fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Gospodarka znów skacze na jednej nodze

Adobe Stock
Zapaść w budownictwie sugeruje, że słabnie popyt inwestycyjny. Wzrost gospodarczy znów opiera się niemal wyłącznie na popycie konsumpcyjnym. Ale jego perspektywy też nie są najlepsze.

Produkcja budowlano-montażowa zmalała w październiku o 4 proc. rok do roku, najbardziej od niemal trzech lat. Tymczasem ekonomiści przeciętnie szacowali, że produkcja budowlana wzrosła o 6,2 proc. rok do roku, po 7,6 proc. we wrześniu.

Tej niemiłej niespodzianki nie da się wytłumaczyć czynnikami o charakterze sezonowym. Po ich wyeliminowaniu produkcja budowlana zmalała bowiem o 1,1 proc. rok do roku, po wzroście o 6 proc. we wrześniu. Na domiar złego najbardziej, o 8,6 proc. rok do roku (w ujęciu nieoczyszczonym z czynników sezonowych), zmalała produkcja firm zajmujących się budową obiektów inżynierii wodnej i lądowej, czyli m.in. infrastruktury drogowej i kolejowej. To może wskazywać na spadek wartości inwestycji publicznych. „Widzimy ryzyko, że załamanie w inwestycjach, a co za tym idzie, spowolnienie wzrostu PKB, będzie szybsze, niż do tej pory oczekiwaliśmy" – napisali po publikacji tych danych ekonomiści z Santander Bank Polska.

Równia pochyła

Samo w sobie hamowanie wzrostu inwestycji nie jest zaskoczeniem. Gdy w I kwartale zwiększyły się one o niemal 13 proc. rok do roku, najbardziej od czterech lat, ekonomiści powszechnie oceniali, że był to prawdopodobnie szczyt obecnego cyklu inwestycyjnego. Wszystko wskazywało jednak na to, że będzie on wygasał łagodnie. Słabnięcie inwestycji publicznych, współfinansowanych z funduszy unijnych, amortyzować miał solidny ostatnio wzrost wydatków inwestycyjnych przedsiębiorstw. W II kwartale nakłady brutto na środki trwałe wzrosły o 9 proc. rok do roku, a w III kwartale – jak szacują ekonomiści – o nieco ponad 6 proc.

W ocenie Jakuba Rybackiego, ekonomisty z ING Banku Śląskiego, na podstawie październikowych danych można oczekiwać, że w IV kwartale wzrost nakładów na środki trwałe zwolni do zaledwie 2–3 proc. rocznie. Zdaniem ekonomistów mBanku należy liczyć się z tym, że już w 2020 r. inwestycje zaczną spadać. Po raz ostatni z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia w 2016 r. Tempo wzrostu polskiej gospodarki spadło wtedy poniżej 3 proc. rocznie.

Przemysł trzyma formę

W III kwartale br. PKB Polski wzrósł o 3,9 proc. rok do roku, a IV kwartał zapowiadał się nie gorzej. Załamanie produkcji budowlanej rzuca na ten scenariusz cień wątpliwości.

Na razie polską gospodarkę stabilizuje silny popyt konsumpcyjny oraz – w mniejszym stopniu – solidny wciąż wzrost eksportu. Obrazują to wyniki przemysłu. W październiku jego produkcja sprzedana zwiększyła się o 3,5 proc. rok do roku. Choć to wynik słabszy niż we wrześniu, gdy produkcja wzrosła o 5,6 proc. rok do roku, i tak przebił oczekiwania ekonomistów, którzy przeciętnie spodziewali się odczytu na poziomie 2,5 proc. rok do roku. Po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych wzrost produkcji nieco nawet przyspieszył: do 3,7 proc. rok do roku z 3,5 proc. we wrześniu.

– Sektor wytwórczy wspierany jest najbardziej przez popyt na trwałe dobra konsumpcyjne, czemu sprzyja dobra sytuacja finansowa gospodarstw domowych zarówno w kraju, jak i u najważniejszych partnerów handlowych Polski – skomentował Andrzej Kamiński, ekonomista z Banku Millennium. Produkcja sprzedana trwałych dóbr konsumpcyjnych zwiększyła się w październiku o 8,7 proc. rok do roku, podczas gdy pozostałych rodzajów dóbr (m.in. zaopatrzeniowych, inwestycyjnych) o 2,2–2,8 proc.

W porównaniu z pierwszymi miesiącami br., gdy produkcja rosła w tempie 7 proc. rocznie, polski przemysł wyraźnie stracił impet. Jeśli jednak wziąć pod uwagę to, co dzieje się nad Renem, utrzymuje zaskakująco dobrą formę. W Niemczech, które są głównym odbiorcą polskiego eksportu, produkcja przemysłowa maleje nieprzerwanie od roku, ostatnio w tempie 4 proc. rok do roku. Tymczasem nad Wisłą najszybciej rośnie produkcja w branżach z dużym udziałem eksportu w strukturze sprzedaży. Produkcja sprzętu elektrycznego wzrosła o 13 proc. rok do roku, elektroniki o 10,5 proc., maszyn o 7,5 proc., a mebli o 7,3 proc. To, jak podkreślił Jakub Rybacki, zasługa silnego popytu konsumpcyjnego w Niemczech.

Optymizm wyparował

Niestety, najnowsze dane sugerują, że po obu stronach Odry popyt konsumentów też wkrótce ostygnie.

W strefie euro niepokojące sygnały wysyła PMI, wskaźnik koniunktury bazujący na ankiecie wśród menedżerów przedsiębiorstw. W listopadzie spadł on do 50,3 z 50,6 pkt w październiku. Nie licząc września, to najsłabszy odczyt od 2013 r. Za zniżką tego wskaźnika stało pogorszenie koniunktury w usługach, co może świadczyć o tym, że zapaść w europejskim przemyśle za pośrednictwem rynku pracy zaczyna rozlewać się na inne sektory gospodarki.

W Polsce widać podobne procesy. W ostatnich miesiącach hamuje wzrost dochodów gospodarstw domowych z pracy (w październiku tzw. realny fundusz płac w sektorze przedsiębiorstw, czyli siła nabywcza wynagrodzeń wszystkich zatrudnionych, wzrósł o około 6 proc., w porównaniu z 8 proc. średnio w pierwszych trzech kwartałach). To może tłumaczyć erozję optymizmu konsumentów, który jeszcze we wrześniu był rekordowo duży.

W tym kontekście nie dziwią fatalne nastroje w polskim przemyśle pomimo wciąż dobrych bieżących wyników. Jak wynika z ankietowych badań GUS, oczekiwania firm dotyczące kształtowania się produkcji w najbliższej przyszłości są w listopadzie najsłabsze od sześciu lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA