fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Słowa izraelskiego ministra to dyplomatyczna bomba atomowa

AFP
P.o. ministra spraw zagranicznych Izraela, Israel Katz, osobiście wyprosił z Jerozolimy polskiego premiera i szefa MSZ.

Jeśli poważnie traktować zasady obowiązujące w dyplomacji, a zwłaszcza w języku dyplomacji, to słowa Israela Katza o Polakach, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki” mają ciężar bomby atomowej. Bo język dyplomacji, a Katz – przypomnijmy – pełni obowiązki szefa izraelskiego MSZ, to domena sugestii, eufemizmów i niedomówień. Dyplomaci „zwracają uwagę", „dzielą się wątpliwościami", „sugerują, by się zastanowić", ale nigdy nie wygłaszają regularnych obelg, zwłaszcza wobec państw czy całych narodów. A słowa Katza o Polakach tym właśnie są.

I nic ich nie usprawiedliwia. Ani osobisty temperament, ani temperatura medialnej debaty, ani tym bardziej kampania wyborcza. I nawet jeśli Israel Katz nie ma doświadczenia zawodowego dyplomaty, musiał – w przeddzień planowanego w Jerozolimie spotkania V4 – mieć świadomość, że swoimi słowami ostatecznie pogorszy trudne relacje między Warszawą ?a Tel Awiwem.

Czytaj także:

Israel Katz: izraelski minister-skandalista

W świecie dyplomacji zatem – bomba atomowa, a merytorycznie – mowa nienawiści. Bo tak radykalny sąd o wszystkich Polakach, to nic innego jak skrajnie polaryzujące, rasistowskie i nieprawdziwe oskarżenie dziesiątków milionów ludzi. Obraźliwe zwłaszcza dla tych, których istnienia i roli nikt przytomny w Państwie Izrael nie podważa. To z jednej strony uhonorowani drzewkami pamięci w Yad Vashem polscy Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Z drugiej uznający się za Polaków, potomkowie polskich Żydów. W końcu wszyscy ci, którzy przez ostatnie ponad ćwierć wieku zrobili wiele, by obudzić nad Wisłą pamięć o żydowskich współbraciach ?i na zawsze odegnać demony antysemityzmu.

To również policzek dla wielu przedstawicieli strony żydowskiej, którzy – jak Światowy Kongres Żydów ?czy American Jewish Committee – od dziesięcioleci zabiegają zarówno o historyczną prawdę, jak ?i pojednanie. Trudno by nie czuli się tymi słowami zmasakrowani. Obraźliwa wypowiedź Israela Katza to cios w jedno i drugie. Choć, i co do tego trzeba mieć nadzieję, zapewne nie są w stanie zmienić postaw i poglądów ludzi dobrej woli.

Jednak nie sposób nad tymi słowami przejść do porządku dziennego i rację ma polski premier, że w dowód protestu nie wybierze się na szczyt V4 do Jerozolimy. Wobec tak nieodpowiedzialnych polityków jak Israel Katz jego obecność mogłaby wyzwolić kolejne niepotrzebne emocje i sprowokować kolejne niedorzeczne wypowiedzi. W trosce o przyszłość relacji z Państwem Izrael, a nie z kompromitującym je szefem dyplomacji, nie można sobie na to pozwolić.

Nie wchodząc w motywacje szefa izraelskiego ?MSZ i odstawiając na dalszy plan przyczyny jego arogancji, wypada zwrócić uwagę, że ludzie jego pokroju nie służą budowaniu przyjaznych relacji między narodami. Jako dyplomata wystawił sobie ?jak najgorsze świadectwo. Wysadzenie w powietrze pierwszego szczytu V4 poza Europą to przede wszystkim klęska Izraela, który potrzebuje w Europie sojuszników. Polska dotąd takim sojusznikiem była i powinna nim pozostać. Wypada mieć nadzieję, że premier Netanjahu to rozumie i wyciągnie ?z tej historii wnioski.

Osobiście mam nadzieję, że po izraelskich wyborach dojdzie do szczytu V4 w Jerozolimie. ?A jego skutkami będą dalsza dobra współpraca pomiędzy państwami Wyszehradu i Izraelem, ?i co dla nas szczególnie ważne – przyjazny polsko-żydowski dialog o wspólnej historii.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA