fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

PiS szafuje nie swoimi pieniędzmi

Fotorzepa, Michał Kolanko
Partia chce obciążyć kasę państwa na dziesiątki miliardów, ale sporo do realizacji obietnic mają też dorzucić firmy.

Po dłuższym oczekiwaniu PiS opublikowało w weekend program „Polski model państwa dobrobytu". Powtórzone tam zostały podstawowe obietnice, jakie politycy składają od początku kampanii wyborczej, choć brakuje oszacowania kosztów ich realizacji. Według wyliczeń „Rzeczpospolitej" chodzi jednak o miliardy złotych.

Kosztowne emerytury

Najdroższymi obietnicami, z punktu widzenia finansów publicznych, wydają się te związane z podwyżką emerytur. Przede wszystkim PiS chce podwyższyć emeryturę minimalną do 1200 zł z obecnych 1100 zł brutto. Skorzystać ma na tym ponad pół miliona osób, co oznacza większe wydatki z publicznych funduszy emerytalnych o ok. 600–650 mln zł rocznie.

Czytaj także: Pracodawcy i związkowcy są przeciwni zniesieniu limitu składek ZUS 

Tzw. 13. emerytura ma zostać wprowadzona jako stały element wsparcia, co więcej – podwyższona do 1200 zł brutto począwszy od 2020 r. (w 2019 r. było to 1100 zł). Takie dodatkowe świadczenie ma objąć wszystkich emerytów i rencistów (także emerytowanych rolników czy żołnierzy) – w sumie ok. 9,2 mln osób – kosztować więc będzie ponad 11 mld zł rocznie. To kwota brutto, netto może to być ok. 9 mld zł rocznie.

PiS zapowiada także 14. emeryturę od 2021 r. Ma ona przysługiwać w całości tym osobom, które otrzymują świadczenie na poziomie niższym niż 120 proc. wysokości średniej emerytury, czyli ok. 2900 zł na miesiąc. Przy nieco wyższych emeryturach obowiązywać ma mechanizm „złotówki za złotówkę" (14. emerytura ma być stopniowo obniżana o 1 zł wraz z przekroczeniem o 1 zł kryterium dochodowego). PiS szacuje, że takie zasady pozwolą skorzystać z programu ok. 90–95 proc. Polaków uprawnionych do emerytury i renty.

Bardzo trudno oszacować koszty tej propozycji. Wiadomo jednak, że obecnie ok. 75 proc. emerytów i rencistów z systemu powszechnego ma świadczenie poniżej 120 proc. średniego. To ok. 4,3 mln osób i wypłata im 14. emerytury w całości pochłonie ok. 5,2 mld zł brutto rocznie. Do tego trzeba dodać ok. 90 proc. emerytów rolników, czyli kolejne 1,2 mld zł.

W sumie propozycje PiS dla osób starszych kosztować mogą co najmniej 17 mld zł brutto rocznie. Do tego trzeba doliczyć realizowany już rozszerzony na każde dziecko program 500+, co kosztuje budżet państwa dodatkowe 20 mld zł.

Czytaj także: „Praca minimalna to nie zabawka”. Będą zwolnienia i wzrost szarej strefy 

Zapłacą samorządy

Kolejne 12 mld zł w 2020 r. pochłonie obniżka stawki PIT z 18 do 17 proc., podwojenie pracowniczych kosztów uzyskania przychodów oraz tzw. zerowy PIT dla młodych. To tegoroczne obietnice wyborcze także już zrealizowane przez rząd, a każdy pracujący Polak ma zyskać kilkaset złotych rocznie.

Co ciekawe, mniej więcej połowę tych kosztów mają ponieść jednostki samorządowe, ponieważ niższy PIT dla Polaków oznacza niższe wpływ do lokalnych budżetów. To głównie samorządy mogą ucierpieć na kolejnej zmianie zaproponowanej przez PiS – to znaczy zniesienia lub ograniczenia różnych opłat – takich jak opłata targowa, miejscowa, ale też skarbowa (np. za wydanie dowodu), adiacencka (z tytułu wzrostu wartości nieruchomości) czy renta planistyczna. Dla Polaków to świetna wiadomość, za to samorządy mogą sporo stracić. W 2018 r. opłata skarbowa przyniosła im 470 mln zł, targowa – 120 mln zł, a wszystkie lokalne opłaty – 5,7 mld zł.

W swoim programie PiS podkreśla, że jego ambicją jest „prowadzenie polityki, dzięki której Polacy będą mogli się bogacić", ich status materialny będzie się podnosił, a pod względem jakości życia jeszcze szybciej będziemy zbliżać się do poziomu „zachodniego".

Zapłacą firmy

W osiągnięciu tych celów ma pomóc wzrost płac „stymulowany przez podniesienie płacy minimalnej do 2600 zł od 1 stycznia 2020 r., 3000 zł w 2021 r. i 4000 zł w roku 2023" – czytamy w programie. „Nastąpią też podwyżki płac w sferach finansowanych ze środków publicznych".

O podwyżkach w sferze budżetowej niewiele wiadomo, wiadomo za to, że opisana ścieżka wzrostu płacy minimalnej oznacza radykalną podwyżkę kosztów pracy, co mocno obciąży firmy. Z naszych obliczeń wynika, że będą musiały dorzucić do realizacji obietnic PiS co najmniej 45 mld zł w ciągu najbliższych czterech lat.

To wyliczenia przy założeniu, że w zwykłych warunkach płaca minimalna powinna w 2023 r. wynosić ok. 2,9–3 tys. zł brutto. Cała nadwyżka do 4 tys. zł brutto, jak chce PiS, to dodatkowy koszt, który muszą ponieść pracodawcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA