fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Świat skrycie zadłuża się u Chińczyków

Bloomberg
Dług zaciągnięty przez kraje rozwijające się w Chinach może być nawet dwa razy większy, niż mówią szacunki instytucji takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy – stwierdziła na Forum Inwestycyjnym Nomury w Singapurze Carmen Reinhart, ekonomistka z Uniwersytetu Harvarda.

Jej zdaniem istnienie tych „ukrytych długów" utrudnia pracę MFW, Banku Światowego oraz może wprowadzać w błąd inwestorów. – Istnieje tendencja do myślenia, że kraje te mają niższe poziomy zadłużenia niż w rzeczywistości. Jeśli MFW robi studium dotyczące spłacalności długu np. Pakistanu, to jeżeli nie ma danych o tym, ile Pakistan jest winny Chinom, to takie studium jest robione na ślepo – uważa Reinhart.

Duża część pożyczek udzielanych przez Chiny krajom rozwijającym się nie jest zgłaszana MFW i Bankowi Światowemu. Często umowy dotyczące tych pożyczek są mało przejrzyste. Zdarza się również, że te kredyty są częściowo spłacane w surowcach. Np. chińskie pożyczki dla Wenezueli były rozliczane w baryłkach ropy. Reinhart podczas wystąpienia przypomniała również, że od 2011 r. wiele pożyczek udzielonych przez Chiny było renegocjowanych lub restrukturyzowanych. Tak było m.in. w przypadku kredytów udzielonych Sri Lance, Ukrainie, Wenezueli, Ekwadorowi, Bangladeszowi i Kubie.

Chińska ofensywa kredytowa w krajach rozwijających się jest często powiązana z Inicjatywą Pasa i Szlaku (Nowy Jedwabny Szlak), czyli rozpisanym na dziesięciolecia projektem rozbudowy połączeń transportowych w Eurazji. Projekt ten ma dla Chin znaczenie strategiczne.

– Chińskie instytucje finansowe zapewniły ponad 440 mld dol. finansowania na różne projekty związane z Inicjatywą Pasa i Szlaku – ogłosił w zeszłym miesiącu Yi Gang, prezes Ludowego Banku Chin.

– Co prawda chińskie pożyczki mogą pomóc krajom rozwijającym się, to narastanie długu może stać się w przyszłości ciężarem dla ich wzrostu gospodarczego. Chiny wprawdzie zapewniają te kraje, że w długim terminie koszty pożyczek zostaną zrekompensowane przez korzyści wynikające z projektów infrastrukturalnych, ale nie ma na to gwarancji – twierdzi Kaho Yu, analityk z firmy Verisk Maplecroft.

Odstraszającym przykładem zbyt pochopnego zaangażowania się w projekty związane z Nowym Jedwabnym Szlakiem jest Laos. Ten rządzony przez partię komunistyczną kraj jest jednym z najbiedniejszych państw Azji. Realizuje on jednak wart 6,7 mld dol. projekt budowy szybkiej kolei łączącej kraj z Chinami. Koszty tego projektu to ponad 80 proc. laotańskiego PKB. Finansowany ma być w dużej części z pożyczek zaciągniętych w chińskich bankach. W zamian za nie władze Laosu dadzą Chinom koncesje górnicze i ziemie uprawne oraz będą dostarczać różnego rodzaju surowce. Do tego trzeba dodać wzrost wpływów Chin w Laosie. Na budowanym połączeniu kolejowym skorzystają w największym stopniu chińskie firmy eksploatujące miejscowe zasoby naturalne. Kontrakt będą realizowały zaś spółki z Państwa Środka sprowadzające na miejsce swoich inżynierów i robotników wykwalifikowanych.

W podobną pułapkę wpadły władze Sri Lanki. Postanowiły stworzyć za chińskie pieniądze wielki port w Hambantota na południu wyspy. Kontrakt na jego budowę przyznały spółce China Harbor. Chińczycy byli więc głównymi wykonawcami prac i oni najwięcej na nich zarobili. Pieniądze na budowę pochodziły z kredytów zaciągniętych w Państwie Środka.

Pierwszy z nich opiewał na 307 mln dol., drugi na 700 mln dol., a trzeci na 1 mld dol. Port okazał się na razie komercyjnym fiaskiem, a Sri Lanka pozostała z ponad 3 mld dol. długu, którego nie mogła spłacić. Chińczycy chętnie jednak renegocjowali warunki spłaty tych pożyczek i uzyskali w 2017 r. od Sri Lanki dzierżawę tego portu na 99 lat.

Chińskie projekty wywołują kontrowersje również w naszym regionie. Przykładem na to jest budowa autostrady Bar–Boljare w Czarnogórze. Projekt ten miał połączyć adriatyckie wybrzeże z serbską granicą, ale nazywany jest już „autostradą donikąd". Są problemy z jego finansowaniem i może się okazać, że droga zostanie zbudowana tylko w jednej trzeciej.

Wcześniej dwie ekspertyzy pokazały, że ten projekt infrastrukturalny będzie nieopłacalny. Chiński państwowy Export-Import Bank opłacił więc swoją tajną ekspertyzę mówiącą, że budowa autostrady będzie się jednak opłacała. Budowę prowadzi spółka China Communications Construction. Umowa przewiduje, że Chińczycy będą mogli przejąć czarnogórskie grunty, jeśli projekt okaże się plajtą, i że wszystkie spory z inwestorem będą rozstrzygane w chińskich sądach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA