Konflikt na Ukrainie

Porozumienia z Mińska. Nikt ich nie wykonuje i nie zrywa

123RF
Zarówno Moskwa, jak i Kijów nie widzą dobrego wyjścia z konfliktu na wschodzie Ukrainy.

Trzy lata temu (11–12 lutego 2015 r.) w Mińsku spotkali się kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Francois Hollande oraz przywódcy Ukrainy i Rosji Petro Poroszenko i Władimir Putin.

Do podpisania porozumień mińskich doszło, gdy na całej linii frontu w Donbasie na wschodzie Ukrainy grzmiały armaty, a ofiary kilkumiesięcznych walk liczono już w tysiącach.

Do dzisiaj żaden z postulatów podpisanych wtedy porozumień nie został w pełni wykonany. Najważniejszym i chyba jedynym osiągnięciem tego spotkania było to, że wojna na dużą skalę została powstrzymana.

Po trzech latach tlącej się na wschodzie Ukrainy wojny Moskwa twierdzi, że porozumienia mogą zostać zerwane z winy Kijowa. Ten, kto zrobi pierwszy krok ku zerwaniu, popełni ogromny błąd. – Władze w Kijowie popełnią ten błąd, jeżeli ostatecznie zatwierdzą ustawę o reintegracji – mówił w niedzielę szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

Stwierdził też, że to właśnie z powodu obowiązujących porozumień Moskwa nie uznaje niepodległości samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej.

Ustawę „o reintegracji Donbasu” Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła w drugim czytaniu 18 stycznia. Ukraiński ustawodawca m.in. uznał część Donbasu za „terytorium okupowane przez Rosję”. Ustawa wejdzie w życie, gdy zostanie podpisana przez prezydenta Poroszenkę.

– Jeżeli tak się stanie, udział Ukrainy w porozumieniach mińskich stanie pod dużym znakiem zapytania – mówi „Rzeczpospolitej” Denis Puszylin, przedstawiciel samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej w grupie kontaktowej w Mińsku.

– W świetle tej ustawy jesteśmy administracją okupacyjną, a Rosja została przedstawiona jako agresor. Jak w takich warunkach można mówić o dialogu? – dodaje.

Szef ukraińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow stwierdził parę tygodni temu, że porozumienia są „martwe”. Największe kontrowersje wśród ukraińskich polityków wywoływało to, że w świetle tej umowy Ukraina miałaby przeprowadzić w Donbasie wybory samorządowe, zanim odzyskałaby kontrolę nad granicą z Rosją.

– To bardzo dziwny zapis, ponieważ nie można przeprowadzać wyborów na terenie zajętym przez obcą armię. Dlatego Ukraina proponuje, by przed wyborami na niekontrolowanym przez Kijów odcinku ukraińsko-rosyjskiej granicy stanęła misja pokojowa ONZ – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksandr Palij, znany kijowski politolog.

– Ukraina nie wycofa się z porozumień, ponieważ od tego uzależnione są zachodnie sankcje wobec Rosji. Im dłużej będą obowiązywać, tym bardzie Rosja będzie gotowa do rozmów – uważa.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL