fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Ja, Tonya": Sport jako metafora amerykańskiego społeczeństwa

materiały prasowe
„Jestem najlepsza. Ja, Tonya" wpisuje się w nurt filmowych rekonstrukcji historycznych, które ostatnio na wyścigi realizują Amerykanie. Dbają o kostiumy, scenografię oraz podobieństwo bohaterów.

W 2016 r. powstał serial o futboliście O.J. Simpsonie oskarżonym o morderstwo. W 2014 r. na ekrany kin trafiła historia braci zapaśników Schultzów „Foxcatcher", a ostatnio głośno jest o serialu przypominającym zabójstwo Gianniego Versace.

 

Nominowany do trzech Oscarów film „Ja, Tonya" podobnie jak „Foxcatcher" traktuje sport jako metaforę amerykańskiego społeczeństwa. Przygląda się podziałom klasowym, wobec których powiedzenie „od pucybuta do milionera" brzmi jak okrutny żart.

 

Śledzimy opowieść o Toni, która w narcystycznej obsesji trenuje jazdę figurową na lodzie. Albo będzie najlepsza, albo będzie nikim. „Białym śmieciem" (white trash), jak to się brzydko mówi w USA. Tonya wierzy, że może stać się amerykańską ikoną, ale dostaje tylko rolę pociesznej dziewuchy bez manier. Jej pasję podkręca straszno-śmieszna matka, przelewająca na nią gorycz i niespełnienie.

Film ma konwencję dramatu z elementami mockumentu (fikcyjnego dokumentu). Postarzeni aktorzy opowiadają swoją wersję zdarzeń sprzed lat. Wspominają, żartują, kłamią i tłumaczą się. Reżyser Craig Gillespie co chwila puszcza oko i ostrzega, by nie ufać im bezgranicznie. „Każdy ma swoją prawdę, ale życie i tak zrobi z nią co zechce" – mówi Tonya.

Parodystyczny humor, który do pewnego momentu stanowi o sile filmu, z czasem zaczyna męczyć. Nie można w nieskończoność nabijać się ze swoich bohaterów. Mielizny odsłania scenariusz, co widać w pozbawionej napięcia scenie z igrzysk w Lillehammer (1994), kiedy to zapłakana Tonya zeszła z lodu, nie wytrzymując napięcia.

Film jednak warto obejrzeć dla świetnego aktorstwa. Margot Robbie (Tonya), Sebastian Stan (mąż) i Allison Janney (matka) tworzą zjawiskowy tercet prowincjuszy, którzy próbują wyszarpać dla siebie kawałek tortu. Szklany sufit jest jednak mocniejszy od ich głów i wszyscy skończą jako pożywka dla tabloidów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA