fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Jadą ministrowie i żołnierze

Minister Zbigniew Rau oddał w czwartek w Kijowie cześć ukraińskim ofiarom rosyjskiej agresji
Twitter
Zachód demonstracyjnie wspiera Kijów, gdy Moskwa równie demonstracyjnie go napastuje.

– Ukraina nie jest osamotniona w obronie suwerenności, integralności terytorialnej i nienaruszalności granic – zapewniał w ukraińskiej stolicy polski minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau.

Jego przyjazd anonsowano jako „nadzwyczajny i pilny", a podkreślał to ukraiński minister Dmytro Kuleba. – Planowaliśmy spotkanie w późniejszym terminie, jednak ze względu na obecną sytuację minister Rau skorygował swe plany – stwierdził.

Kto za, kto przeciw

„Rzeczpospolitej" nie udało się jednak ustalić, czy polski minister zawiózł nad Dniepr jakieś konkretne propozycje.Dzień przed jego wizytą odbyła się telekonferencja szefów resortów obrony pięciu państw NATO „kluczowych dla wspierania ukraińskiego bezpieczeństwa": USA (z Waszyngtonu była to zastępczyni sekretarza obrony Amanda Dory), Wielkiej Brytanii, Kanady, Litwy i Polski. Resort obrony odmówił jednak „Rzeczpospolitej" ujawnienia, czy na spotkaniu zapadły jakieś decyzje w sprawie Kijowa. Na pewno „piątka" zobowiązała się do prowadzenia dalszych szkoleń armii ukraińskiej.

Jednak w ostatnich dniach ministrowie spraw zagranicznych Litwy i Łotwy zaproponowali przyznanie Kijowowi MAP (planu działań na rzecz członkostwa w sojuszu). Nie wiadomo, czy omawiano to na telekonferencji „piątki" (w której uczestniczył inicjator przyznania MAP, czyli Litwa) oraz czy minister Rau rozmawiał o tym z szefem ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kulebą ani w ogóle, jaki stosunek ma Polska do tej propozycji.

Wilno i Ryga zgłosiły ją z powodu narastającego napięcia na granicy Ukrainy z Rosją. Moskwa cały czas zwozi tam swoje wojska. Mimo to szef Komitetu Wojskowego NATO, marszałek brytyjskiego lotnictwa Stuart Peach nie zająknął się o MAP dla Kijowa, choć tylko o dzień wyprzedził ministra Raua nad Dnieprem. Namawiał natomiast gospodarzy do zwalczania korupcji.

Do litewskiej propozycji już niechętnie odniósł się Berlin. Ale kanclerz Angela Merkel zadzwoniła do prezydenta Putina, by porozmawiać z nim m.in. o Donbasie. Obie strony znacznie różnią się w opisie tej rozmowy. Według Kremla, rosyjski lider mówił o „prowokacyjnym, celowym zaostrzaniu sytuacji przez Ukrainę". Z kolei według Berlina kanclerz miała wzywać prezydenta, by przestał zwozić swoich żołnierzy na ukraińską granicę.

Bezcelowa mobilizacja

Nie zważając na ostatnie gesty Zachodu, rosyjska armia cały czas bowiem maszeruje w kierunku Ukrainy. Dziennikarze śledczy z Conflict Intelligence Team (CIT) zidentyfikowali już jednostki z Dagestanu, Nowosybirska i syberyjskiego Kemerowa, które rozbiły obóz około 170 kilometrów na wschód od ukraińskiej granicy. Obozowisko w pobliżu Woroneża zajmujące pole trzy kilometry na cztery (zapchane uzbrojeniem oraz sprzętem) wykryli przypadkowo miejscowi mieszkańcy, którzy wybrali się na spacer do lasu. Drugie takie znajduje się koło miejscowości Ostrogożsk, 100 kilometrów na południe od Woroneża.

W obu – a nie są to jedyne miejsca stacjonowania przybywających wojsk – żołnierze najwyraźniej zamierzają pozostać dłużej, pojawiły się tam bowiem nawet szpitale polowe.

Według CIT nadgraniczna koncentracja ma wymiar głównie polityczny i służyć będzie jako tło dla dorocznego wystąpienia Putina przed Zgromadzeniem Federalnym zaplanowanym na 21 kwietnia. Jeśli tak, to wojsko w maju zacznie rozjeżdżać się do koszar.

Jednak szefowa rosyjskiego senatu i wierny sojusznik Putina, Walentina Matwijenko ostrzegła, że w dzień po wystąpieniu prezydenta może zostać zwołane nadzwyczajne posiedzenie izby wyższej parlamentu. Wszystkich to zaniepokoiło, bowiem poprzednie takie posiedzenie miało miejsce w 2014 roku, wraz z początkiem agresji na Ukrainę. Senatorowie scedowali wtedy na prezydenta swe prawo wysyłania wojsk za granicę.

Inni eksperci uważają, że Putin będzie utrzymywał napięcie na granicy z Ukrainą przez całe lato, by wrześniowe wybory parlamentarne przeprowadzić w atmosferze imperialnej histerii. Miałoby to umożliwić ich wygranie przez bardzo niepopularną, a obecnie rządząca putinowską partię Jedna Rosja.

Ale część rosyjskich blogerów uważa, że taki plan jest już nie do zrealizowania. „Większość Rosjan nie jest gotowa bronić czci Putina: wzburzonych słowami Bidena (prezydent USA nazwał prezydenta Rosji „zabójcą" – red.) jest tylko jedna trzecia obywateli" – napisał jeden z nich, powołując się na badania ośrodka socjologicznego Centrum Lewady. „Mobilizowanie (elektoratu) wokół haseł polityki zagranicznej i manifestowanie pod sztandarami w kontekście nabrzmiewającego konfliktu z Ukrainą można uznać za bezcelowe" – dodał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA