fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Paweł Rożyński: Boso, ale w ostrogach

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W wypowiedziach polityków Zjednoczonej Prawicy na temat weta widać przerażające lekceważenie korzyści z bycia w Unii i jej finansowego wsparcia.

Coraz mocniej brną w urojenia.

Nie przeceniajmy tych środków" – tak Beata Kempa mówi w Radiu Maryja o pieniądzach z unijnego Funduszu Odbudowy i Rozwoju, które możemy utracić, wetując budżet UE. „Nie sprzedamy Polski za garść euro" – wtóruje jej kolega z europarlamentu Zdzisław Krasnodębski. Jakiś fundusz? Po co, kiedy możemy stworzyć swój? Gospodarczy wizjoner i wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski proponuje, by stworzyć go w ramach Grupy Wyszehradzkiej lub Trójmorza. Jak przekonuje, będzie „lepiej zarządzany, a pozyskany na rynku pieniądz tańszy". Jakim cudem, nie wyjaśnia.

Patryk Jaki i kilku innych europosłów policzyli, że weto będzie wręcz korzystne gospodarczo. Bo obowiązywałoby prowizorium budżetowe z kwotami wyższymi niż zawarte w nieco okrojonym budżecie. Problem w tym, że Bruksela zapewne uruchomi tylko część pieniędzy z prowizorium. No i ktoś zapomniał o wspomnianym dodatkowym funduszu. Niestety, to już akcja deprecjonowania nie tylko jego, ale i całej Unii. Lider Solidarnej Polski i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówi, że „rocznie bogate kraje UE wyprowadzają z Polski dużo, dużo większe pieniądze niż te, które uzyskujemy w ramach dopłat unijnych". Gdyby zaś ktoś za bardzo podskakiwał, można porazić go cłami.

Nawet jeśli wygadywanie takich nonsensów i taktyka obrzydzania UE odbywa się na użytek elektoratu w sytuacji ostrej rywalizacji w ramach Zjednoczonej Prawicy o to, kto lepiej strzeże narodowego interesu, szkody są ogromne. To nie tylko zniechęcanie inwestorów. Polacy słyszą, że pieniądze dla rolników czy wielkie inwestycje drogowe to tylko ochłapy rzucane przez Brukselę w zamian za możliwość drenowania kraju. Bruksela nie kojarzy się wystarczająco źle, więc w miarę eskalacji konfliktu o weto pojawią się wątki antyniemieckie, a sam Jarosław Kaczyński przypomni kwestię reparacji.

Zapewne w końcu dojdzie do porozumienia. Problem w tym, że głoszone teraz ze zdwojoną siłą antyeuropejskie poglądy już rozeszły się po narodzie. I kiedyś ktoś to może wykorzystać. Jak łatwo taka gra może się wyrwać spod kontroli, wie najlepiej premier Wielkiej Brytanii David Cameron, który choć nie chciał brexitu, to do niego doprowadził.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA