fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Upadłość konsumencka frankowicza: czy to się opłaca?

123 RF
„Upadłość konsumencka powinna być ostatecznością” – to tytuł publikacji autorstwa Mec. Mariusza Korpalskiego, która ukazała się 27 grudnia 2018 roku w Rzeczpospolitej.

Autor wyraźnie odradza frankowiczom pozbycia się toksycznego kredytu poprzez upadłość konsumencką. Podobne jest moje stanowisko w tej kwestii, poza pewnymi wyjątkami. Aby doradzać kredytobiorcom „frankowym" – będących w różnych sytuacjach - konieczne jest jednak, aby bardziej wgłębić się w ten problem.

Podstawowe pytanie: czy w każdym przypadku decyzja o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej frankowicza będzie dlań niekorzystna? Odpowiedź brzmi – nie. Mecenas Korpalski większość argumentów kieruje do tych kredytobiorców, którzy nie mają poza kredytem „frankowym" innych zobowiązań. Z mojej praktyki wynika, że jest to szacunkowo 1 przypadek na 10. Zazwyczaj dana osoba (rodzina) posiada także inne produkty kredytowe: karta kredytowa, linia odnawialna w koncie osobistym, czy też pożyczki konsumpcyjne. Wejście w upadłość konsumencką takiej osoby, to możliwość pozbycia się wszystkich długów, nie tylko kredytu „frankowego". W wielu tego typu sytuacjach, ekonomiczny rachunek zysków i strat, zdecydowanie wychodzi na plus na rzecz ogłoszenia upadłości konsumenckiej, w stosunku do alternatywnej drogi, czyli szukania sprawiedliwości w sądzie – w walce o unieważnienie (lub nadpłatę) kredytu „frankowego". Bo przecież prowadzenie sprawy także kosztuje i wcale nie mamy gwarancji na wygraną. A nawet jeśli to nastąpi, nie pozbędziemy się wtedy innych zobowiązań, które także mogą stanowić znaczącą kwotę.

Spójrzmy więc na problemy frankowicza z pełnej perspektywy, czyli tak, jak ma to miejsce w przypadku fachowej porady antywindykatora. W tym przypadku koncentrujemy się na pełnej ocenie sytuacji klienta, pytając szczegółowo m.in. o inne jego zobowiązania. Ale także o: sytuację rodzinną, finansową, stabilność dochodów, a nawet o ... odporność na stres. Znam wiele przypadków, kiedy kredytobiorca był tak bardzo przytłoczony faktem, iż ciąży na nim dług, którego nie będzie w stanie spłacić do końca życia, iż nie mógł normalnie funkcjonować.

Zdarzało się więc, że taka osoba podejmowała niekorzystne dla siebie – pod względem ekonomicznym – rozwiązanie problemu przez ogłoszenie upadłości konsumenckiej, aby wyzwolić się jak najszybciej z ogromnego stresu. I zacząć potem „Życie II": bez kredytów.

Odnośnie cytowanej publikacji, Mecenas Korpalski nie wspomina o jeszcze jednej metodzie obrony własnej egzystencji, która coraz częściej jest wybierana przez frankowiczów. Mowa o podjęciu współpracy z kancelarią antywindykacyjną, co zwykle znacząco przesuwa w czasie wejście w spór sądowy z kredytodawcą. Skoro kredytobiorca uznał, po konsultacji ze specjalistą od umów „frankowych", że jego umowa jest niezgodna z prawem: to może – bez poczucia uznania takiego działania jako amoralne - zaniechać całkowicie spłaty zadłużenia. I wcale nie oznacza to, iż od razu musi kierować sprawę do sądu. Choćby dlatego, iż dużo łatwiej w sądzie bronić się, niż atakować. Tu są jednak wyjątki, o czym mowa w dalszej części tekstu.

Co więc zyskujemy odkładając proces z bankiem na okres bliżej nieokreślony? Bardzo dużo. Dwa lub trzy lata „oddechu" od spłaty zobowiązania pozwoli na lepsze przygotowanie się do procesu, choćby pod kątem odłożenia środków na koszty postępowania. Poza tym, z roku na rok, coraz więcej zapada korzystnych wyroków dla frankowiczów. Jak pamiętamy przed rokiem 2015 wszystkie tego typu sprawy kończyły się wiktorią kredytodawcy. Obecnie nie ma tygodnia, aby nie pojawiła się w mediach informacja o wygranej frankowicza w sądzie. I z pewnością tendencja ta się utrzyma.

Warto jeszcze wspomnieć o najnowszej technice walki sądowej frankowiczów, która została wprowadzona przez kancelarie antywindykacyjne. Mowa o metodzie: zaprzestań spłaty kredytu i pozwij bank o nieważność umowy. Do tego niezbędne jest jeszcze zabezpieczenie się przed ewentualną przegraną w sądzie (bo z tym się musimy liczyć). Jak to zrobić? To temat na inną publikację. Co zyskujemy walcząc w ten sposób z bankiem? Przede wszystkim: czas. Blokujemy bowiem pozew wzajemny, bank pozwany o nieważność umowy, nie może wystąpić skutecznie z pozwem o zapłatę - przeciwko kredytobiorcy. Dopiero obie sprawy przegrane w sądzie frankowicza, pozwalają bankowi przystąpić do ewentualnej egzekucji. Mając na względzie wyjątkową przewlekłość postępowań, zdarzyć się może, że każdy z procesów będzie się ciągnął przez ok. 5 lat. Dlatego też, opisana technika walki frankowicza z bankiem, nazywana jest czasem jako „Wojna 10-letnia".

Przedłużanie w czasie sporu z bankiem – bez konieczności regulowania rat kredytu – ma też inne zalety. Otóż stawiamy kredytodawcę w bardzo niekomfortowej sytuacji: bank nie uzyskuje z tytułu tej ekspozycji żadnych wpływów, a ponosi znaczące koszty. Mowa zarówno o kosztach związanych z postepowaniami sądowymi, ale także kredytodawca musi przez cały okres sporu sądowego płacić podatek bankowy od aktywów. Jest to więc gra na „wymęczenie wroga". Dzięki temu istnieje duża szansa, że za lat 6 czy 8, bank sam będzie zainteresowany zawarciem ugody, której warunki będą akceptowalne dla frankowicza.

Może wydarzyć się jeszcze jedna sytuacja, bardzo korzystna dla kredytobiorcy: „zmęczony" wieloletnią batalią bank sprzeda dług funduszowi sekurytyzacyjnemu, a wtedy szanse frankowicza na wygraną w sądzie (z nowym wierzycielem) wzrastają do min. 80 procent!

Cieszę się, że Mecenas Mariusz Korpalski wywołał swoją publikacją tak ciekawy temat do dyskusji, jakim jest ewentualna upadłość konsumencka frankowicza. Warto jednak mieć na względzie pełne spektrum metod działania tej słabszej strony. Także - nie zawsze aktualnie brane pod uwagę - techniki antywindykacyjne.

Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy, związany z bankowością od 1993 r. Specjalizuje się także m.in. w upadłości konsumenckiej i pomocy frankowiczom oraz w antywindykacji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA