Zagadnienia te będą tematem poniedziałkowej debaty „Rzeczpospolitej" na gali Rankingu Samorządów.
Ministerstwo Finansów, przystosowując reguły janosikowego do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, wyraźnie wychodzi poza konieczne minimum. Proponuje nie tylko zmianę algorytmów i wskaźników, ale też wskazuje, że źródłem finansowania samorządów może być VAT, a nie jak dotąd tylko CIT i PIT.
– W przygotowanych przez Ministerstwo Finansów we współpracy m.in. z Bankiem Światowym kierunkach zmian w systemie korekcyjno-wyrównawczym zakłada się swoistą rewolucję zmierzającą do dywersyfikacji źródeł dochodów – mówi „Rzeczpospolitej" wiceminister finansów Hanna Majszczyk w wywiadzie, który ukaże się we wtorek w dodatku „Ranking Samorządów 2015". – Przewiduje się zastąpienie części udziałów w podatkach dochodowych udziałami w VAT. Zapewni to większe bezpieczeństwo zwłaszcza tym jednostkom, które źródła dochodów opierają głównie na podatku dochodowym od osób prawnych – dodaje.
W szczegóły na razie resort nie wchodzi, bo woli wyliczyć, ile pieniędzy potrzeba na janosikowe, a potem się zastanowić, skąd je wziąć. Zamiana CIT na VAT szczególnie ważna byłaby dla województw, bo to ich dochody w dużej mierze opierają się na podatku od firm. Są one mocno narażone na wahania koniunktury. W 2013 r. było to przyczyną poważnych problemów dla Mazowsza.
Resort finansów – mówi nam też minister Majszczyk – intensywnie pracuje również nad ujednoliceniem wyceny zadań zleconych. To szczególnie ważna, podnoszona od lat, kwestia dla samorządów. Wiele zadań, które państwo zleca im do wykonania, jest po prostu niedofinansowanych, a miasta czy gminy muszą do nich dokładać.
Na pierwszy ogień poszły zadania z zakresu administracji rządowej, m.in. dotyczące spraw obywatelskich, tj. zadania wynikające z ustaw: Prawo o aktach stanu cywilnego, ustawy o ewidencji ludności oraz ustawy o dowodach osobistych, bo te zagadnienia przede wszystkim zgłaszały samorządy. W efekcie już dostały 200 mln zł więcej na działania w tym zakresie. – Prowadzimy także prace dotyczące innych zadań zleconych realizowanych nie tylko przez gminy, ale też przez powiaty i województwa – mówi Majszczyk.
Także w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji został powołany zespół, który ma przygotować przegląd wszystkich zadań samorządów pod kątem ich finansowania, nie tylko tych zleconych, ale również powierzanych bez adekwatnego finansowania i ustalenia standardów ich wykonywania. Resort jest też liderem prac zespołu ds. ustrojowych Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, zmierzających do sformułowania podstaw poważnej reformy samorządowej, także w zakresie finansów.
W założeniach tej swoistej konstytucji samorządów już znalazła się propozycja zapisu, że „PIT jest podatkiem samorządowym" (zdanie odrębne złożył resort finansów). Dziś PIT jest podatkiem centralnym, a gminy czy powiaty mają jedynie w nim udział.
– Byłaby to fundamentalna zmiana w finansowaniu lokalnych budżetów – mówi Agata Dąmbska z think tanku Od-nowa, który jest autorem koncepcji tzw. lokalnego PIT. – Według naszej idei do samorządów należałby cały podatek dochodowy od osób fizycznym w I progu podatkowym. Według danych z 2013 r. dostałyby one dzięki temu o ok. 10 mld zł więcej – tłumaczy. Poza tym, mieszkańcy widzieliby w swoim zeznaniu, ile łożą na własną gminę oraz chroniłoby to lokalne finanse przed efektami wprowadzania przez parlament nowych ulg i zwolnień. Dziś skutki takich zmian nie są samorządom rekompensowane.
– Tak było w 2009 r., gdy obniżono stawki podatkowe i straciliśmy 8 mld zł – mówi Andrzej Porawski, dyrektor Biura Związku Miast Polskich. – I obawiamy się, że tak też może być z propozycją PiS podwyższenia kwoty wolnej do 8 tys. zł. Resort finansów wyliczył nam, że w sumie samorządy mogą na tym stracić 8,7 mld zł, a nikt nie mówi, jak tę lukę uzupełnić.
