fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Kampania daleka od rozstrzygnięcia

AFP
Ostatnia sobota była w naszej polityce prawdziwym gejmczendżerem. Miała być nudna i przewidywalna kampania, tymczasem wyścig zaczyna się wyrównywać.

Sztabowcy urzędującego prezydenta są świadomi tego, że sytuacja sondażowa cztery tygodnie przed wyborami nie jest dla niego najkorzystniejsza. Uważają, że sprzymierzyły się przeciwko niemu dwie niekorzystne tendencje. Z jednej strony jest efekt nowości, jakim się cieszy Rafał Trzaskowski, co nadaje jego działaniom dynamizmu, który może napędzać jego kampanię niemal do samego dnia wyborów. Z drugiej Duda płaci cenę za skandal z Listą Przebojów Programu Trzeciego, w której na pierwszym miejscu uplasowała się piosenka Kazika. Sprawa ta sieje spustoszenie wśród umiarkowanego elektoratu, bez którego da się wygrać wybory parlamentarne, ale nie prezydenckie.

Duda ma też poważne problemy wizerunkowe. Jest postrzegany – nawet we własnym elektoracie – jako niesamodzielny, mało znaczący element obozu władzy, z którym nikt się nie liczy. W żadnej z ważnych spraw prezydent ostatnio nie zabrał głosu, nie zaproponował sensownego rozwiązania w żadnym z trwających konfliktów. Choć w staropolszczyźnie słowo „statysta" oznaczało męża stanu, dziś kojarzymy je raczej ze światem filmu i postacią, która jest niemal elementem dekoracji. Wizerunek Dudy kształtuje się podobnie jak ewolucja tego pojęcia...

Ale i jego sztabowcy mają swoje asy w rękawie. W sobotę premier i prezydent mocno akcentowali korzyści płynące ze współpracy pomiędzy tymi ośrodkami władzy. Wynika to z lęku części elektoratu – również opozycyjnego – że jeśli wybory wygra ktoś inny niż Duda, w polityce zapanuje chaos i jeszcze ostrzejsza wojna. Ogłaszając na Mierzei Wiślanej plan wartego 30 mld zł funduszu inwestycji publicznych, obóz władzy wykorzystał błąd, jakim była deklaracja Trzaskowskiego wycofania się z tych projektów. Dla części wyborców wielkie plany w stylu Eugeniusza Kwiatkowskiego są elementem budującym narodową dumę.

Z drugiej strony Trzaskowski zaproponował w sobotę podczas przemówienia w Poznaniu zupełnie nowy język mówienia o polityce i sprawach publicznych. Potrafił powiedzieć kilka dobrych słów o Lechu Kaczyńskim, pochwalić 500+ i przyznać się, że błędem jego formacji było niedocenienie programów socjalnych, a nawet sprzeciw wobec nich. Hasła nowej solidarności, odbudowy wspólnoty czy współdziałania prezydenta z rządem miały osłabić przekaz sztabu Andrzeja Dudy, a zarazem odkleić prezydentowi Warszawy gębę przyprawioną przez propagandę obozu władzy.

W ten sposób obie strony zdefiniowały polityczny spór na najbliższe dni i tygodnie. Po tym weekendzie jedno jest pewne. Wynik wyborów nie jest jeszcze rozstrzygnięty, a walka o poszczególne głosy będzie trwała do ostatniej chwili.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA