fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Handel międzynarodowy odrodzi się w zmienionej formie

Adobe Stock
Tegoroczne załamanie obrotów to tylko początek zmian, które pandemia koronawirusa wywoła w handlu międzynarodowym. Niektóre z nich mogą być korzystne dla Polski.

Według Światowej Organizacji Handlu poziom międzynarodowych obrotów towarowych spadnie w tym roku o co najmniej 13 proc., a w czarnym scenariuszu o ponad 30 proc. Będzie to kolejny hamulec globalizacji, która nie odzyskała wigoru po ostatnim kryzysie finansowym (w 2018 r. wartość globalnego eksportu odpowiadała niespełna 60 proc. ogólnoświatowego PKB, w porównaniu z 61 proc. w rekordowym pod tym względem 2008 r.), a w którą w ostatnich latach uderzyła wojna handlowa między USA a Chinami oraz kryzys w branży motoryzacyjnej.

Choć w przyszłym roku obroty handlowe niemal na pewno skokowo wzrosną, jest wątpliwe, aby wróciły do poziomu z ostatnich lat. Jak oceniają analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, globalne łańcuchy dostaw odbudują się w innej formie. Nasilą się widoczne już przed pandemią tendencje protekcjonistyczne, bo w warunkach recesji i rosnącego bezrobocia rządy będą próbowały pobudzać produkcję lokalną. Do tego nauczone doświadczeniami z ostatnich miesięcy, gdy wiele fabryk w Chinach zostało czasowo zamkniętych, globalne koncerny będą dążyły do dywersyfikacji źródeł dostaw podzespołów. Będzie to dotyczyło w szczególności branż o strategicznym znaczeniu dla poszczególnych krajów. „Można spodziewać się współwystępowania dwóch głównych trendów: dywersyfikacji łańcuchów dostaw i przenoszenia produkcji w regiony położone bliżej odbiorców" – zauważają analitycy PIE, podkreślając, że trendy te uwidocznią się dopiero w dalszej perspektywie. Przebudowa łańcuchów dostaw wymaga bowiem inwestycji, do których w najbliższym czasie zmuszone do oszczędności firmy nie będą skłonne.

Czytaj także: Sklepy długo będą się podnosiły z zapaści 

W raporcie „Szlaki handlowe po pandemii Covid-19", analitycy PIE rozpatrują kilka możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji w handlu międzynarodowym. W skrajnym z nich odpływ produkcji komponentów i dóbr finalnych z Chin do innych państw zmniejszyłby chiński PKB o około 1,6 proc. Produkcja o tej wartości pojawiłaby się siłą rzeczy w innych regionach. W ocenie analityków PIE beneficjentem tych zmian mogą być kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska. Zachodnioeuropejskie firmy prawdopodobnie nie przeniosą bowiem całej produkcji wycofywanej z Azji na lokalne rynki, ale częściowo – w poszukiwaniu oszczędności – także do nowych państw członkowskich UE.

W następstwie tego procesu wytwarzana w Polsce wartość dodana mogłaby wzrosnąć o 8,3 mld USD (35 mld zł) rocznie, czyli o niemal 1,9 proc. w stosunku do sytuacji sprzed pandemii (dla porównania, wartość dodana wytwarzana w Chinach zmalałaby o 172 mld USD). Jeszcze większe korzyści (relatywnie do wielkości gospodarek) odniosłyby Czechy, Słowacja i Węgry, które już teraz w większym stopniu uczestniczą w globalnych łańcuchach dostaw.

Ekonomiści z PIE podkreślają, że atutem Polski jako potencjalnej lokalizacji dla produkcji wycofywanej z Azji są nie tylko wysokie na tle regionu oceny konkurencyjności, ale też wielkość gospodarki. Warunkiem wykorzystania tej szansy będzie jednak złagodzenie takich barier, jak dostępność wykwalifikowanej kadry, rosnące koszty pracy oraz większe niż średnio w UE zużycie środków wytwórczych w tych branżach polskiego przemysłu, które mogą liczyć na największy wzrost produkcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA