Jeśli poważnie traktować zasady obowiązujące w dyplomacji, a zwłaszcza w języku dyplomacji, to słowa Israela Katza o Polakach, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki” mają ciężar bomby atomowej. Bo język dyplomacji, a Katz – przypomnijmy – pełni obowiązki szefa izraelskiego MSZ, to domena sugestii, eufemizmów i niedomówień. Dyplomaci „zwracają uwagę", „dzielą się wątpliwościami", „sugerują, by się zastanowić", ale nigdy nie wygłaszają regularnych obelg, zwłaszcza wobec państw czy całych narodów. A słowa Katza o Polakach tym właśnie są.