W godzinach porannych otwarcie galerii handlowych po 1,5 miesięcznej przerwie wypadło blado i to nawet w przypadku największych obiektów.

W Złotych Tasach czy Arkadii klientów było delikatnie mówiąc niewielu, a do tego przygnębiający obraz pogłębiało wciąż zamkniętych wiele sklepów. Mowa o czołowych markach - części placówek nie otworzyły choćby zgodnie z zapowiedziami Reserved, House czy CCC, ale również placówki hiszpańskiego koncernu Inditex (Zara, Oysho czy Bershka) również pozostają zamknięte. Z kolei H&M przeciwnie sklepy otworzył i to także przynajmniej w Warszawie także te na ulicach handlowych.

Czytaj także: Właściciele centrów handlowych też walczą o swoje

Nadal zamknięte w takich lokalizacjach są np placówki TK Maxx i wiele innych mniejszych marek. W sumie przedstawia to smutny obraz przyszłości handlu, zarówno w centrach handlowych jak i poza nimi.

- Na wtorkową wiadomość o planowanym odmrożeniu galerii handlowych giełda zareagowała pozytywnie, ale nie wszyscy detaliści rzucili się, by z entuzjazmem otwierać swoje sklepy - mówi Bartosz Górecki, brand managera firmy merce.com.

- Nic dziwnego - doświadczenia z Chin, które niedawno otworzyły się po tygodniach zamknięcia pokazują, że konsumenci wracają w miejsca publiczne bardzo powoli. Dodatkowo, niepewność co do wysokości czynszów oraz restrykcyjne zasady dotyczące sprzedaży zamiast nadziei rodzą obawy - dodaje.

Wiele sklepów zrezygnowało z otwarcia przymierzalni, które muszą być dezynfekowane po każdym kliencie. Z kolei został wydłużony okres zwrotu. Klienci muszą przed wejściem dezynfekować ręce, a czasami otrzymywać specjalny identyfikator, zwracany przy wyjściu. W ten sposób duże sklepy z kilkoma wejściami na dwóch czy więcej poziomach mogą liczyć ile osób jest jednocześnie w sklepie i czy spełnione są wymogi 15 mkw. powierzchni na osobę.