

Kobieta odpowiedziała, że ma australijski paszport.

- Mówię pani, że nie ma znaczenia, czy jest się Chińczykiem czy obcokrajowcem, trzeba przestrzegać prawa Chińskiej Republiki Ludowej - odparł jeden z policjantów. - Chodzi o ochronę pani i innych - dodał.

Wideo wywołało oburzenie w chińskim internecie - wielu internautów domagało się deportowania kobiety z Chin do Australii.

Jak się okazało kobieta pracuje w Pekinie dla firmy Bayer, niemieckiego giganta farmaceutycznego.

We wtorek chiński oddział firmy Bayer poinformował o zwolnieniu kobiety z pracy.

"Wszyscy pracownicy Bayeru w Chinach powinni ściśle przestrzegać przepisów przyjętych przez lokalne rządy w ramach walki z epidemią Covid-19" - głosi oświadczenie firmy umieszczone w serwisie Weibo (chiński odpowiednik Twittera).

W czwartek chińskie władze poinformowały o anulowaniu kobiecie wizy uprawniającej ją do pracy w Chinach, która była ważna do września. 47-latka ma wkrótce opuścić Chiny.