To nie koniec propozycji poprawy kondycji i przejrzystości lokalnych budżetów. Dotyczą one m.in. wprowadzenia samodzielności organizatorskiej JST, urealnienia podatku od nieruchomości wraz z podatkiem rolnym i leśnym, prawa dla samorządów do zachowania 100 proc. zaoszczędzonych kwot dotacji czy przeglądu opłat (np. skarbowej czy komunikacyjnej) ponoszonych przez mieszkańców, tak by były adekwatne do kosztów w urzędzie (co oznaczać może zarówno ich obniżenie, jak i podwyższenie) itp. W przypadku podatku od nieruchomości nie chodzi o wprowadzenie podatku od wartości budynków (katastralnego), ale o umożliwienie gminom i miastom elastycznego dostosowywania wysokości podatku od gruntów do rynkowych realiów. – Jest nadzieja, że ta nowa konstytucja zostanie przedstawiona opinii publicznej na jesieni – uważa Dąmbska.
– Rzeczywiście, sporo się ostatnio dzieje w kwestii finansów samorządów – przyznaje Porawski. – Ale nie wszystkie propozycje są dla nas korzystne. Rząd nie porusza też ważnej kwestii wynagrodzeń nauczycieli. I, niestety, odnoszę wrażenie, że politycy obudzili się chwilę przed wyborami, gdy okazało się, że są w sondażach tam, gdzie są. Wcześniej wiele lat nasze postulaty pozostawały bez żadnej odpowiedzi.
– Nie mogę się zgodzić z tym, że rząd był głuchy na problemy samorządów – odpowiada Waldy Dzikowski, poseł PO i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej.
– Najlepszym dowodem jest zmiana ustawy o samorządzie gminnym, która zwiększa samodzielność i elastyczność organizacyjną samorządów, stwarza dodatkowe zachęty do dobrowolnego ich łączenia i umożliwia sprawniejszą realizację zadań. Wkrótce wejdzie ona w życie. Może poruszane tam kwestie nie dotykają szeroko tych finansowych, ale proszę pamiętać, że przez ostatnie lata wszyscy ponosiliśmy konsekwencje największego od dziesięcioleci globalnego kryzysu. Dziś sytuacja ekonomiczna państwa nie jest może doskonała, ale możemy pomyśleć nad stabilizacją finansów komunalnych – dodaje.
Lesław Fijał , skarbnik Krakowa
Przyznanie samorządom udziału w VAT to problem złożony, bo gdzie indziej powstaje produkt, od którego naliczany jest ten podatek, a gdzie indziej VAT jest odprowadzany.
Rodzi się pytanie, według jakiego klucza będzie rozdzielany udział w VAT. Czy będzie on traktowany jako subwencja? Pewnie tak.
Nie powinna się ona jednak nazywać udziałem w VAT, lecz na przykład partycypacyjną częścią subwencji ogólnej, której ogólna wielkość ustalana byłaby w przyjętej proporcji udziału samorządów w dochodach budżetu państwa z tytułu VAT.
Jeśli jednak rząd chce taką subwencją zrekompensować udział wydatków na zadania zlecone, to nie jest to najlepszy pomysł. Dlatego że udział w VAT jest koniunkturalny, a koszty realizacji zadań zleconych są stałe. Nie zależą od wahań koniunkturalnych.
Wydaje się więc, że dużo łatwiej będzie urealnić koszty zadań zleconych i przekazywać samorządom, o co zresztą od dawna się ubiegają, tyle pieniędzy, ile rzeczywiście wydają na zadania zlecone przez administrację rządową.
Jan Grabiec, starosta legionowski
Argument, że zadania zlecane samorządom terytorialnym przez administrację rządową przez ostatnie dziesięć lat były niewystarczająco wycenione, podnosimy od dawna. Podobnie zresztą jest z zadaniami własnymi przekazywanymi samorządom w tym samym czasie bez wskazania źródeł dochodów pokrywających koszty ich realizacji. Postulat przyznania nam udziału w VAT też jest znany Ministerstwu Finansów od bardzo dawna. Sama idea oparcia dochodów samorządów na różnych źródłach jest słuszna i korzystna, bo zapewni nam ich dywersyfikację. Zasadnicze pytania dotyczą wielkości tego udziału oraz tego, czy będzie on naliczany na podstawie terytorialnej (czego się pewnie nie uda przeforsować), czy też będzie liczony w sposób jednolity dla wszystkich samorządów. Niestety, bez poznania szczegółów propozycji resortu finansów nie da się ocenić, czy konkretne samorządy dostaną trochę mniej czy może trochę więcej pieniędzy. Wszyscy wiemy jednak, że powiaty zostały wyposażone w najmniejsze środki finansowe spośród wszystkich szczebli jednostek samorządu terytorialnego.
Danuta Kamińska, skarbnik Katowic
Jako samorządy od wielu lat walczyliśmy o przyznanie nam udziału w VAT. Dotąd jednak Ministerstwo Finansów zawsze odpowiadało, że jest to niemożliwe, bo nie wiadomo, jaki klucz przyjąć. Teraz okazuje się, że jednak się da. Pełna zgoda, że trzeba zbudować system bez wnikania w szczegółowe skutki dla poszczególnych jednostek samorządu, ale nie rozumiem, dlaczego nie możemy poznać szczegółów całego systemu. Nie znając ich, nie sposób się odnieść do propozycji resortu. Trzeba też pamiętać, że przyznanie udziału w VAT oznacza odebranie nam części udziałów w podatkach dochodowych. Co do zadań zleconych, to całe szczęście, że po naprawdę wielu latach dopłacania do nich przez samorządy ministerstwo wreszcie zajęło się tą kwestią. To zresztą jeden z głównych problemów samorządów. Część z nich dochodziła i dochodzi przecież zwrotu pieniędzy za wykonanie tych zadań przed sądami z pozytywnym skutkiem. Samorządy od zawsze chciały poznać realne koszty zadań zleconych przez administrację rządową i standaryzacji usług. Na razie jednak resort finansów dotknął zaledwie czubka góry lodowej.
Marek Woźniak , marszałek województwa wielkopolskiego
Na pewno standaryzacji zadań zleconych oczekujemy od dawna. W ostatnich latach przekazywano wielu pracowników wraz z zadaniami z administracji rządowej do samorządowej, pozostawiając koszty ich pracy na niezmienionym poziomie. Tymczasem z racji równego traktowania należało podwyższyć im wynagrodzenia i wyposażyć w nowoczesny sprzęt. Trudno bowiem utrzymywać dwie kategorie pracowników. Z tego tytułu samorządy zmuszone były dopłacać do rządowej dotacji własne pieniądze. Finał jest taki, że zwrotu poniesionych nakładów domagamy się w sądzie. Standaryzacja, czyli określenie, ile ta praca jest warta i ilu pracowników musi ją wykonywać, jest więc jak najbardziej wskazana. Jeśli idzie o udział w VAT, to samorządy regionów, które opierają swe dochody na PIT i CIT, popierają to rozwiązanie. CIT jest niestabilnym źródłem dochodów, gdyż podlega wahaniom koniunktury. VAT będzie źródłem znacznie pewniejszym. Dlatego kierunek zmian proponowany przez Ministerstwo Finansów jest pożądany. Muszę jednak przyznać, że nie spodziewaliśmy się takiej propozycji ze strony resortu.
Najwięcej najlepszych na Pomorzu
W poniedziałek ogłosimy wyniki Rankingu Samorządów 2015 – konkursu, którego już XI edycję zorganizowała „Rzeczpospolita". Przewodniczącym kapituły Rankingu jest były premier Jerzy Buzek. W naszym zestawieniu staramy się pokazywać te gminy i miasta, które uzyskują najlepsze wyniki nie tylko w zakresie finansów, ale także w zakresie zarządzania rozwojem. W pierwszym wskaźniku oceniamy np. umiejętność zwiększania dochodów czy potencjał inwestycyjny i wartość tych wydatków prorozwojowych; w drugim – efektywność procedur administracyjnych, systemu edukacji, współpracy z organizacjami pozarządowymi czy wsparcia rozwoju lokalnego rynku pracy. Co roku w czołówce 30 najlepszych miast i gmin (po dziesięć najlepszych z każdej z trzech kategorii: miast na prawach powiatu, gmin miejskich i wiejsko-miejskich oraz gmin wiejskich) widać spore przetasowania, zwłaszcza wśród mniejszych jednostek. Grupa liderów wśród miast na prawach powiatu wydaje się bardziej stabilna. Ciekawe, że w ciągu pięciu lat takich liderów najwięcej było w woj. pomorskim, zachodniopomorskim, małopolskim, wielkopolskim i dolnośląskim. W porównaniu zaś z liczbą gmin i miast w danym województwie najwięcej najlepszych gmin jest w woj. pomorskim, zachodniopomorskim i lubuskim, potem w małopolskim i dolnośląskim. Króluje więc Polska północna i zachodnia. Po części może to wynikać z faktu, że miasta i gminy są tam średnio bogatsze (pod względem dochodów per capita) niż w innych regionach. Ale finanse to nie wszystko. Lubuskie gminy pod względem dochodów plasują się gdzieś w połowie stawki, ale są za to bardzo dobrze zarządzane.