fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Wirus wywołał panikę na globalnych giełdach

Obawy przed koronowirusem mogą przyczynić się do znaczącego spowolnienia aktywności gospodarczej w Chinach, a potem na świecie Hector
RETAMAL/AFP
Inwestorzy zaczęli się bać, że epidemia koronawirusa doprowadzi do spowolnienia gospodarczego w Chinach jeszcze większego, niż się dotychczas spodziewano.

Trudno było znaleźć w poniedziałek na świecie rosnący indeks giełdowy. Przez globalne giełdy przetaczała się fala spadków. Japoński indeks Nikkei 225 zamknął się 2 proc. na minusie, tajski indeks SET spadł o 2,9 proc., rosyjski RTS zniżkował po południu o prawie 4 proc. Niemiecki DAX zniżkował późnym popołudniem o 2,6 proc., amerykański Dow Jones Industrial o 1,8 proc., brazylijski Bovespa o 2,4 proc., a polski WIG20 – o 2,8 proc. Złoty stracił do euro 0,46 proc., do dolara – 0,58 proc. Najmocniej tracił do franka szwajcarskiego – 0,75 proc.

Naszą giełdę ciągnęły mocno w dół m.in. akcje firm surowcowych (papiery KGHM traciły po południu 4 proc., a JSW spadały o 6,5 proc.) oraz banków. Na giełdach zagranicznych mocno spadały papiery koncernów górniczych, firm motoryzacyjnych, linii lotniczych i producentów dóbr luksusowych. Spółki z tych branż mogą bowiem najmocniej odczuć spowolnienie gospodarcze w Chinach, które znacząco pogłębić może epidemia koronawirusa (wirusa Wuhan). To właśnie obawy przed tym spowolnieniem sprawiły, że baryłka ropy gatunku Brent taniała w poniedziałek o 4 proc. i spadła poniżej 58 dol., do najniższego poziomu od października.

Skutki gospodarcze

W wyniku epidemii objęto blokadą komunikacyjną 15 miast, w których żyje łącznie 15 mln ludzi. Władze przedłużyły dni wolne związane z Nowym Rokiem Księżycowym do 2 lutego, by zatrzymać ludzi w domach. Chińskie giełdy otworzą się więc prawdopodobnie dopiero 3 lutego (parkiet w Hongkongu ma być otwarty już w środę). Z danych chińskiego resortu transportu wynika, że liczba podróżujących w pierwszy dzień Nowego Roku Księżycowego (25 stycznia) była niższa o 28,8 proc. niż rok wcześniej. Podróżujących koleją było o 41,5 proc. mniej niż przed rokiem.

– Koronawirus pojawił się prawdopodobnie w najgorszym momencie dla Chin. Nowy Rok Księżycowy jest tam największym wydarzeniem ekonomicznym, a w zeszłym roku wydano w czasie tych świąt około 150 mld dolarów. Konsekwencje ekonomiczne mogą więc być znaczne – uważa Jude Blanchette, analityk z amerykańskiego think tanku Center for Strategic and International Studies.

Największym spośród miast objętych blokadą komunikacyjną jest Wuhan, liczące 11 mln mieszkańców i będące epicentrum epidemii. Jest ono ważnym węzłem komunikacyjnym w Chinach, a także centrum przemysłu motoryzacyjnego i stalowego. W ostatnich latach przekształcano je w hub sektora nowych technologii. Swoje oddziały ma w tym mieście ponad 300 z 500 największych firm świata. Siedzibę ma tam też Dongfeng Motor Group, jeden z głównych udziałowców francuskiej grupy motoryzacyjnej PSA. Wzrost PKB tej metropolii wynosił w 2019 r. 7,8 proc., gdy dla całych Chin sięgał 6 proc. PKB miasta Wuhan sięgał 241 mld dol., czyli był większy niż np. Portugalii, a nieco mniejszy niż Czech czy Rumunii. PKB prowincji Hubei, której stolicą jest Wuhan, sięgało natomiast 595 mld dol., czyli było większe od PKB Polski.

Epidemia koronawirusa może wyhamować w 2020 r. chiński wzrost gospodarczy o 0,5–1 pkt proc. PKB – prognozują analitycy Economist Intelligence Unit. Wcześniej się spodziewali, że wzrost gospodarczy w Chinach wyniesie w tym roku 5,9 proc. Gdyby spełnił się najgorszy wariant, chiński PKB wzrósłby najmniej od 1990 r. (gdy zwiększył się o 3,9 proc.). Ekonomiści Danske Banku spodziewają się natomiast wyhamowania wzrostu PKB Chin w pierwszym kwartale o 1 pkt proc. W dalszej części roku ten negatywny efekt ma znikać. – Jest więc wyraźne ryzyko, że spodziewane ożywienie globalnego wzrostu gospodarczego oraz indeksów PMI może być opóźnione lub bardziej umiarkowane. Negatywne skutki powinny być jednak tymczasowe – wskazuje Allen von Mehren, główny analityk Danske Banku.

W 2003 r., czyli w trakcie największego nasilenia epidemii SARS (wywołanej przez podobnego wirusa), wzrost PKB Chin zwolnił z 11,1 proc. w pierwszym kwartale do 9,1 proc. w drugim kwartale, by odbić się do 10 proc. w drugiej połowie roku. Wówczas jednak struktura chińskiej gospodarki znacząco się różniła od obecnej. Wtedy sektor usług odpowiadał w niej za 43 proc. PKB a obecnie za 54 proc. W 2003 r. Chiny stanowiły 9 proc. gospodarki globalnej, a obecnie – 19 proc.

Mgła niepewności

– Problemem dla inwestorów jest to, że ekstremalnie trudno przewidzieć, jak sytuacja się rozwinie w nadchodzących dniach i tygodniach. Dopóki nie będzie oznak, że wirus został powstrzymany, rynkom akcji będzie ciążyła niepewność. Poprzednie przypadki kryzysów zdrowotnych sugerują jednak, że może dojść do szybkiego odbicia na giełdach, po tym jak epidemia osiągnie swój szczyt – wskazuje Russ Mould, dyrektor inwestycyjny w firmie AJ Bell.

Z wyliczeń analityków JPMorgan Chase wynika jednak, że rynki akcji mocno rosną po tym, jak mija panika związana z epidemiami. Przyjrzeli się oni temu, jak epidemie z ostatnich 20 lat wpływały na lokalne indeksy giełdowe (liczone przez firmę MSCI).

Obecna epidemia koronawirusa w Chinach jest często porównywana do epidemii SARS w latach 2002–2003. Globalne zainteresowanie SARS zaczęło się 25 marca 2003 r., a jego szczyt przypadł na 24 kwietnia 2003 r. W tym czasie indeks MSCI China spadł o 8,6 proc. W miesiąc od szczytu zainteresowania zyskał jednak 14,7 proc. a w trzy miesiące – 30,9 proc.

„Epidemie, podobnie jak ograniczone terytorialnie kampanie wojenne oraz incydenty terrorystyczne historycznie były raczej okazjami do zakupów niż powodami dla przedłużonego sprzedawania" – piszą stratedzy JPMorgan Chase.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA