Komentarze

Bartkiewicz: Książki Jakiego a sprawa warszawska

Od tego zdjęcia się zaczęło - 7 października Patryk Jaki opublikował na Facebooku swoją fotografię na tle regału z książkami
Facebook/ Patryk Jaki
Jeśli kandydata na prezydenta stolicy Polski ma dyskwalifikować to (jak chcą jedni), że fotografuje się na tle regału z nie swoimi książkami, albo to (jak chcą drudzy), że uszkodzoną szybę naprawia taśmą klejącą, to znaczy, że niebezpiecznie zbliżamy się do punktu, w którym hasłem kolejnych kampanii wyborczych będzie „nie róbmy polityki, róbmy memy”.

Kandydujący na prezydenta Warszawy Patryk Jaki wrzucił na Twittera wpis, w którym przypomina swoje główne obietnice wyborcze, opatrzony – w zamyśle – „prezydenckim” zdjęciem, na którym polityk Zjednoczonej Prawicy siedzi za wzbudzającym szacunek biurkiem, a za plecami ma wzbudzający szacunek regał z książkami. I – jak się okazało – dla wielu osób najważniejszy w całej sytuacji jest ten właśnie regał.

Oto bowiem niektórzy z lupą w dłoni analizują jakie książki znalazły się na półkach (a są tam m.in. wydane w latach 80-tych niemieckie atlasy z lokomotywami), inni zauważają podobieństwo regału do tego, który wystąpił w serialu TVN „Pułapka”. Gdyby jeszcze robili to anonimowi internauci – w porządku, wiadomo, że sieć memami stoi. Ale temat chętnie podchwytują też polityczni konkurenci Jakiego i media. I nagle zamiast o sens budowania XIX dzielnicy na zielonych terenach nad Wisłą, albo o to jak realna jest błyskawiczna budowa czwartej i piątej linii metra, zaczyna się dyskusja o albumach z niemieckimi lokomotywami. Być może rzeczywiście nie mamy w Warszawie większych problemów niż to, jaki regał znajduje się za plecami kandydata na prezydenta stolicy – jeśli tak, byłby to z pewnością powód do radości. Ale z dotychczasowych wypowiedzi politycznych przeciwników Jakiego nie wynikało, że największym problemem jego prezydentury będzie przynoszenie do ratusza niemieckich albumów o lokomotywach.

To sytuacja bliźniaczo podobna do tej, gdy przeciwników Rafała Trzaskowskiego zelektryzowała sprawa naprawiania szyby w mieszkaniu odwiedzanej przez niego warszawianki za pomocą taśmy klejącej. Wtedy śmiechom po drugiej stronie politycznej barykady nie było końca. I oczywiście cała sprawa miała być dowodem na to, że Trzaskowski nie nadaje się na prezydenta Warszawy, bo nie umie naprawić szyby. Jak bowiem powszechnie wiadomo, najlepsi prezydenci miast rekrutują się spośród szklarzy.

Osobiście nie oczekuję, że przyszły prezydent Warszawy będzie rozmawiał z mieszkańcami stolicy o przeczytanych przez siebie książkach. Nie zamierzam też zapraszać go do domu, by naprawiał usterki w moim mieszkaniu. Oczekuję programu, który będzie nie tylko atrakcyjny, ale i wiarygodny. Oczekuję dokładnego wskazania celów prezydentury i źródeł ich finansowania. Oczekuję odpowiedzi na pytanie co jest priorytetem: czy więcej przestrzeni zielonej w stolicy, czy lepsze warunki dla biznesu. Oczekuję pomysłu na efektywne rozwiązanie problemu reprywatyzacji. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z kampanią wyborczą, a nie programem w formacie talent-show, te oczekiwania nie wydają mi się nadmierne.

Robienie polityki w oparciu o memy przynosi niewątpliwie więcej radości, niż debaty o tym, czy w Warszawie można budować metro tak jak w Sofii, a jeśli tak, to jakim kosztem. Ale memy bawią nas chwilę, a problemy miasta nękają na co dzień. Dlatego mój apel: róbmy jednak tę politykę. I niech wygra ten, kto chce ją robić mądrzej.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL