fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Maciej Bukowski: Polski nie stać na kolejny lockdown

Maciej Bukowski, WiseEuropa
tv.rp.pl
Pakiet wsparcia wiosną był za duży, bo wprowadzono przestrzelony i za silny lockdown - mówi Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Joe Biden wygrał wybory w USA. Dla nas to dobrze?

Z perspektywy Polski i Unii Europejskiej, prezydent, który jest bardziej nakierowany na współpracę transatlantycką jest lepszym prezydentem. Trump kwestionował multilateralny porządek międzynarodowy, wręcz stawiał do pionu partnerów europejskich i własnych sojuszników podminowując ugruntowane instytucje takie jak NATO. Biden jest osobą znaną z przywiązania do sprawdzonego porządku atlantyckiego i współpracy instytucjonalnej z Unią Europejską. Z tego punktu widzenia jego wygrana jest dobra. Jest jeszcze warstwa czysto gospodarcza. Prawdopodobnie model polityki gospodarczej administracji prezydenta Bidena będzie, bardziej spójny z logiką europejską, np. w sferze klimatycznej czy odbudowy po COVID19 niż model prezydentury Donalda Trumpa. Stany Zjednoczone będą w sposób bardziej skuteczny i skoordynowany międzynarodowo prowadzić zarówno walkę z epidemią i wywołanym przez nią kryzysem gospodarczym. To samo w sobie powinno służyć gospodarce europejskiej, która jest eksporterem netto do USA a jej dobrobyt zależy od relacji z USA.

Jego wizja w kluczowych sprawach wydaje się zbieżna z naszymi interesami. Jest kwestia np. Nord Stream 2 czy handlu międzynarodowego.

Stara gwardia polityków amerykańskich, którą reprezentuje Biden, bardzo dobrze rozumie podział ukształtowany po II wojnie światowej, w tym potrzebę przeciwważenia Rosji w Europie. Z tego powodu nie należy się obawiać podczas tej kadencji osłabienia a raczej wzmocnienia obecności amerykańskiej w Europie. Nie znaczy to, że w USA nie ma bardziej długofalowych procesów, które będą stopniowo powodować, że rola relacji USA-UE czy USA-Rosja ulegną zmianie. Interesy Stanów silnie przesuwają się bowiem w kierunku azjatyckim. Ten wątek będzie ciążył na kadencją prezydenta Bidena niezależnie od jego silnej atlantyckiej orientacji. Dlatego będzie on starał się wzmocnić więzy USA z sojusznikami, żeby mieć silną flankę w zmaganiach z Chinami.

W relacjach z Chinami nie będzie dużych zmian? Pytam chociażby w kontekście 5G.

Myślę, że to się nie zmieni, bo w polityce imperialnej USA jest duża ciągłość. Prezydenci są znacznie bardziej więźniami okoliczności i długofalowych procesów, niż ich animatorami. Chodzi o żywotne interesy istotnego segmentu gospodarki USA i pozycji imperialnej Stanów na arenie międzynarodowej. Możemy jednak oczekiwać silniejszego niż w ostatnich latach nacisku na multilateralizm i współpracę z sojusznikami na zasadach partnerskich. Długofalowo mogą się jednak rysować pewne sprzeczności interesów między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Handel między Chinami a UE jest w interesie Europy, ale nie jest w interesie USA. Powstaje więc dylemat czy uspójniać obszar gospodarczy Eurazji kierując się naszymi interesami gospodarczymi, czy też nie spieszyć się z tą polityką obawiając się zachwiania sojuszu z USA.

Nie będzie to słaby prezydent? Republikanie będą mieli kontrolę nad senatem i mogą blokować jego wszelkie inicjatywy.

Jeszcze nie wiemy czy będą mieli kontrolę, bo wybory się nie skończyły. Są jeszcze 2 miejsca w grze. Jest prawdopodobne, że demokratom uda się zdobyć 50 miejsc w Senacie i – dzięki wiceprezydentowi - będą mieli większość. Politycy amerykańscy nie są jak w Polsce biernym trybem w maszynie politycznej. Jest dyscyplinowanie, ale i autonomia, zwłaszcza senatorów, jest znacznie większa. A więc sporo kwestii i tak trzeba będzie negocjować. Prezydent ma jednak silne prerogatywy w polityce międzynarodowej a nawet wewnętrznej. Można się spodziewać, że przez executives orders Biden będzie starał się odwracać szereg decyzji podejmowanych w podobnym trybie przez Trumpa. W sensie długofalowego kryzysu politycznego, nie kończy to procesu podziału w polityce amerykańskiej. Stąd zapowiedzi prezydenta-elekta, że będzie dążył do zbliżenia stanowisk zwolenników Republikanów i Demokratów. Bez tego będzie mu dużo trudniej przeprowadzać reformy gospodarcze. Na opór Kongresu nadział się przecież parę lat temu Barack Obama nie mogąc przeprowadzić wielu swoich projektów albo w ogóle albo w takiej formie w jakiej by chciał.

Teraz kluczowa jest walka z pandemią. Biden od tego zaczął swoje działania powołując specjalny zespół. Jak wygląda sytuacja gospodarcza związana z uderzeniem drugiej fali pandemii, nie tylko w Ameryce?

Różne kraje zostały dotknięte w różny sposób. Azja nie doświadcza drugiej fali, dzięki zdecydowanym działaniom podjętym w trakcie pierwszej fazy epidemii w Chinach, Korei, Japonii (tu nie było nawet pierwszej fali), Nowej Zelandii czy Australii. Dużo gorzej jest w USA, Ameryce Łacińskiej i Europie w tym zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej na czele z Czechami i Polską. To najpoważniejszy problem gospodarczo-społeczny tej zimy, być może największy od czasu kryzysów naftowym a może nawet II Wojny Światowej. Szanse na szczepionkę są bardzo wysokie ale pojawi się ona na rynku w dostatecznej liczbie pewnie dopiero wiosną. Jaką strategię przyjmiemy do tego czasu nie jest do końca jasne. Nasz rząd bardzo nie chce wprowadzić pełnego zamknięcia gospodarki, ale pewnie to zrobi. Opóźnia to jak może, bo polskiej gospodarki nie stać na ponowny lockdown – które nie chcą także powszechnie bojący się o swoją przyszłość ludzie. Mamy dylemat, czy zamykać gospodarkę i sprowadzić liczbę zakażeń do ok. 1-3tys, co krótkookresowo rozwiąże problem zawału w służbie zdrowia, ale będzie bardzo kosztowne gospodarczo i zadziała tylko na krótki czas. Czy też może zaakceptować złą sytuację humanitarną w imię ochrony miejsc pracy. To jest ogromny dylemat przed którym stoi rząd. Rząd pewnie wybierze to drugie ale stara się to zrobić tak późno jak tylko się da.

W piątek premier Morawiecki ogłosił 10 punktów pomocy dla gospodarki. W porównaniu do tej z wiosny wydaje się skromna, tylko 10 mld zł. Do tej pory wydaliśmy setki miliardów.

Trudno policzyć ile wydaliśmy. Deficyt wzrósł od 8 do 12 proc. PKB, ale z różnych przyczyn. Częściowo była to rzeczywista pomoc, gdy ktoś nie mógł prowadzić działalności gospodarczej i dostawał zastrzyk gotówki. Pośrednio finansowane były też wynagrodzenia pracowników w wielu firmach dotkniętych kryzysem. Deficyt wzrósł jednak także z innych przyczyn, bo dochody budżetowe spadły, a trzeba było wydawać na to, co zawsze. Dług publiczny bardzo wzrósł i grozi dalszymi wzrostami z niejasną nadzieją na spłatę w przyszłości. Trudno się więc dziwić rządowi, że jest niechętny, aby go dalej zwiększać. Z tego powodu jest opóźniany lockdown. Niektórzy twierdzą co prawda, że nie należy się obawiać znacznego wzrostu zadłużenia, bo ryzyko skokowego zwiększenia oprocentowania długu publicznego w najbliższych kilku latach jest znikome. Przy niskich stopach procentowych dług jest tani, a więc można liczyć, że łatwo się go spłaci jak wzrost gospodarczy powróci. Inni obawiają się, że to nadmierny optymizm i musimy liczyć się ze znacznym wzrostem oprocentowania już w perspektywie kilkuletniej. Wtedy w ciągu roku koszty obsługi zadłużenia mogą się podwoić a może nawet potroić. Rząd musi o tym pamiętać.

Widzi pan w działaniach rządu spójność czy chaos, podejmowanie decyzji ad hoc?

Rząd nie chce przyznać, że nie przygotował się do drugiej fali, zlekceważył ją. Poczynione zostały jakieś przygotowania, ale przecież kończy się nawet zapas tlenu w wielu szpitalach. Wielu rzeczy nie kupiono, zamykano oddziały dedykowane COVID19. Od strony zdrowotnej nie przygotowaliśmy się więc tak jak powinniśmy. Z drugiej strony rząd miał duże zasługi w reakcji stricte gospodarczej, bo szybko i sprawnie wprowadził szeroki pakiet wsparcia razem z wiosennym lockdownem. Jednak pakiet ten był za duży bo wprowadzono przestrzelony i za silny lockdown. W rezultacie wydano dużo pieniędzy i teraz rząd boi się, że nie może wydać dużo więcej jeszcze raz. Pewnie będzie musiał, ale zapłacimy za to realną cenę w przyszłości w postaci wyższych podatków. Nie ma bowiem gotowości politycznej, żeby zrobić to taniej. Np. rezygnując z szeregu transferów socjalnych, np. zawieszając 500 plus na rok, albo specjalne programy typu 13, 14 emerytury. To by dało 60 mld zł od razu.

O ile wyniki gospodarcze nie są rozczarowujące, to zaskakuje pozytywna sytuacja w handlu zagranicznym. Jak to wytłumaczyć?

To nie jest zaskakujące, bo Azja nie ma kryzysu covidowego. Azja się odbudowuje, koniunktura tam jest dobra, więc Europa silnie z nią związana eksportowo wysyła tam towary. Import chiński przebił poprzedni trend, on rośnie z Europy, kosztem USA. To też trochę pokłosie polityki Trumpa. Europa na tym korzysta, więc nie obserwujemy spowolnienia w przemyśle. Nie ma wielkiego boomu, ale nie jest źle. Przemysł w drugiej fazie będzie dużo bardziej chroniony.

Słaby złoty też nam pomaga w eksporcie.

Słabość złotego nie jest jednoznacznie korzystna dla polskiej gospodarki. Jednocześnie jesteśmy dużym importerem. Jeśli kurs się gwałtownie zmienia, to rośnie ryzyko strat w tych firmach, które na taką zmianę nie były przygotowane. Na szczęście wybór Bidena oraz szczepionka COVID19 dają szansę, że niepokoje na rynkach walutowych się skończą.

Bank centralny jest za słabym złotym.

Nie rozumiem tej polityki. Bank centralny nie powinien być zwolennikiem słabej waluty oraz wysokiej inflacji. Niestety odnoszę wrażenie, że obecnie jest zwolennikiem obu tych rzeczy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA